1.21

1.2K 39 9
                                        

Pov. Ashon
- Nie! Proszę, tylko nie to! - usłyszeliśmy krzyk Jackoba z sali, a już po chwili wybiegł z niej smutny chłopak.

Co tam się kurwa stało?

Wszedłem szybko do sali i zobaczyłem to czego zobaczyć nie chciałem.

- Mogą się Państwo z nią porzegnać. - powiedział zrezygnowany. Pokręciłem przecząco głową i podszedłem do łóżka nieprzytomnej. Chwyciłem ją za dłoń i czekałem, aż się poruszy, albo da jakąkolwiek oznakę, że żyje, lecz nic takiego nie nastało. Dopiero co ją odzyskałem, a teraz znów ją straciłem.

Nagle jakieś coś zaczęło głośno piszczeć. Lekarz szybko spojrzał na urządzenie nad łóżkiem Natalii i do niej podszedł, dając jakiś znak pielęgniarce.

- Proszę się odsunąć! - pielęgniarka prawie, że krzyknęła. Ja posłusznie się oddaliłem od łóżka i złożyłem ręce na głowie.

Patrzyłem na Natalie, która była ratowana przez lekarza. Nagle dziewczyna zaczęła znów oddychać i się powoli budzić, a piszczące gówno pikało tylko raz na jakieś trzy sekundy.

- Udało się. - powiedział uradowany lekarz, a ja podszedłem już bliżej dziewczyny. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Dziewczyna również lekko to zrobiła.

Pov. Natalka
- Co się stało? - powiedziałam zdziwiona.

- Była pani w śpiączce przez dwa miesiące. - odpowiedział lekarz.

- Ile? - zapytałam zdezorientowana.

- Dwa miesiące. - powtórzył mężczyzna, a ja usiadłam, tym samym opierając się rękoma o materac łóżka i zaczęłam się rozglądać po sali. - Ile ma Pani lat?

- 17. - odpowiedziałam, a wtedy do sali weszła reszta.

- Kim ten Pan dla ciebie jest? - wskazał na Ashona.

- To jest mój brat. - uśmiechnęłam się lekko.

- A oni? - znowu się zapytał i spojrzał na moich ludzi.

- Przyjaciółmi. - powiedziałam.

- A ci państwo? - wskazał na moim rodziców. Widziałam w mamy oczach łzy, a taty twarz wyrażała przejęcie. Można ich w ogóle nazwać rodzicami?

- Najgorszymi i znienawidzonymi przeze mnie osobami. Nie wiem jak można się nazwać rodzicami, mając swoje dziecko przez siedemnaście lat w dupie. - powiedziałam oschle.- Gdzie jest Jackob?

- Nie wiemy, wyszedł. Nic nikomu nie powiedział. - odpowiedziała Veronica.

- On myślał, że Ty nie żyjesz, ale w ostatniej chwili udało się ciebie uratować. - powiedział Ashon.

- No to zadzwońcie do niego. - powiedziałam, a Ashon wyszedł na korytarz i do niego dzwonił.

- Wyjdźcie stąd. - wysyczałam do rodziców.

- Ale... - zaczęła matka.

- Powiedziałam, że macie wyjść! - krzyknęłam przez co chwyciłam się za głowę, bo mnie lekko zabolała.

- Spokojnie, nie może się Pani denerwować. - powiedział lekarz. Na szczęście rodzice poszli. - Prosiłbym też, aby wszyscy wyszli, ponieważ musimy zrobić badania. Każdy wyszedł, a pielęgniarka zaczęła mi mierzyć ciśnienie.

- Doktorze, a ile tu jeszcze będę? - powiedziałam.

- Około tydzień. - odpowiedział i wyszedł razem z pielęgniarką. Zawołał moich przyjaciół, które weszli po chwili do sali.

- Jak się czujesz? - zapytała Kendall.

- Na razie dobrze, tylko trochę mnie głowa boli, a tak poza tym to wszystko jest okej. - odpowiedziałam szczerze. Spojrzałam na Ashona i Lauren, którzy stali i trzymali się za dłonie. - A co ja tu widzę?

- To co widać. - powiedziała Lauren, a wszyscy się zaśmiali.

- Szczęścia życzę. - powiedziałam i rozłożyłam ręce, aby dziewczyna mogła się przytulić.

- Nie rób nam tego więcej. - wyszeptała do mojego ucha, a ja kiwnęłam głową.

- Jackob oddzwonił? - zapytałam Ashona.

- Nie, spróbuję jeszcze raz zadzwonić. - odpowiedział i wyciągnął telefon z kieszeni. Po chwili przyłożył go do ucha i czekał.

- A ogólnie to co tam jeszcze? - popatrzyłam na przyjaciół.

- Alex wyszedł ze szpi...- zaczął Harry.

- To gdzie on teraz jest? - przerwałam mu.

- Musiał coś załatwić. - odpowiedział na moje pytanie Alan.

- Nadal nie odbiera. - powiedział Ashon z powrotem podchodząc do nas.

- Japierdole. - powiedziałam tak cicho, jakbym mówiła do siebie.

Reszta dnia minęła mi dobrze, ale w końcu wszyscy musieli już pójść, ponieważ godziny odwiedzin się skończyły.

Byłam zmęczona, więc po prostu poszłam spać, myśląc o tym gdzie może być Jackob.

Pov. Jackob
Po tym jak dowiedziałem się, że moja księżniczka nie żyje udałem się do mojego ulubionego miejsca, którym był opuszczony budynek, na obrzeżach miasta.

Wyciszyłem telefon, a później wyciągnąłem papierosy i zacząłem je palić. Po trzech godzinach postanowiłem wracać do domu.

Wyszedłem z ruin i wsiadłem do samochodu, po chwili już jechałem.

Dojechałem do celu i od razu wszedłem do środka. Skierowałem się do mojego pokoju. Zakluczyłem drzwi, mimo, że chłopaków jeszcze nie było.

Wziąłem telefon do ręki i wszedłem w galerie zdjęć. Wyświetliłem nasze zdjęcie, które zrobił nam Ashon, gdy drugi raz się całowaliśmy.

Usłyszałem otwierające się drzwi, więc pewnie chłopaki przyszli już

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Usłyszałem otwierające się drzwi, więc pewnie chłopaki przyszli już. Postanowiłem zejść do nich, ale pierw poszedłem po wodę.

Gdy wszedłem z wodą w ręku do salonu zauważyłem śmiejących się chłopaków. Czemu oni się tak zachowują?

- I czego nie odbierasz? - zapytał się mnie Ashon.

- Telefon wyciszyłem, chciałem być sam. - odpowiedziałem siadając na fotelu. - Wiecie już o tym?

- O tym, że Natalia umarła? - zapytał roześmiany Zack.

- No tak. Co w tym takiego śmiesznego? - zapytałem wkurzony, biorąc łyka wody.

- Ona żyje, uratowali ją zaraz po tym jak wybiegłeś ze szpitala. - powiedział Alan, a ja wyplułem wszystko co miałem w buzi.

Bad Sister I/IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz