Wpadłem do domu jak burza. Pierwsze w oczy rzuciła mi się Marcela, która smacznie spała na kanapie. Przeniosłem ją do sypialni i przykryłem kocem. Wziąłem pierwszą lepszą torbę i zacząłem wrzucać w nią niektóre ciuchy. Pewnie, że nie chciałem zostawiać Marceli, ale musiałem. Powtarzałem sobie w duchu, że robię to dla jej dobra to robię lecz to tylko wzrastało moje wyrzuty sumienia. Wiedziałem, że z Klaudią nie ma żartów. Miałem zamiar wyjechać (przynajmniej na jakiś czas) do hotelu pomimo tego, że ona zostałaby w MOIM domu. Potrzebowałem sobie wszystko poukładać.
- To dla jej dobra...- szepnąłem sam do siebie.- Czy ja naprawdę zaczynam gadać do siebie? Chyba tak. Muszę wybrać się do jakiegoś lekarza.
Szybkim krokiem udałem się do kuchni. Zrobiłem sobie szybką kawę. Wziąłem kubek i zacząłem chodzić w te i we w tę w nadziei, że to jakoś ostudzi moją kawę. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę 2;51. Chyba nadszedł już na mnie czas. Poszedłem do sypialni. Spojrzałem w dół na śpiącą królewnę czyli Marcelinę. Delikatnie odgarnąłem kosmyk włosów, który opadł na jej czoło. Wiedziałem, że dopóki nie wyjaśnię wszystkiego z Klaudią nasze stosunki będą musiały ulec zmianie. I to takiej być może nawet bolesnej... Bez słowa wziąłem kartkę, długopis i nabazgroliłem coś na papierze. Ubrałem buty, wziąłem torbę i po cichu wyszedłem z domu. Odpaliłem silnik i zacząłem jechać przed siebie. Miałem tylko nadzieję, że Marcela nie będzie mi miała tego za złe.
Marcela P.O.V
W nocy o dziwo bardzo dobrze mi się spało. Bartek nie przyszedł zanim zasnęłam za co byłam na niego trochę zła, ale szybko o tym zapomniałam. Następnego ranka wstałam dość późno. Przeciągnęłam się i powoli wyczłapałam się z łóżka.
- Bartek?!- krzyknęłam, a odpowiedziała mi cisza. Jako iż była sobota zdziwiło mnie to bardzo.- Jesteś?!
Wyszłam z pokoju przegarniając włosy. Powoli zeszłam na dół. Rozejrzałam się dookoła. Postanowiłam napisać do Bartka.
Ja: Skoro tak zniknąłeś to mam nadzieję, ż szykujesz jakąś romantyczną niespodziankę, bo jak nie to się wkurzę :) Nie no żart, ale odezwij się...
Nie odpisał mi. Zaczęłam się trochę denerwować. Trochę to dziwne, nie? Mam 18 lat i boję się zostać sama w domu. Ale cóż tak bywa. Udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie śniadania. Następnie ubrałam się w jakieś luźne dresy i zaczęłam sprzątać w całym domu. Wystartowałam od naszej łazienki. Nagle zauważyłam, że jest tu dziwnie cicho. Włączyła więc muzykę. Śpiewałam (a raczej darłam się) pięknie. W końcu moje sprzątanie doprowadziło mnie do naszej wspólnej szafy. Gdy tylko otworzyła drzwi ze strony Bartka wysypały się ciuchy.
- Jenyy...- zajęczałam i włożyłam je z powrotem do środka. Ale coś mi tu nie grało. Tych ubrań było co najmniej o połowę mniej niż zwykle. Przeszukałam wszystkie inne szafki w poszukiwaniu zaginionych ubrań, ale nic nie znalazłam. Zadzwoniłam do niego lecz ten nie odebrał. Zupełnie nie wiem po co temu człowiekowi telefon... Coraz bardziej zdenerwowana zbiegłam na dół w poszukiwaniu jakiś oznak życia w domu. Znowu do niego napisałam.
Ja: Ej zaczynam się martwić. Daj znać czy wszystko okej...
Wróciłam do sypialni. Nagle w oczy rzuciła mi się jedna rzecz, która wcześniej mi umknęła. Jakaś kartka. Obejrzałam ją ze wszystkich stron. Po cichu przeczytałam jej zawartość. Moje oczy z automatu zrobiły się szkliste, a oddech przyspieszył. Zadzwoniłam do Olki.
- Halo?- usłyszałam zaspany głos po drugiej stronie.
- Przyjeżdżaj... Czerwony alarm.
------
hej hej :)
nie wiem co mam wam powiedzieć... że was uwielbiam? kocham? NO OBA!
nie zabijajcie mnie proszę hahah
jeszcze tylko epilog i koniec tej jakże wspaniałej historii
do... wkrótce UwU
bye <3
CZYTASZ
Wystarczysz ty
RandomOna - 18-latka zdeterminowana do spełniania marzeń swoich jak i ludzi jej bliskich, nie wierząca w miłość od pierwszego wejrzenia On - 19-latek debiutujący w polskiej reprezentacji piłki nożnej, który od dawna jest nieszczęśliwy ze swoją dziewczyną ...
