chapter six: "probably even better than you"

7K 772 186
                                        

Nie wiedział gdzie skrył się Namjoon, ale w tym momencie mało go to obchodziło

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Nie wiedział gdzie skrył się Namjoon, ale w tym momencie mało go to obchodziło. Już dawno temu odzwyczaił się od polegania na innych, nawet na takich jak Namjoon. Teraz tylko go stresowała obecność osoby, która bez uprzedzenia zamierzała wejść mu w paradę, kiedy już sam będzie świetnie sobie radził.

Przeszedł parę kroków w kierunku centrum placu. Jego buty głośno chrzęściły w pylistym żwirze, jakby chciały być dla Taehyunga fanfarami, podczas ukazywania całej swojej sylwetki przybyłym właśnie wrogom.

Cztery osoby, czterech kolesi. Jeden raził po oczach czerwonym T-shirtem, reszta pozostała bardziej stonowana. Gapili się prosto na Taehyunga, a on w cieniu widział czające się na ich twarzach lisie uśmieszki. Pewnie myśleli, że czterech na jednego i już po sprawie. Kretyni.

Z kolei Taehyung nie zamierzał bawić się w jakieś podchody, przypatrywanie sobie niczym drapieżniki i inne niepotrzebnie marnujące czas bzdety. Wyjął zza paska dziewiątkę i w tej samej sekundzie odbezpieczył ją, po czym strzelił chłopakowi na siedzeniu pasażera w czoło. Pocisk przeszedł przez szkło jak przez masło i utonął w ciele pierwszej ofiary.

- Lecicie na mnie i nie macie specjalnego wozu, fiuty?! Jaja sobie robicie?! - wychrypiał Taehyung, wsparłszy dłoń na biodrze.

Bawił go widok obsranych dzieciaków. Typ za kierownicą szykował się do startu auta; chciał rozjechać Taehyunga, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Wystartował, a zdawać by się mogło, że już sekundę potem pędził na czwórce, wzbijając kłęby pyłu w powietrze. Tae uskoczył rzecz jasna, a wylądował na ostrych kamyczkach z kurzem w ustach. Dziwnym trafem dużo ludzi lubiło go wkurzać. Splunął w bok i podniósł się z powrotem na nogi. Zaraz gdy to zrobił, usłyszał za plecami jakieś krzyki i kroki. Spodziewać się było można, że wjechali swoją furą w stertę starego złomu.

- A i kurwa by to... Mam was dość - mruknął Tae pod nosem i ponownie wymierzył do zbierających się do ataku gówniarzy.

Teraz już trzech, bardzo młodych, tak jak się spodziewał. Na takie akcje wysyła się głównie nowicjuszy. Najmniej szkoda ich straty. No właśnie.

Bez zawahania nacisnął spust, dał wylecieć łusce i wycelował do kolejnego. Widok padających na grunt ciał zagotował adrenalinę w jego żyłach.

Został tylko jeden. Ten w czerwonej koszulce. Z daleka było widać jak się trzęsie, a z twarzy jak z książki dało się wyczytać wszystkie kierowane do osoby, która go tu przysłała przekleństwa.

- Chciałeś mojego chłopaczka?! Myślałeś, że to takie proste?! Co ci powiedzieli?! Że ten kto go zdobył to pizda?! Uwierzyłeś?! Tylko mi się udało go zdobyć, a uwierzyłeś?! - Zaśmiał się krótko, ruszając w kierunku chłopaka. Nawet nie miał broni w ręce, tylko pozwalał jej tkwić w kieszeni. - A teraz skończysz tak, jak oni. Jak oni i jeszcze gorzej.

Będąc w niewielkiej odległości od tamtego, wyciągnął przed siebie dłoń z pistoletem na wysokość jego gardła. Podszedł do niego i wcisnął mu lufę w krtań, drugą dłonią chwytając za włosy. Chłopak był wyraźnie niższy od Taehyunga, a świecąca od potu twarz wyglądała na nastoletnią.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz