1.1

3.8K 71 19
                                        

Śniło mi się znowu to samo. Wszystkie wspomnienia wracają. Przyśnił mi się ten dzień, w którym uciekłam z domu

Nie chciałam wracać do domu, bo wiedziałam, że będzie tam mój brat. Weszłam po cichutku do domu, już biegłam na górę, gdy ten nieszczęsny schodek zaskrzypiał. Nagle pojawił się tu mój brat ze swoim najlepszym przyjacielem Jackob'em i się zaczęło.

- Co tam tłuściochu? Autobus na farmę już odjechał? - powiedział mój brat. Mimowolnie do moich oczu zaczęły napływać łzy.

- Pytam się o coś! - krzyknął i uderzył mnie z pieści w brzuch. - Z tobą to się normalnie nie da, trzeba siłą!- znów we mnie wycelował. Kopał mnie po twarzy, brzuchu i nogach. Na koniec rzucił obok mnie szklany wazon, którego kawałki powbijały się w moją skórę. Już w tedy wiedziałam, że to za dużo.

Pobiegłam na górę do mojego pokoju, szybko znalazłam apteczkę i tak jak umiałam oczyściłam rany. Spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i już miałam wychodzić, ale postanowiłam napisać jeszcze dwa listy. Pierwszy był do moich rodziców, którzy i tak zawsze mieli na mnie wyjebane.

Rodzice!

Nie wiem czy mogę was tak nazwać. Nigdy się mną nie interesowaliście i to mnie bolało. Postanowiłam uciec, bo mam tego wszystkiego dość. Ashon bije mnie oraz znęca się nade mną psychicznie. To wszystko zaczęło się, gdy poznał Michaela, Jackoba i Olivera. Nie zobaczycie mnie już nigdy, nie szukajcie mnie.

Nienawidzę was, Zoe

Drugi list napisałam dla Ashona.

Braciszku!

Pozbywam się twojego problemu. Już mnie nigdy więcej nie zobaczysz. Nie wybacze Ci tego co mi zrobiłeś, ale i tak zawsze będę cię cicho kochać całym sercem. W każdym razie jest mi ogromnie przykro, bo przez wiele lat miałam w tobie wielkie wsparcie, ale zniszczyli to chłopacy. Myślę, że wiesz kogo mam na myśli. Teraz już nie będę Ci w niczym przeszkadzać. Mam nadzieję, że się więcej nie spotkamy.

Kocham cię, Zoe.

Zaniosłam list do pokoju moich rodziców i położyłam go na łóżku. Następnie, to samo zrobiłam z drugim listem tylko, że zaniosłam go do pokoju mojego brata. Gdy wróciłam do siebie to wzięłam torbę i wyszłam przez okno na podwórko. Po policzkach zaczęły spływać mi słone łzy, a obraz zaczął mi się rozmazywać. Poszłam do parku i usiadłam na ławce cicho szlochając. Po chwili podszedł do mnie jakiś chłopak, miał może z 18 lat. Odsunełam się lekko, a chłopak powiedział:

- Ej spokojnie nic Ci nie zrobię. - odezwał się i uśmiechnął przyjaźnie. - Jestem Alex - wyciąganął do mnie rękę.

- Zoe. - chwyciłam jego dłoń, co nie było dobrym pomysłem, bo zobaczył moje zadrapania na ręku.

- Jezu dziewczyno co się stało? - tak oto siedząc na ławce w parku opowiedziałam zupełnie obcej mi osobie całą moją historię. Czy mu zaufałam? Raczej tak. - Chodź przygarne Cię do siebie, księżniczko.
Właśnie wtedy zaczęła się moja nowa historia.

Dryńńń!! - nie, nie, nie tylko nie to! Chce jeszcze spać!

- Ty kurwo! - krzyknęłam i wyjełam pistolet spod poduszki. Strzeliłam do budzika. Jak na zawołanie cała moja kochana rodzinka wbiegła do mojego pokoju z bronią w ręku.

- A wy co? - zapytałam śmiejąc się z nich.

- No myśleliśmy, że ktoś cię napadł, a to ty zabiłaś już kolejny budzik. - zaśmiałam się na słowa Lauren.

- Nati jak się ogarniesz to przyjdź do mojego biura. - powiedział Alex.

- A to coś ważnego? - zapytałam zaciekawiona.

- Tak. - powiedział Alex, a miny innych zrzędły.

Po chwili wszyscy wyszli z mojego pokoju, a ja postanowiłam się ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w niechlujnego koka i lekko się pomalowałam. Ubrałam się w pierwsze lepsze ubranie z mojej szafy. Padło na spodenki jeansowe oraz krótką bluzkę w czarne i białe paski. Po ogarnięciu się zeszłam na dół, gdzie poczułam piękne zapachy.

- Hej Natka, chcesz? - zapytała markotnie Haney, proponując mi zapiekanke z serem i makaronem.

- Nie, dzięki. Ludzie co z wami? Coś się stało? - zapytałam, gdy wszyscy byli w kuchni. Ich zachowanie zaczęło mnie denerwować.

- Sama się dowiesz. - odpowiedziała mi Veronica i mocno przytuliła. Okej? Co z nimi jest nie tak?

- Dobra nie wytrzymam tej atmosfery, idę do Alexa. - jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Weszłam do jego biura bez pukania i usiadłam naprzeciwko mojego przyjaciela. - No co tam chciałeś?

- Tylko się nie wściekaj. - powiedział zakłopotany.

- No okej. - powiedziałam już trochę bardziej zaniepokojona.

- Musisz wyjechać do Sydney do Ashona, bo Joseph chce Cię zabić. - powiedział tak szybko, że go nie zrozumiałam, ale po chwili wszystko stało się jasne.

- No ciebie chyba pojebało! Nie wrócę do niego! - wybiegłam z jego gabinetu, złapałam za kluczyki od jakiegoś samochodu. Jeszcze po drodze próbowali mnie zatrzymać, ale im się wyrwałam i pobiegłam do garażu. Wsiadłam do auta, a następnie odjechałam z piskiem opon.

Pov. Anastazja
- Przecież ona kogoś zabije! - krzyknęłam zdenerwowana.

- Nie zabije. - powiedział Alex ze stockim spokojem.

- A ty Bóg, że wszystko wiesz!? - zapytałam wkurwiona.

- Bóg seksu na pewno. - poruszył zabawnie brwiami. - Tak wracając, pojechała pomyśleć. Niedługo wróci.

Bad Sister I/IIOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz