chapter fourty seven: "he's right"

4.5K 477 223
                                        

Zewsząd grzmiał warkot silników, tutejszy język

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Zewsząd grzmiał warkot silników, tutejszy język. W powietrze wzbijały się groźby rywali, ryczeli niczym rozwścieczone, głodne walki lwy. Każdy czuł w gardle swoje trzepoczące z podekscytowania serce. I pomimo powagi sytuacji, Taehyung czuł to samo. Samo trzymanie dłoni na kierownicy i stóp na pedałach sprawiało, że gotowało mu się w żołądku szaleństwo.

- Taehyung, nie zapominaj po co tu jesteśmy - rozległo się z przyczepionej do deski rozdzielczej krótkofalówki. Hoseok zapewne również dostrzegał ze swojego punktu widzenia, że Taehyunga powoli ogarniały nie te emocje, które powinny. - Skup się.

- Weź mu powiedz, żeby stulił pysk, bo zaraz wybuchnę - mruknął ten jedynie, szturchnąwszy siedzącego po stronie pasażera Jungkooka.

- Ma rację.

Tae powoli przekręcił głowę.

- Coś ty powiedział?

- Gówno, skup się.

- Nie masz prawa mi rozkazywać, kiedy sam tylko siedzisz na tej swojej dupie i...

- Proponowałem pomoc, ale ty na siłę, jak jakaś przyzwoitka chcesz mnie utrzymać w stanie czystości przed grzechem.

Taehyung poruszył dźwignią zmiany biegów i uśmiechnął się pod nosem.

- Bo ty służysz do innego grzechu.

Na tę odpowiedź, Jungkook jedynie posłał tamtemu mordercze spojrzenie, które tylko rozbawiło go z jakiegoś powodu jeszcze bardziej. Gdy dalej nie przestawał chichotać, Kook uderzył go po głowie. To jakoś pozwoliło przywołać mu się do porządku.

Byli nigdzie indziej, jak na wyścigach. Dziwne? Oni również byli zdziwieni, kiedy wyrocznia Heechul po dwóch godzinach plotek o niczym łaskawie wskazał im właśnie to miejsce. Tutaj mieli znaleźć    C h a e    H y u n g w o n a, złotego kierowcę grupy, do której należał Lee Jooheon. I właśnie dzisiaj miał zakończyć się ten krąg, życie w oczekiwaniu na kolejne włamanie.

Zastanawia was pewnie skąd Heechul wiedział te wszystkie rzeczy i skąd znał tych wszystkich przypadkowych ludzi. Mogę wam to zdradzić. To wcale nie jest trudne. Heechul od zawsze był towarzyski, no i od większości kręcących się teraz w tych okolicach zbuntowanych dzieciaków był starszy, co za tym szło, nie dałoby się nie wyłapać kogoś nowego. Zawsze siedział w tym pubie, każdy chciał poznać wujka lubiącego plotki i piwo sosnowe, żeby zagłębić się w temacie. Sami byście chcieli mieć trochę przodów. A sama znajomość z Heechulem była dobrym starterem. Praktycznie wszyscy go znali, a że z nim nie dało się nie mieć dobrych stosunków, to nawet jeśli wydawał jednych drugim za krótką pogadankę przy piwie, nie groziły mu kłopoty. W gruncie rzeczy Heechul miał niezłą zabawę z nasyłania na siebie żądnej mordu młodzieży. 

Chae Hyungwon miał ścigać się dzisiaj. Idealnie. Nawet nie musieli wykraczać poza swoją okolicę. Jedyny problem polegał na tym, że nie mieli pojęcia jakim samochodem podróżował. Heechul nie był w stanie sprzedać im tego sekretu, gdyż Chae Hyungwon nie wjechał swoim wozem do pubu, gdzie ten też go rzecz jasna widział.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz