#73: Karetka lub ambulans

951 24 8
                                        

Bartek POV:
Ostatni SMS jaki dostałem od Olki kompletnie zbił mnie z tropu.

Olka: Słuchaj, jak teraz się z nią nie pogodzisz to już nigdy więcej jej nie zobaczysz!!!

Co to miało znaczyć? Dlaczego miałbym już jej nie zobaczyć? Czy Marcela miała jakieś kłopoty? Czy mogę jej w tym jakoś pomóc? Czy jest szansa, że jeszcze będziemy szczęśliwi? Tyle pytań zrodziło mi się w głowie, a ani śladu było po odpowiedzi. Bez namysłu zadzwoniłem do Mariusza.

- Halo?

- Stary, przyjeżdżaj. Pilne!

- Zaraz będę.

Rozłączyłem się, żeby po chwili do mojego domu jak huragan wpadł mój przyjaciel.

- Ktoś umiera? Wezwać karetkę czy ambulans?

- Ale z ciebie ułom...

- Dzięki.- uśmiechnął się głupkowato.

- Patrz.- pokazałem mu wiadomość od Oli. Jego oczy coraz szerzej się otwierały.

- Nic z tego nie zrozumiem?

- No co ty? Z księżyca spadłeś? Co ja mam robić?- zapytałem opierając ręce na biodrach.

- Głupie pytanie! Wsiadaj w samochód i jak najszybciej jedź do Krakowa!

- Ale...

- Nie ma „ale"! Rusz ten swój gruby tyłek do auta i jedź! Tylko nie przydzwoń w jakieś drzewo!

- Dobra. Lecę! Zamknij dom!- krzyknąłem i pobiegłem do swojego samochodu. Odpaliłem silnik i ruszyłem przed siebie. Jechałem dosłownie jak wariat. Jak by się tak nad tym dłużej zastanowić to mniej więcej tak jeździ Mariusz. Zależało mi tylko na jednym, żeby zdążyć na czas. Byłem już za połową drogi gdy nagle auto wydało z siebie dziwny dźwięk. Po chwili zatrzymałem się, spod maski się dymiło. Nie wiedziałem co to znaczy, bo, jak na porządnego faceta przystało, nie znałem się na samochodach.

- Nie rób mi tego teraz!!!- krzyknąłem i z całej siły uderzyłem pięścią w kierownicę.- FUCK!

Zadzwoniłem po pomoc drogową, ale okazało się, że przyjadą dopiero za 2 maksimum 4 godziny. Nie miałem czasu, więc grzecznie podziękowałem i wybrałem numer osoby, która nigdy nie każe na siebie tyle czekać.

- Co znowu?- zapytał Mariusz. Po jego głosie wywnioskowałem, że się śmiał. Ale ze mnie detektyw, kurde...

- Masz co robić?

- Aktualnie nie. A co?

- W drodze do Krakowa zepsuł mi się samochód.

- Jaką drogą jedziesz?

- Tą co kiedyś na waksy jechaliśmy.

- Okej. Już wyjeżdżam.

- Weź ze sobą linkę holowniczą.

Czekałem na niego jakieś 1,5 godziny, a gdy już dojechał wypadł z auta i rzucił niezbędny do holowania przedmiot.

- Jakim cudem udało ci się przejechać taki kawał rogi w 1,5 godziny?- zapytałem.

- Przecież wiesz...- puścił mi oczko.

- Dobra nie było pytania.

Jeden koniec liny przymocowany do jego auta, a drugi do mojego. Zaczął mnie holować.

- Nie możesz szybciej?!- krzyknąłem.

- To wbrew zasadom!!!

- Od kiedy obchodzą cię jakiekolwiek zasady?!

- MASZ RACJĘ!

Przyspieszył gwałtownie. Po około godzinie byliśmy już w Krakowie. Nagle on zatrzymał się na jednym z parkingów.

- Co ty robisz?- zapytałem.

- Ja zaprowadzę twoją „limuzynę" do mechanika, a ty leć i napraw to co schrzaniłeś.- odpowiedział.

- Dobry pomysł.

Obejrzałem się dookoła, żeby mniej więcej zorientować się gdzie jestem. Gdy już się ogarnąłem to pobiegłem w daną stronę.

- Oby tylko nie było za późno...- powiedziałem do siebie.

------

PYTANIE NA DZIŚ:  BARTEK ZDĄŻY? (ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH)

hej hej!

zaczęła się przerwa świąteczna dlatego nie wiem jak to będzie wyglądało z rozdziałami, ALE... 

chcę już z tego miejsca życzyć wam wesołych, radosnych świąt bożego narodzenia!!! spędźcie ten czas w rodzinnym gronie, bo to w tym wszystkim jest najważniejsze!!

do następnego

bye <3

Wystarczysz tyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz