chapter thirteen: "i'm not a dog"

6.2K 665 186
                                        

Zapewne jest to odrobinę ciężkie z punktu widzenia przyzwoitych osób, ale spróbujcie wyobrazić sobie uczucie kogoś takiego jak wy, obróconego na lewą stronę, gdy dane wam jest stanąć naprzeciw trzęsącego się w spazmach ciała człowieka, któremu mac...

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Zapewne jest to odrobinę ciężkie z punktu widzenia przyzwoitych osób, ale spróbujcie wyobrazić sobie uczucie kogoś takiego jak wy, obróconego na lewą stronę, gdy dane wam jest stanąć naprzeciw trzęsącego się w spazmach ciała człowieka, któremu macie coś za złe i możecie zrobić z nim cokolwiek. Na przykład wziąć swój ulubiony pistolet i kolejno przestrzelić  jej kostki, wsłuchać się w bolesne okrzyki i przy tym strzelić poniżej pępka, na szybko kalkulując gdzie on się znajduje. Wtedy jest czas, żeby przejrzeć się w oczach tej ofiary. A w imieniu Taehyunga mogę was zapewnić, że błyszczelibyście wtenczas łzawym strachem i powoli odbierającym świadomość bólem.

Z kolei potem - tutaj już nie wiem jak wy - ale Taehyung nie chciał zadać tego najbardziej satysfakcjonującego ciosu, gdy leżący przed nim Kim Hanbin byłby nieprzytomny. Dlatego przydepnął mu przestrzeloną, krwawiącą kostkę. Żeby go trochę rozbudzić. Podziałało, w jakimś stopniu rzecz jasna, lecz Kim Hanbin otworzył oczy i jęknął ostatkami sił przez schrypnięte gardło. Z ust zaczęła wylewać mu się krew płynąca ze zranionego brzucha. Paskuda.

- Ta, rzeczywiście na dobre ci to wyszło - mruknął drwiąco i przeniósł więcej ciężaru swojego ciała na przydeptywaną kostkę. - Powiedziałbym, żebyś sobie zapamiętał, że ze mną się nie zaczyna, ale... Powiem po prostu, że ze mną się nie zaczyna, bo ja kończę bardzo szybko.

Puścił oczko, wycelował prosto w jego nos i bez wahania nacisnął spust. Skrzywił się patrząc potem na rozkwaszoną twarz i odwrócił prawie od razu, zanim zdążyło zaburczeć mu w żołądku z obrzydzenia. Reszta jego towarzyszy stała już przy wyjściu z tego pokoiku i z pewnego rodzaju znudzeniem wlepiała w niego wzrok.

- Nie mogłeś tak po prostu? - zapytał Namjoon, prostując się, żeby już odchodzić.

- Byłoby nudno? - odburknął Tae. Ominął leżące mu na drodze ciała paroma zgrabnymi susami, by dołączyć do tamtych. - Zmywamy się. Kto pierwszy, ten wygrywa.

Po czym puścił się biegiem przez korytarz. Nikły uśmiech rozjaśnił mu twarz, kiedy usłyszał za sobą prędkie kroki dawnych przyjaciół za plecami.

Pewnie pozostaje pytanie dlaczego tak prosto im się udało. Otóż po pierwsze - atakującemu znienacka jest dużo prościej, bronić się przed takim atakiem jest gorzej, ponieważ psychika ofiar jest zbyt rozkojarzona. Strzały siłą rzeczy są nie bardzo trafne, a cele przewidywalne. Po drugie - skupienie i adrenalina pozwala napadającemu wybrać ofiary możliwie prędko, wprawa w strzelaniu to inna sprawa, ale ma tu swój udział, gdy trafienie jest w głowę, krtań bądź klatkę piersiową. Po trzecie - mając w drużynie Taehyunga nie ma opcji na przegraną, jak już pewnie wiecie.

Dziki pęd, który czuje się całym ciałem i umysłem, to była jedna z ulubionych rzeczy Tae na świecie. Kochał ten wóz ponad życie. Gdyby był na tyle trwały, że przy każdej akcji, czy amatorskim wyścigu z kolegami nie groziłoby mu rozbicie, właśnie jego zdjęcie umieściłby w medaliku noszonym na szyi.

badass || taekookOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz