54

4.3K 230 174
                                        

Powoli otworzyłem oczy przeciągając się w łożu, spojrzałem w bok nie widząc mojego Alfy, przez co trochę się przestraszyłem. Po chwili przypomniało mi się, że biegłem do niego i zostałem ranny.

Wstałem i przestraszony pobiegłem do lustra, oglądając każdą części swojego ciała, gdzie mógłbym mieć ranę ale jak się okazało, nigdzie nie było śladu. Zmarszczyłem brwi, podnosząc zza dużą koszulkę Alfy patrząc się na swój, ogromny ciążowy brzuch. Ile ja spałem?

Usłyszałem głośne piski i krzyki z doły, na co trochę się zaniepokoiłem. Zszedłem powoli na dół, trzymając się ściany by nie upaść, przez tak duży brzuch miałem problemu z chodzeniem.

Słyszałem coraz to głośniejsze śmiech z salonu więc skierowałem się tam, bardziej mnie zdziwiło, że to nie była chatka w której ja i Shoto mieszkaliśmy. Była o wiele większa i ładniejsza.

Weszłem do salonu i zatrzymałem się widząc, jak mój Alfa trzyma dwójkę małych chłopców świeżo urodzonych, bardzo mnie to rozczuliło, jak się do nich uśmiechał a także rozmawiał. Obok niego trójkę już dużych chłopców i dwójka, troszkę mniejszych dziewczynek. Każde było podobne albo do mnie lub do Shoto.

Chlopak z biało zielonych włosach, obrócił się do mnie machając do mnie i zapraszając mnie, bym usiadł obok nich. Wszyscy się do mnie obrócili, uśmiechając się a dwójka dziewczynek, złapało mnie za ręce delikatnie ciągnąc.

-Mama już się obudziła, tylko powoli bo ma dzidziusia. - powiedział cicho Shoto, na co spojrzałem na niego zdziwiony.

O czym on do cholery mówi, przecież jeszcze nie urodziłem żadnego szczeniaka! Ja mamą? Czy to nasze dzieci? Czy ja do cholery umarłem i teraz jestem w raju? Shoto jest taki miły tutaj i kochany, że nie chce się budzić.

-Proszę idźcie pobawić się na dworze z Kirishimą i z kuzynami dobrze? - spytał na co dzieci szybk, o opuścili domek i zostaliśmy sami.

Shoto odłożył bliźniaki do małych kołysek, westchnął siadając obok mnie i przytulając mnie do siebie, całując w czoło. Wtuliłem się w niego, bo to było bardzo miłe że był taki delitany w stosunki do mnie.

-Jak się spało? - spytał całując moją szyję i masując mój wielki brzuch, na co zamruczałem.

-Shoto co się tutaj dzieje? Kogo to dzieci i czemu jestem, już w tak zaawansowanej ciąży? Dopiero co wojna się skończyła. - spytałem niepewnie, na co Alfa zmarszczył brwi

-Kochanie ale nie poznajesz naszych dzieci? Przecież za kilka tygodni będziemy mieć kolejnego synka a co najważniejsze, jest dziesięć lat po wojnie. Coś Ci się musiało przyśnić. - zaśmiał się głośno, całując mnie w czoło z  uśmiechem.

Dziesięć lat? Czyli tak będziemy wyglądać za tyle lat? Nie wiem czemu ale spodobała mi się taka przyszłość i bardzo, bym chciał by taka była, spokojna i przyjemna. Alfa zaczął całował moją szyję, namiętnie na co sapnąłem.

-Po porodzie, mam nadzieję że zrobimy jeszcze jednego - warknął mi do ucha, przez co zaczerwieniłem się mocniej.

Chciałem coś powiedzieć ale widziałem wszytko rozmazane i jakby wirowało, nie mogłem nic powiedzieć tylko, patrzeć jak wszytko znika i zastępuje to ciemność.

******

Otworzyłem gwałtownie oczy, szybko oddychając rozglądając się gdzie się znajduje. Zobaczyłem jak mój Alfa leży obok mnie, na co uśmiechałem się zaczynając płakać i wtuliłem się w niego, pomimo bólu ręki.

Shoto obudził się, nie widząc o co chodzi ale jak zobaczył że płaczę, pocałował mnie w czubek głowy również tuląc się do mnie. Zaczął wypuszczać swoje feromony, na co bardziej się w niego wtuliłem, uważając na brzuch.

-Kocham cię - wyjąkałem, spoglądając na niego i zaczynając bardziej płakać, spojrzał na mnie uśmiechając się i całując moje usta delikatnie.

-Ja ciebie też kocham Izuku i nigdy ciebie więcej nie skrzywdzę, wybacz mi to co zrobiłem. Byłem strasznym chujem ale już obiecuję że się zmienię. - powiedział, na co pokiwałem głową bardziej się w niego wtulając.

-Wybaczam Ci wszystko, wszytko coś zrobił ale nie zostawiaj mnie więcej. - powiedziałem trochę już uspokojony, całując go znów w usta, na co mruknął ucieszony.

Usiadłem na łożu tak jak Alfa, który cały czas przytulał mnie do siebie. Zobaczyłem że rana, którą miałem na ramieniu, już się zagoiła. To pewnie przez to że Alfa tutaj był.

-Gdzie wszyscy i gdzie my jesteśmy? - spytałem powoli wstając i chcąc wyjść, na co Alfa szybko złapał mnie za biodro.

-Wojna skończyła się dla nas dobrze, wygraliśmy ale dużo naszych zgineło a jeszcze więcej jest rannych. Jesteśmy w zamku czarnego liścia i medycy ratują naszych, od teraz oni należą do naszej watahy, więc mają to w obowiązku. Spałeś dobre dwa dni, twoja rana trudno się goiła, na szczęście szczeniaki nasze są zdrowe. - powiedział całując mnie w usta, na co zarumieniłem się mocno.

-Co z innymi? - spytałem niepewnie, wychodząc z pokoju medycznego, widząc na korytarzu blondyna który płakał. Co on tutaj robi?

Zostawiłem Alfę z tyłu, idąc powoli chwiejnym krokiem do blondyna, który siedział na małej ławeczce płacząc głośno. Usiadłem obok niego, przytulając go do siebie.

-Kacchan co się stało, czemu płaczesz? - spytałem na co spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, nie mogąc powstrzymać łez.

-Eijiro... - wychlipiał znów, zaczynając płakać wtulony we mnie. Dopiero po chwili zrozumiałem o co chodzi, na co przytuliłem go do siebie gładząc jego plecy. To nie może być prawdą!

Do następnego :)

Alfa & Omega | TodoDekuOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz