- Co?- zapytał z niedowierzaniem.
- Niestety... Dziadek sprzedaje ten dom, a ciocia chce sprzedać tamten, w którym mieszkałam. Dlatego się wyprowadzam do Doncaster.- spuściłam głowę.
- Ale...
- Nie ma „ale", Bartek. To już przesądzone.
- Czyli gdybyś miała gdzie mieszkać... To zostałabyś w Polsce.- powiedział unosząc jedną brew.
- Raczej tak. Ale co z tego?
- Zamieszkaj ze mną.- chwycił mnie za nadgarstki.- Proszę, dajmy sobie jeszcze jedną szansę.
- Nie wiem... Musiałabym to przemyśleć na spokojnie.
- A długo ci to zajmie?- zapytał.- Nie żebym był niecierpliwy czy coś, ale czas zapierdziela na przód i zanim się obejrzymy będzie już za późno na jakiekolwiek zmiany.
- Też tak uważam...- dodałam ciszej.
- Czy ty właśnie przyznałaś mi rację?
- Tak. I nie powtórzę tego znowu.
- O-okej. Czy ty znaczy, że....- przerwałam kładąc mu palec na ustach.
- Bardzo chcę z tobą zamieszkać Bartek.- uśmiechnęłam się szeroko.- Kocham cię.
- Ja cię bardziej.- dał mi pstryczka w nos.
- Wychodzę, bo zwymiotuję...- powiedziała Ola i uniosła ręce w geście dezaprobaty.
- Ahh te dzieciaki...- westchnął ciężko dziadek i również opuścił pomieszczenie. Razem z Bartkiem postanowiliśmy iść na spacer. Zaszliśmy o wiele dalej niż ja kiedykolwiek z Kubą. Usiedliśmy na sporych rozmiarów klifie. On objął mnie w pasie i pocałował w czubek głowy.
- Mogę ci zadać jedno pytanie?- zapytał prawie szepcąc.
- Jeśli musisz...
- Jak nie chcesz to nie.
- Pewnie, że możesz. Żartowałam.
- Powiedz mi, czego trzeba ci do szczęścia?- zapytał, a ja poczułam jak przez moje ciało przepływa przyjemny dreszcz.
- Umm... Wystarczysz ty.
*Pięć miesięcy później*
- A ty gdzie znowu?- zapytałam zakładając ręce na piersi.
- Z Mariuszem pościgać się jedziemy.- odpowiedział.
- Wiesz, że nie lubię jak to robisz. To jest strasznie niebezpieczne.
- Ale do tej pory nic mi się nie stało...
- Ale ty jesteś Bartosz Kapusta, a nie Vin Diesel!- podniosłam głos.
- Dam sobie radę.- powiedział i cmoknął mnie w policzek.- Niedługo wrócę. Papa!
Bartek POV:
Wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta, odpaliłem silnik i pojechałem wprost do domu mojego przyjaciela. Miałem zamiar poczekać aż wyjdzie, ale słysząc dziwne wrzaski pstanowiłem wejść do środka. Tam Olka i Klaudia biły się i szarpały (tak po babsku), a Mariusz starał się je rozdzielić.
- Ej, halo co się tu dzieje?!- krzyknąłem skutecznie oddalając Klaudię, która wyglądała jakby zaraz miała dostać ataku ślinotoku.- Co ty tu robisz?
- Szukałam cię.- odpowiedziała.
- U mojego przyjaciela w domu?
- To trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaję.
- To mi wytłumacz,
- Ona zaczęła nam grozić!- krzyknęła Ola i wystawiła oskarżająco palec.- Że jak nie powiemy jej gdzie jesteś to będzie z nami źle.
- Jak że grozić?
- No a jak? Normalnie.
- Musimy pogadać.- powiedziała Klaudia.- SAMI.
- Eh, no dobra. Poczekam przed domem!- krzyknąłem w stronę Mariusza i wspólnie z Klaudią wyszliśmy przed budynek.- O co chodzi?
- Nie lubię przedłużać, więc przejdę do sedna...- przewałem jej.
- Zanim dokończysz. Zapamiętaj, że nie nabierzesz mnie już na nic.
- Masz dać sobie spokój z tą całą Marceliną.- powiedziała z tą „maską" obojętności na twarzy.
- Czekaj... Co?- zapytałem niedowierzając co właśnie usłyszałem.- Niby dlaczego miałbym to zrobić?
- Uwierz mi. Lepiej, żebyś to zrobił.
- Pff nigdy.- wzruszyłem ramionami.
- Chyba nie chcesz, żeby przydarzyła się jej jakaś zła przygoda?- zapytała gdy miałem wsiąść z powrotem do auta. Odwróciłem się w jej stronę.
- Nie mogłabyś nam tego zrobić...- stwierdziłem cicho.
- Sprawdź mnie. Wiesz, że żeby być blisko ciebie jestem zdolna do wszystkiego. Nawet jeśli musiałabym trochę pobrudzić sobie ręce. Czyli wiesz, po prostu się jej pozbyć...
- Dzwonię na policję.- powiedziałem wyjmując telefon z kieszeni.
- A masz dowody?
- Klaudia, proszę cię.
- Jeżeli nie chcesz, żeby Marceli stała się krzywda to ją zostaw. I wróć do mnie. Daję ci czas do jutra do południa...- szepnęła i odeszła w swoją stronę. W tym momencie Mariusz wyszedł z domu.
- Kryzys zażegnany? Możemy iść?- zapytał.
- Wiesz co, nagle sobie coś przypomniałem i chyba muszę wracać do domu.
- Stary, jest 22. Co można załatwiać o tej porze? Chyba, że chcesz zostać z Marcelką sam na sam...
- Nie. Po prostu umówmy się na kiedy indziej.- powiedziałem i szybko wsiadłem do auta i pojechałem wprost do domu.
-------
PYTANIE NA DZIŚ: CO ZROBI BARTEK? (ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH)
hej hej :)
jeszcze jeden rozdział i epilog i będziemy mieli koniec!!
cieszycie się??
bez zbędnego pitolenia, do zobaczenia
bye <3
CZYTASZ
Wystarczysz ty
De TodoOna - 18-latka zdeterminowana do spełniania marzeń swoich jak i ludzi jej bliskich, nie wierząca w miłość od pierwszego wejrzenia On - 19-latek debiutujący w polskiej reprezentacji piłki nożnej, który od dawna jest nieszczęśliwy ze swoją dziewczyną ...
