Gdzie wredny i bogaty dupek został porwany przez młodego kryminalistę i uznał to za uratowanie przed wkurzającymi rodzicami i ich bankietem.
!switch!
the highest ranks:
#7 w FF - 20.11.2019
#10 w FF - 6.02.2019
#11 w FF - 3.12.2018
#12 w FF - 30.11...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Taehyung cały w drgawkach pociągał nosem, kiedy spazmy wciąż wstrząsały jego płonącym bólem ciałem. Ciężko utrzymywał pion tułowia, widoki majaczyły mu półprzytomnie przed oczami i jedynie rządząc się ostatkami wyzutej z pozytywności nadziei, pędził do przodu. Krew cieknąca z rany na łuku brwiowym, nosa i ust była rozpraszająca, mimo, że Tae dosłownie co pięć sekund przecierał twarz dłonią, jej wciąż było więcej i więcej. Ale się udało, prawda?
Najpierw powiedział, Jiminowi, że Jeon nie żyje, a potem dokoloryzował to wyznaniem o tym, jak to właśnie wracał po podrzuceniu ciała staremu Jeonowi w zamian za okup. Oczywiście nie szczędził sobie przy tym szyderstw o spóźnialstwie i przegranej Parka, co spowodowało koniec jego cierpliwości. No i zaatakował Taehyunga potworną siłą, przelewaną na zwalające z nóg ciosy. Jasne, bronił się, oddawał, Jimin także nie uszedł bez obicia, jednak sami wiecie... Sprawność fizyczna ciała tego chłopaka, które nie potrzebowała połączenia z umysłem, by ruszać się z taką prędkością, precyzją i mocą, doprowadziło Tae do samej ziemi, na której przez jakiś czas wił się słabo, wypluwając krew. Wtedy Park Jimin poszedł do jego samochodu i dalej będąc w amoku złości, zajrzał tylko na siedzenia, a kiedy znalazł jedynie pustkę, wrócił, dołożył jeszcze parę kopnięć w brzuch Taehyunga i odjechał. Wtenczas Taehyung, odniósłszy zwycięstwo, marzył jedynie o tym, by móc wstać na nogi i nie mieć pękniętej śledziony.
Kiedy już mu się to udało, wsiadł za kierownicę i na granicy omdlenia ruszył w dalszą drogę do swojej kryjówki.
♥
Cholernie bał się otwierać bagażnik. Bał się, że nie da rady patrzeć na to jak on teraz wyglądał. Po tym całym rajdzie, po tym całym czasie bycia zgniecionym. Ale nie dało się inaczej.
Podkuśtykał do tyłu auta i nabierając ze stresu jeszcze więcej dreszczy, złapał za klamkę klapy. Pociągnął ją do góry.
Dobrze nie było; pod jego głową utworzyła się brzydka kałuża pociemniałej już w tym momencie krwi, wokół zamkniętych oczu i na powiekach pojawiły się sine plamy. Nie było widać dużo, bo resztę twarzy dalej kryła mu maska.
Taehyung zaczął bać się jeszcze bardziej. Był już przerażony i nienawidził tego. Powtarzał sobie w myślach, że wszystko było tak, jak być miało, także podczas wyciągania go z auta i nieporadnego znoszenia na dół po schodach do podziemia. Ciążył mu co najmniej dwa razy bardziej z powodu stanu, w jakim sam Tae się znajdował; dosłownie myślał, że przewróci się zanim dotrze do ostatniego stopnia. Całe szczęście dał radę dotargać go aż do kanapy, na którą rzucił go nieporadnie i dopiero wtedy pozwolił, by kolana się pod nim ugięły. Opadł bezwładnie jak kończyny i głowa Jungkooka.
Ostatnią czynność jaką zapamiętał sprzed zamroczenia nieprzytomności, było zdarcie z jego twarzy maski.