2.9

259 11 3
                                        

— Czyli głownie chodzi o to, że mam wam pomóc zabić bossa tego gangu, tak? — zapytałam dla pewności. Ashon przytaknął głową. — Jak on się w ogóle nazywa?

— Connor. — zaczął mój brat. — Connor Blake. Dowiedzieliśmy się, że chcą zrobić nalot na nas. Niestety nie wiemy, o której mamy być w gotowości, bo nawet nasz szpieg tego nie wie. Ten dzień to będzie idealna okazja, żeby go w końcu zabić. Jest on całkiem podobny do Josepha, dlatego poprosiliśmy cię o pomoc, bo to ty go wykończyłaś.

— No dobra, rozumiem. — powiedziałam wszystko analizując. — Macie jakieś pomysły? Albo zacznijmy od tego jakie macie wyposażenie jeśli chodzi o broń i ludzi.

— Jeśli chodzi o broń to nic się nie zmieniło, a ludzi jest jeszcze więcej niż było wtedy. — odezwał się Jackob.

— To na pewno weźmiemy tych najbardziej zaufanych i najlepszych. — popatrzyłam na wszystkich. — Skoro nie wiecie, o której godzinie zaatakują to musimy być gotowi przez cały dzień. Najprawdopodobniej będzie to tak, że pierw wejdą do domu ludzie Connora. Będą chcieli was powystrzelać, na koniec przyjdzie Blake. Oni nie będą wiedzieć, że jesteście gotowi na ich nalot. Pierwsi ich wszystkich zastrzelimy. Później dorwiemy Connora.

— Jak na moje to tak może być. — powiedział Olivier.

— To tak będzie. — szepnął Ashon.

***

Przyszedł ten dzień. Szczerze to nie wiem czy wszystko wyjdzie. Mimo wszystko mam nadzieję, że tak. Chłopacy nie mogą być stratni w ludziach.

— A więc słuchajcie. — powiedział głośniej mój brat tak aby każdy usłyszał. — Nie wiadomo ile Connor przyprowadzi ze sobą ludzi, więc błagam bądźcie ostrożni. Uważajcie na siebie i za wszelką cenę nie dajcie się zabić.

Długo czekaliśmy na ich przyjście, ale kiedy to nastąpiło, nie wiedziałam nawet, która była godzina. Do domu weszli uzbrojeni ludzie, zaczęły padać strzały. Celowałam w nich chowając się za różnymi rzeczami, uważając żeby czasem nie oberwać.

Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, ale jednak szybko. W kilka minut udało nam się wszystkich zabić. Upewniliśmy się czy na pewno nikt nie przychodzi, ani nie wstaje jeszcze żywy z podłogi. Z tego, co wiem kilka osób od nas zostało rannych, ale nikt nie zginął. Na szczęście.

— I co? — zaczęłam, gdy rozglądaliśmy się po ludziach szukając Connora. — Rozpoznajecie go w kimś z tych ludzi?

— Kurwa nie ma go tu! — krzyknął wściekły Ashon. — Boże, nie wierzę.

— Spokojnie, to że teraz go nie było, nie znaczy, że go nie załatwimy. — powiedziałam uśmiechając się pod nosem.

Kurwa dziwnie jest mi to przyznać, ale przysięgam, że trochę mi brakowało gangu. Mimo wszystko i tak nie chcę zagłębiać się już w to wszystko.

Bad Sister I/IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz