Gdzie wredny i bogaty dupek został porwany przez młodego kryminalistę i uznał to za uratowanie przed wkurzającymi rodzicami i ich bankietem.
!switch!
the highest ranks:
#7 w FF - 20.11.2019
#10 w FF - 6.02.2019
#11 w FF - 3.12.2018
#12 w FF - 30.11...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Teoretycznie spokojny i zupełnie normalny styl prowadzenia samochodu Jungkooka naprawdę mógłby doprowadzić Taehyunga do snu, gdyby nie sam fakt, że powolne tempo jazdy wkurzało go na tyle, by się wybudzić. Oceniająco przyglądał się Kookowi, czasem leniwym głosem coś komentował, ale w gruncie rzeczy pozwalał mu jechać tam, gdzie chciał. W sumie całkiem przyjemnie było tak jechać; w środku nocy, przez śpiące przedmieścia, tonące w łagodnych światłach latarni oświetlających szosę.
- Jesteś tak zdesperowany, że będziesz jechał tak, póki czegoś nie znajdziesz?
- Prościej by było, gdybyś miał w tym autku nawigację...
Taehyung pokręcił głową.
- Schodzę na psy... Nie dość, że pozwoliłem ci na to, to jeszcze zamierzam za to zapłacić...
Jęknął dramatycznie i schował twarz w dłoniach, a Jungkook zaśmiał się cicho.
- Nie jesteś tak zły, jakbyś chciał.
- I właśnie to jest najgorsze - wymamrotał Tae niewyraźnie, dalej zakrywając twarz.
- Nie powiedziałbym. To jest raczej... Urocze.
Pełny oburzenia wzrok Taehyunga przeszył go na wylot, zaraz po tym gdy to powiedział. Co prawda wyglądał niesamowicie zabawnie, zwłaszcza gdy ta reakcja spowodowana była tymże słowem. Urocze to coś, czego Taehyung nie znosił, a o czym Jungkook zdążył się dowiedzieć.
- Coś mi podpowiada, Jeon, że w tym łóżku to ty się nie wyśpisz...
♥
Jak twierdził Jungkook, hotel, do którego zajechali, należał do sieci hoteli ojca jego przyjaciela z liceum. Normalnie mógłby skorzystać z tej znajomości i Taehyung nie musiałby płacić z wygranej z tamtego wyścigu, którą wciąż trzymał w schowku samochodu, ale realia były takie, że nikt nie trzymałby ust na kłódkę i wydał ich policji. Wystarczyło, że ten spontaniczny pomysł z nocowaniem w hotelu był sam w sobie niezłym ryzykiem, ale Tae nie byłby Kim Taehyungiem, gdyby się nie zgodził. Iskry to nic, dopiero chodzenie wśród ognistych płomieni było czegoś warte.
- Kim Taehyung - mruknął posępnie, gdy recepcjonistka zapytała go o nazwisko.
- Poproszę dowód osobisty - odpowiedziała od razu, wstukując szybko na klawiaturze komputera co usłyszała.
Ech...
- Proszę pani... Czy ja wyglądam na kogoś, kto planował meldować się w jakimś hotelu? Gdzie my w ogóle jesteśmy?
To również było bardzo proste - myśleliście, że dokumenty Taehyunga były prawdziwe, legalne i posiadały istniejący numer identyfikacyjny? Recepcjonistka nie mogła wpisać go w bazę, by sprawdzić wiarygodność Tae, bo jego wiarygodność nie istniała.