#75: Racja

959 27 10
                                        


- Co?- zapytał z niedowierzaniem.

- Niestety... Dziadek sprzedaje ten dom, a ciocia chce sprzedać tamten, w którym mieszkałam. Dlatego się wyprowadzam do Doncaster.- spuściłam głowę.

- Ale...

- Nie ma „ale", Bartek. To już przesądzone.

- Czyli gdybyś miała gdzie mieszkać... To zostałabyś w Polsce.- powiedział unosząc jedną brew.

- Raczej tak. Ale co z tego?

- Zamieszkaj ze mną.- chwycił mnie za nadgarstki.- Proszę, dajmy sobie jeszcze jedną szansę.

- Nie wiem... Musiałabym to przemyśleć na spokojnie.

- A długo ci to zajmie?- zapytał.- Nie żebym był niecierpliwy czy coś, ale czas zapierdziela na przód i zanim się obejrzymy będzie już za późno na jakiekolwiek zmiany.

- Też tak uważam...- dodałam ciszej.

- Czy ty właśnie przyznałaś mi rację?

- Tak. I nie powtórzę tego znowu.

- O-okej. Czy ty znaczy, że....- przerwałam kładąc mu palec na ustach.

- Bardzo chcę z tobą zamieszkać Bartek.- uśmiechnęłam się szeroko.- Kocham cię.

- Ja cię bardziej.- dał mi pstryczka w nos.

- Wychodzę, bo zwymiotuję...- powiedziała Ola i uniosła ręce w geście dezaprobaty.

- Ahh te dzieciaki...- westchnął ciężko dziadek i również opuścił pomieszczenie. Razem z Bartkiem postanowiliśmy iść na spacer. Zaszliśmy o wiele dalej niż ja kiedykolwiek z Kubą. Usiedliśmy na sporych rozmiarów klifie. On objął mnie w pasie i pocałował w czubek głowy.

- Mogę ci zadać jedno pytanie?- zapytał prawie szepcąc.

- Jeśli musisz...

- Jak nie chcesz to nie.

- Pewnie, że możesz. Żartowałam.

- Powiedz mi, czego trzeba ci do szczęścia?- zapytał, a ja poczułam jak przez moje ciało przepływa przyjemny dreszcz.

- Umm... Wystarczysz ty.


*Pięć miesięcy później*

- A ty gdzie znowu?- zapytałam zakładając ręce na piersi.

- Z Mariuszem pościgać się jedziemy.- odpowiedział.

- Wiesz, że nie lubię jak to robisz. To jest strasznie niebezpieczne.

- Ale do tej pory nic mi się nie stało...

- Ale ty jesteś Bartosz Kapusta, a nie Vin Diesel!- podniosłam głos.

- Dam sobie radę.- powiedział i cmoknął mnie w policzek.- Niedługo wrócę. Papa!

Bartek POV:

Wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta, odpaliłem silnik i pojechałem wprost do domu mojego przyjaciela. Miałem zamiar poczekać aż wyjdzie, ale słysząc dziwne wrzaski pstanowiłem wejść do środka. Tam Olka i Klaudia biły się i szarpały (tak po babsku), a Mariusz starał się je rozdzielić.

- Ej, halo co się tu dzieje?!- krzyknąłem skutecznie oddalając Klaudię, która wyglądała jakby zaraz miała dostać ataku ślinotoku.- Co ty tu robisz?

- Szukałam cię.- odpowiedziała.

- U mojego przyjaciela w domu?

- To trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaję.

- To mi wytłumacz,

- Ona zaczęła nam grozić!- krzyknęła Ola i wystawiła oskarżająco palec.- Że jak nie powiemy jej gdzie jesteś to będzie z nami źle.

- Jak że grozić?

- No a jak? Normalnie.

- Musimy pogadać.- powiedziała Klaudia.- SAMI.

- Eh, no dobra. Poczekam przed domem!- krzyknąłem w stronę Mariusza i wspólnie z Klaudią wyszliśmy przed budynek.- O co chodzi?

- Nie lubię przedłużać, więc przejdę do sedna...- przewałem jej.

- Zanim dokończysz. Zapamiętaj, że nie nabierzesz mnie już na nic.

- Masz dać sobie spokój z tą całą Marceliną.- powiedziała z tą „maską" obojętności na twarzy.

- Czekaj... Co?- zapytałem niedowierzając co właśnie usłyszałem.- Niby dlaczego miałbym to zrobić?

- Uwierz mi. Lepiej, żebyś to zrobił.

- Pff nigdy.- wzruszyłem ramionami.

- Chyba nie chcesz, żeby przydarzyła się jej jakaś zła przygoda?- zapytała gdy miałem wsiąść z powrotem do auta. Odwróciłem się w jej stronę.

- Nie mogłabyś nam tego zrobić...- stwierdziłem cicho.

- Sprawdź mnie. Wiesz, że żeby być blisko ciebie jestem zdolna do wszystkiego. Nawet jeśli musiałabym trochę pobrudzić sobie ręce. Czyli wiesz, po prostu się jej pozbyć...

- Dzwonię na policję.- powiedziałem wyjmując telefon z kieszeni.

- A masz dowody?

- Klaudia, proszę cię.

- Jeżeli nie chcesz, żeby Marceli stała się krzywda to ją zostaw. I wróć do mnie. Daję ci czas do jutra do południa...- szepnęła i odeszła w swoją stronę. W tym momencie Mariusz wyszedł z domu.

- Kryzys zażegnany? Możemy iść?- zapytał.

- Wiesz co, nagle sobie coś przypomniałem i chyba muszę wracać do domu.

- Stary, jest 22. Co można załatwiać o tej porze? Chyba, że chcesz zostać z Marcelką sam na sam...

- Nie. Po prostu umówmy się na kiedy indziej.- powiedziałem i szybko wsiadłem do auta i pojechałem wprost do domu.

-------

PYTANIE NA DZIŚ: CO ZROBI BARTEK? (ODPOWIEDZI W KOMENTARZACH)

hej hej :)

jeszcze jeden rozdział i epilog i będziemy mieli koniec!!

cieszycie się??

bez zbędnego pitolenia, do zobaczenia 

bye <3


Wystarczysz tyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz