chapter fourty nine: "scars make you horny?"

4.6K 503 208
                                        

Tylko Jungkook miał w sobie coś takiego

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Tylko Jungkook miał w sobie coś takiego. Coś takiego, co jednocześnie odrzucało Taehyunga w opór, a z drugiej strony niesamowicie do siebie ciągnęło. Uczucia.

Był czymś całkowicie nowym. I co jeszcze było dziwne to to, że gdyby ktoś jakieś kilka tygodni temu zapytał Taehyunga, czy by choć dotknął człowieka z typu tych biznesmenowatych Jeonów, bez wahania popukałby się w głowę. A teraz dosłownie pragnął być zupełnie sponiewieranym przez takiego jednego.

Brzuch wypełniało mu łaskoczące podniecenie, miał ochotę chichotać, gdy ku uciesze jego oczu, Jungkook, klęczący na końcu łóżka, zamaszystym ruchem ściągał z siebie porozciągany T-shirt. Bezwstydnie pochłaniał wzrokiem każdy ukazujący się skrawek - nie oszukujmy się - świetnego ciała Kooka. Z sekundy na sekundę coraz bardziej chciał zostać przygnieciony tym tułowiem, przypominającym idealną rzeźbę równie idealnego boga. Wyobrażacie sobie być w jednym łóżku z pieprzonym Apollo?

Gdy Jeon odrzucił już koszulkę na podłogę, z powrotem stanął nad Taehyungiem na czworakach. Bez słowa odgarnął mu z czoła przepocone pukle czarnych włosów. Nad prawą brwią miał wyraźną, ale nie dużą bliznę. Przesunął po niej kciukiem. Gdyby spotkał kogoś takiego na ulicy, nawet nie zwróciłby na niego uwagi. Dla Jungkooka Taehyung wyglądał po prostu jak przebiegły, wstrętny i nieprzyjemny dupek, lecz teraz, kiedy widział go z tak bliska, czuł go pod własnym ciałem, jego kształt, ciepło, każdą wypukłość i każde wgłębienie - marzył, by móc go takim mieć już na zawsze.

- Podniecają cię blizny?

Kook usłyszawszy to, wyrwał się z chwilowego zamyślenia.

- Wtedy nie byłoby dziwne, że zawsze tak szybko ze mną dochodzisz - dodał Taehyung.

- Z jednej strony mógłbyś się zamknąć, ale z drugiej jedyne czego chcę teraz słuchać to twoje kretyńskie teksty. No wiesz, ojciec nie rzuca takimi na lewo i prawo.

- Ojciec pewnie też nie daje się posuwać - zachichotał.

Jungkook ze zrezygnowaniem zabrał dłoń, którą przykładał do twarzy Tae. Z kolei tamten, nie przestając podśmiewać się pod nosem, sięgnął rękoma do rozporka jego jeansów. Był przepaścią. Ogromną przepaścią. Mieszczącą w sobie niebezpiecznego i okrutnego mordercę, gościa wypranego z emocji, cierpiącego w milczeniu z braku uczucia wokół siebie oraz głupiego debila. I może troszeczkę sam nie dopuszczał do siebie tego faktu, ale uwielbiał tego debila. Do szaleństwa.

Jego usta smakowały tym żartem, który ciągle z nich ulatywał. Każdy pocałunek był nim przesiąknięty, nie był słodki, ale był rozkoszny. Palce Taehyunga powoli wędrowały po całym torsie Jungkooka, co podobało mu się ogromnie, delikatnie łaskotało i wywoływało drobny uśmiech, który odbijał na wargach Tae, gdy łapczywie je całował.

Zaczął ostrożnie obsuwać mu spodnie razem z bielizną. Tae uniósł odrobinę biodra, by mógł się pozbyć ich do końca. Lekki powiew chłodu najpierw otulił jego nagość, lecz został prędko stłumiony opadającym na niego Jeonem. Stęknął cicho, a następnie rozciągnął usta w półuśmieszku.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz