Gdzie wredny i bogaty dupek został porwany przez młodego kryminalistę i uznał to za uratowanie przed wkurzającymi rodzicami i ich bankietem.
!switch!
the highest ranks:
#7 w FF - 20.11.2019
#10 w FF - 6.02.2019
#11 w FF - 3.12.2018
#12 w FF - 30.11...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
- Mógłbym zabrać mu Jeona i podrzucić go prosto do Busan.
Hyejin wywróciła oczami.
- To by raczej niczego nie poprawiło...
- Uważasz, że mam się mu podlizywać?
Poprawiła zmarszczony rąbek swojej koszulki nocnej.
- Nie powiedziałam nic takiego. Podlizywanie się mu nie jest przeciwną stroną robienia czegoś całkowicie niepotrzebnego. Nie możesz zwyczajnie zbyć jego istnienie, tak jak on to robi w twoim przypadku?
Mięśnie na bicepsach krążącego po pokoju Jimina drgnęły.
- Mam dosyć. Uważa mnie za byle kogo. Zbyt długo pozwalałem się ignorować.
- Jimin, zasadniczo Taehyung nawet jakby chciał, to nie był w stanie cię ratować. - Hyejin nie pojmowała tego ostrego sporu między ich dwójką. W gruncie rzeczy ani Jimin nie zawinił będąc "supermanem", ani Taehyung mając do wyleczenia ciężką kontuzję w tamtym czasie.
- Bierzesz jego stronę? Hyejin, poważnie?
- Nic takiego. Tylko zauważam fakt.
Myśli Jimina kotłowały się zażarcie. Czuł, że nie powinien siedzieć na tyłku. Krążyła w nim dziwna złość i jeszcze dziwniejsza energia, przepełniająca go pragnieniem zniszczenia Taehyungowi świata. W tym momencie był tak zaślepiony, że nawet nie wiedział czemu tak się działo, ani nie starał się tego dojrzeć. Po prostu uważał, że to było słuszne.
- Jimin, czy ty zazdrościsz mu, że to jemu udało się przechwycić Jeona, zanim sam to zrobiłeś? - zapytała Hyejin szeptem.
Odpowiedzi nie uzyskała, ale mogła się domyślić.
♥
- Nie przeraża cię jak mijasz policyjne patrole?
Taehyung na spokojnie wrzucił czwórkę i pogładził opuszkiem kciuka kierownicę. Właśnie podrzucili Hoseoka z powrotem do domu, żeby nie budzić podejrzeń, gdyby bez uprzedzenia nagle znikł.
- Nie, dopóki masz tego kondoma na ryju - mówiąc to, pociągnął za maskę na twarzy Kooka.
Zaraz potem Jungkook zdjął ją i zmiął w dłoni.
- A teraz?
- Jeśli myślisz, że tak łatwo mnie przestraszyć, to spróbuj lepiej.
- Okej - mruknął, a następnie złapał za kierownicę i przekręcił ją w prawo, wpuszczając całe auto w niewielki poślizg.
Mimo, że Taehyung prędko zareagował i naprostował samochód, widać było nerwy, które momentalnie wpłynęły na mimikę jego twarzy. Prawie zawsze marszczył brwi, zwłaszcza podczas jazdy samochodem, ale kiedy się zdenerwował, robił to ze dwa razy intensywniej, tak jak teraz. Poza tym ściągał wargi, w lepszym świetle zapewne byłoby widać ich pobielałe przez to krawędzie. Wszystko pozostałoby w porządku, dowcipy Jungkooka odeszłyby w zapomnienie, ale niecałą minutę po całym zajściu, usłyszeli z tyłu wycie policyjnej syreny, a we wstecznym lusterku odbił się czerwony błysk jej lampy.
- Kurwa mać, Jeon - syknął Tae, po czym bez zawahania przydepnął na gaz i z piskiem opon wpadł w pierwszy zakręt, jaki napatoczył się na drodze. - A myślałem, że nie spieszy ci się do domu...
Wciśnięty w fotel Kook powoli obrócił głowę w stronę tamtego. Gdy dużo działo się w małym przedziale czasowym, trochę nie nadążał. To także było jego wadą jeśli chodziło o zawiązanie trwałej współpracy z Taehyungiem. I jeszcze to, że najpierw robił, a dopiero później myślał. Jak przed chwilą.
- N-nie było widać, że tam stoją.
Nieograniczający się z prędkością Taehyung, pokręcił głową ze zrezygnowaniem, manewrując sprawnie przy wyprzedzaniu innych jadących tą trasą aut. Co najmniej dwa radiowozy wytrwale podążały jego śladem, przy czym zaczynały wkręcać Tae w to stadium gniewu, gdzie pragnął bez zastanowienia zatrzymać pojazd, wysiąść i gołymi rękoma skończyć ze ścigającymi go glinami. Dodatkowo cały proces trwał krócej, bo chodziło o gliny. To oklepana etykietka, ale będąc kimś takim jak Taehyung, nie dało się nie mieć nic przeciwko pilnującym porządku. "Porządek" i "Taehyung" były jak dwa magnesy o takich samych ładunkach; odpychali się zarówno w praktyce, jak i w teorii.
- Intuicja, kretynie. I trochę rozsądku. Teraz może i sobie myślą, że po prostu gonią wstawionego gościa za kółkiem, ale prawda wygląda trochę inaczej, czy nie? - paplał Taehyung, skacząc przy tym wzrokiem z drogi przed sobą, na wszystkie lusterka, auta dookoła i jeszcze odrobinę na Jungkooka. - A mianowicie ma jakieś pedalskie, brązowe włosy, oczy jak talerze i wielki nos. I krzywe zęby, i napompowane mięśnie, twarde uda, i duże stopy, a dłonie mniejsze niż moje...
Lekko i chytrze uśmiechnięty Jungkook, łypnął na niego przymrużonymi oczami. W świetle ulicznych latarni, po chwilce przyglądania się mu, zauważył pod jego rozczochranymi jak zwykle włosami wyraźnie pulsującą skroń. Jeśli tak biło wtenczas serce Taehyunga, to raczej wkurzenie za ściągnięcie na nich suk już mu minęło, zastąpione czymś innym... Uczuciem przypominającym stres, ale jednak przyjemnym.
- Mhm, coś jeszcze, czy już mogę powiedzieć "tak"?
Tae od razu uderzył go (dość mocno, szczerze mówiąc) w pierś.
- Możesz się zamknąć.
Jungkook oparł głowę na zwiniętej w pięść dłoni.
- Czyli nic nowego...
♥
Moglibyście się domyślić, że udało im się uciec przed pościgiem policjantów. Była zaledwie jedna wada z tego wynikająca. Chodziło o to, że przejechali przez Daegu w kierunkach całkowicie losowych. Znaczyło to tyle, że równie dobrze mogli być w obrębie miasta Gyeongsan, jak i Yeongcheon, albo nawet tych przyokolicznych do Gyumi. Taehyung był przekonany, że widział tablice kierujące na Chilgok i Waegwan, co potwierdzałoby słuszność tego ostatniego przypadku, ale Jungkook upierał się przy tym, że widział kierunkowskaz na Dalseong, które nie było związane z żadnym z tamtych miejsc, a jedyne do jakiego miało najbliżej, to Gyeongsan, leżące blisko obrębu Seolhwa-ri i Myunggok-ri, gdzie Tae miał swoją kryjówkę. Tak naprawdę, gdyby Kook miał rację, byłoby najlepiej, ale Tae ufał tylko sobie, rzecz jasna.
- To znajdźmy jakiś hotel i jutro jak będzie jasno, zorientujemy się, gdzie jesteśmy - jęknął Jungkook. Tak jak i Taehyung, był zmęczony. Samochodowy zegarek wskazywał na wpół do pierwszej, więc od pościgu minęło parę godzin.
- Zamierzasz tak po prostu wejść do hotelu? Zwariowałeś, bałwanie? - Stali na leśnej dróżce, żeby nie rzucać się w oczy. Pomimo tego, że noc była tak samo czarna, jak samochód Tae. - Ten wóz to twój hotel, dobranoc.
Kook fuknął.
- Taehyung, tak dawno nie spałem w normalnym łóżku, że praktycznie zapomniałem jak to jest...
Tae wywrócił oczami pod powiekami.
- Mówiłeś, że odpowiada ci taki styl życia.
- Ja poprowadzę, założę sobie maskę na twarz, czapkę i jeszcze kaptur... Proszę...
Taehyung długo milczał. Kook pomyślał nawet, że może już usnął, ale po jakimś czasie bez otwierania oczu pociągnął za klamkę, otwierając drzwiczki.
- I jakby ktoś pytał, to jesteś Kim Yeontan i jesteś niemową.
Chyba był zbyt zmęczony, żeby długo się sprzeczać, nawet jeśli kochał to robić.