chapter fifty four: "as always"

4K 476 183
                                        

Kiedy Taehyung dołączył do niego, stając dziwnie dumny z siebie obok, na twarzy mimowolnie malowało mu się zniesmaczenie i coś na kształt

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Kiedy Taehyung dołączył do niego, stając dziwnie dumny z siebie obok, na twarzy mimowolnie malowało mu się zniesmaczenie i coś na kształt... rozczarowania?

- Plaża? Serio? - jęknął, spuszczając z zawodem ramiona. - Będziesz myślał z łbem w piachu? Masz problem z syndromem strusia?

Tae zmarszczył brwi, ale jego uśmiech nie zmalał.

- Co to syndrom strusia?

Wiecie co było denerwujące? Jungkook wzdychający ze zrezygnowaniem. Widząc go takiego, miało się ochotę przestrzelić mu oczy osobnymi kulkami. Na przykład. O tym właśnie pomyślał Taehyung, gdy Jungkook westchnął ze zrezygnowaniem, słysząc to pytanie.

- Objawia się u grupy ludzi, którzy uważają plażę za jakąś świątynię myśli, oazę spokoju i jeszcze widzą w niej coś niezwykle niesamowitego. Powinno się to leczyć - wymamrotał Jungkook posępnie.

- Wymyśliłeś to?

- Mhm. W wakacje po skończeniu liceum pojechałem z kolegami do Seulu, a jeden z nich od początku wycieczki namawiał nas na jednodniowy wypad na plażę do Incheon. Rozumiesz; z Busan i to w dodatku z Jaesong-dong, gdzie na tą zasraną plażę było kilka przystanków metrem, do Incheon, gdzie jakby nie spojrzeć plaża jest wszędzie... No i właśnie wtedy ja z takim jednym wymyśliliśmy syndrom strusia i że musi to leczyć, jeśli chce być w stanie po studiach wyjechać z Busan, a miał naprawdę duże ambicje, więc to łyknął.

Słuchając go, nawet całkiem uważnie, Taehyung dalej wyglądał jakby jednym uchem mu wchodziło, a drugim wychodziło. Zresztą...

- Wow, niesamowite - westchnął z udawanym rozmarzeniem. - A myślałem, że tylko się tak mówi, że ludzie w Busan są pierdolnięci... - palnął zaraz po tym i z głupawym wyrazem twarzy ruszył wgłąb piaszczystego, pustego i pochłoniętego nocnym mrokiem wybrzeża, trzymając w dłoniach butelki wina, które zwinął z tamtego sklepiku. 

- A w Busan się mówi...

- Przyjdziesz tu może, czy znowu planujesz uciekać?! - zawołał luźno Taehyung, przerwawszy mu z braku siły na wysłuchiwanie tego. Obrócił się przez ramię, Kook dalej stał tam, gdzie stał, z rękoma w kieszeniach spodni, które jak wiele poprzednich par mu pożyczył. To podobno urocze, kiedy ktoś z kim sypiasz nosi twoje ciuchy. Albo coś takiego. Taehyung jakoś nie potrafił tego poczuć.

- A co jeśli tak?! - odkrzyknął po chwili.

Wtenczas Taehyung machinalnie pozwolił butelkom z winem opaść na piach, po czym szybkim krokiem wrócił do Jungkooka. Co dziwne, nawet nie rzucił żadnym tanim żartem, a jedynie pochwycił go za kołnierz na karku i pociągnął za sobą jak psa na smyczy. Kookowi błysnęło wtedy wspomnienie z dnia porwania. Uśmiechnął się dyskretnie do siebie. Niby Taehyung był taki sam jak wtedy, te same ruchy, siła, rodzaj chodu, a jednocześnie patrzcie jaka zmiana. Prowadził go dalej jak więźnia, ale żeby wypić z nim wino na plaży, w nocy. Nawet zaczął odnajdywać w sobie te spróchniałe zawczasu pokłady romantyzmu.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz