Mamy dzisiaj wigilię. Najcudowniejszy dzień w roku. Wszystkie kobiety jakie są w domu biegają po kuchni.
Jakie kobiety mam na myśli? Jestem ja, Chloe i jej mama, babcia Leo i Pani Victoria w sumie pięć kobiet.
A panowie? Dekorują choinkę i cały dom. Oczywiście kłócą się przy tym i sprzeczając.
Lepie właśnie pierogi z Babcią mojego chłopaka. Pamiętam jak robiłam to z mamą. Bardzo mi jej brakuje. Cóż tak musiało być i jakoś muszę się z tym pogodzić.
Nagle usłyszałam huk na polu.
- Ała ty durniu - krzyknął ktoś na dworze.
- To twoja wina ty nie trzymałeś tego drzewka- mówił Charlie otwierając drzwi.
- Chłopcy nie kłucie się - uspokoiła ich Pani Lee.
- Przepraszamy mamo - spuścił głowę chłopak.
Nagle usłyszałam jak ktoś wali w garnki
- proszę o uwagę! - Mówiła mama Chloe - wszystkie dzieci idą się szykować na kolacje.
- Mamo, a widzisz tu jakieś dzieci? -zapytała ze śmiechem Chlo.
- Kwiatuszku dla mnie będziesz zawsze dzieckiem - kobieta chwyciła ją za policzko.
Chciała bym mieć taką więź z moją rodzicielką. Ale wiem, też że nie wszystko w życiu jest możliwe.
Bez większego namysłu ruszyłam do siebie na górę przed Leo. W ostatnim momencie zamknęłam mu drzwi od łazienki przed nosem.
- No dzięki skarbie! - krzyknął chłopak z za zamkniętych drzwi.
- Też cię kocham! - od Krzyknęłam.
- A szybciej by było jak... Jak byśmy wzięli prysznic razem - za proponował.