chapter twenty eight: "i don't know"

5.2K 640 131
                                        

Choroba genetyczna, zwana syndromem supermana, będąca przekleństwem, które wywróciło życie Park Jimina, jest niezwykle rzadkim schorzeniem

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Choroba genetyczna, zwana syndromem supermana, będąca przekleństwem, które wywróciło życie Park Jimina, jest niezwykle rzadkim schorzeniem. Często tacy mężczyźni nawet nie wiedzą za sprawą czego ich sprawność fizyczna, czy popęd seksualny jest tak silny. Podczas badania syndromu okazywało się, że te osoby doskonale radzą sobie na przykład w sporcie, lecz zgodnie z zasadą fair play nie dane jest im brać udział w zawodach, gdyż ich schorzenie jest porównywalne do efektu jaki dają dopalacze, bądź sterydy. Nikt jednak nie wspomniał o zabijaniu.

Park Jimin wiedział o swojej zmianie genetycznej paradoksalnie od najmłodszych lat. Wszystko przez jego rodziców. Brzmi znajomo, czyż nie?

Rodzina Jimina od strony ojca z pokolenia na pokolenie niosła fach inżynierii genetycznej w kierunku biotechnologii. Z jego matką poznał się na studiach, a Jimin urodził się trzy lata po ich ukończeniu.

Celowo, czy nie, wkurzali go swoją pasją, którą sam podpisywał mianem szaleństwa. Wyobraźcie sobie, że rodzice przynajmniej co miesiąc pobierają wam krew, badają ją i przy obiedzie obsypują was niesamowitymi nowościami o tym, jak w krwinkach piętnastolatka buzuje testosteron. Niesamowite.

I uciekł. Z przedmieścia Busan, do podgórskiego obrębu w prowincji Gyeongsangbuk-do, do Seolhwa-ri pod Daegu. Błąkając się po szarych uliczkach, pewnego wieczoru natrafił na dziwny spęd sporej grupy ludzi. Poznał Kim Namjoona na wyścigach samochodowych. Był wtedy z Jung Hoseokiem. Obydwoje mieli po szesnaście lat i ekscytowali się jak głupi pędzącymi w przestrzeń wozami. Właśnie tak Jimin trafił w te kręgi, a jedyną rzeczą jaką mógł się poszczycić była jego podwójna męskość. Rozniosło się jak jesienne liście za sprawą wiatru, zepchnęło go i pozostałych chłopaków w przesiąknięty strachem epizod życia.

To podmiejskie towarzystwo, którego co prawda wszyscy byli częścią, to totalna zgnilizna, nawet jeśli może nie do końca się wydawać. Jedni chcieli tego chłopaka z głupiego wyobrażenia możliwości przetransfuzowania sobie jego krwi, inni dla DNA, jeszcze inni dlatego, że wydawał się być obiecującym zawodnikiem w chwili starcia, a kolejni chcieli go, bo tamci go chcieli. To polowanie spędzało sen z powiek i pokój z duszy. Jimin czuł się jakby wcale nie uwolnił się od rodziców, a tylko popadł w większe bagno. Poniekąd tak właśnie było.

- Hyejin, co oni sobie myśleli? - Przytulony do dziewczyny, niczym bezbronne dziecko Jimin uniósł lekko głowę. - Kiedy mnie zostawili.

Wzruszyła ramionami.

- Nie wiem. Z tego co pamiętam, to nie mówili wtedy za dużo. Po co chcesz to roztrząsać?

Hyejin zanurzyła palce w roztrzepanych włosach Jimina. Po plecach przeleciał mu miły dreszcz, od razu przymknął oczy i z powrotem ułożył głowę na jej klatce piersiowej.

- Dręczy mnie to. I dręczy mnie, że ten chuj uważa siebie za pępek bólu całej tej sytuacji. I to, że śmie jeszcze do mnie podskakiwać, kiedy...

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz