chapter fifty three: "so stop the car"

4.2K 478 348
                                        

- Nabrałem cię kiedyś na coś takiego, pamiętasz?

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

- Nabrałem cię kiedyś na coś takiego, pamiętasz?

Kook rzucił Taehyungowi zdezorientowane spojrzenie.

- Niby na co?

- Pamiętasz ten sklepik?

Koniec końców nie spędzili ze sobą tyle czasu, by dało się tak łatwo zapomnieć. Gdy tylko Taehyung wspomniał o sklepie, wspomnienie jasno rozbłysło w jego umyśle.

- No i co z tego?

Tae zaciągnął ręczny i od razu sięgnął do schowka podręcznego, skąd wygrzebał na oślep jeden pistolet. A potem drugi.

- Dobry żart, tym razem też ci się udało - parsknął odrobinę nerwowo Jungkook. Po Taehyungu doskonale było widać, że tym razem nie żartował, jeśli twierdząc, że czasami mówił na poważnie.

- No - mruknął i rzucił dziewiątkę na kolana Kooka. - Zobaczymy, czy tobie się uda.

- Nie mam ochoty na wygłupy, weź to.

- Cóż, świetnie się składa, bo ja też nie mam. A teraz przestań mięczyć i dupa w troki, bo działają tylko dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeszcze nam zamkną zanim zdążymy się zabawić.

Jungkook podskoczył na siedzeniu, gdy kliknęła klamka otwieranych przez Tae drzwiczek samochodu. Złapał go za łokieć, nim wysiadł.

- Ty też idziesz?

Tamten uśmiechnął się ironicznie.

- Żebyś nie musiał sam wycierać, kiedy się zeszczasz ze strachu, mała cipo.

- Wiesz co, jeb się - burknął Jungkook i sam wysiadł z auta. Po chwili z jego wnętrza dobiegł chrapliwy śmiech Taehyunga, a następnie i on dołączył do Jungkooka na zewnątrz.

- I teraz widać, że miałem cię na wychowaniu, Jeonson. 

  ♥ 

Po sklepie, który swoją drogą jakichś pokaźnych rozmiarów nie był, kręciły się pojedyncze osoby, ktoś przy oknie jadł ramyun, głośno siorbiąc. Taehyung szybko ogarnąwszy panującą w środku sytuację, zaglądając przez szybę na boku, powrócił do Jungkooka, próbującego w ciszy przywrócić normalne tempo oddechu, tak żeby Tae nie połapał się, że z lekka go to stresowało.

- Dobra, więc tak, to jest zabawa, więc luźne porty, wchodzisz, spluwa w górę, mówisz czego chcesz, a jak ktoś się ruszy, to ognia, skarbie, no i jedziesz po tych szmatach - wymamrotał Taehyung na jednym oddechu, praktycznie nie oddając tonem głosu żadnych emocji. Co najwyżej tę wpojoną już w niego na wieczność nutkę sarkazmu.

- A czego mam chcieć?

- Czegokolwiek; kopa w dupę, sera, klusek, do wyboru do koloru, dajesz, zegar tyka.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz