XLVI

884 56 45
                                        

| Pov. Dream |

- George, chodźmy już. Mamy jeszcze dużo do zrobienia - powiedziałem, wiedząc, że jeśli zostaniemy tutaj jeszcze kilka minut, może dojść do awantury.

Przedstawię go. Robert Smith, największy chuj jakiego poznałem w życiu. Poleciał na moją matkę tylko dlatego, aby mieć dziwkę do zabawy i duży dom. Po pierwszym razie, który niestety słyszałem. Zrobił mojej mamie dziecko i spierdolił na rok, z wymówką, że jest to długi wyjazd organizowany przez firmę, w której pracuje. Jest mega homofobiczny i umiałby się ze mną kłócić o byle gówno, tylko dlatego, że jestem gejem.

- Mamy gości? Clay! O jak miło, dawno się nie widzieliśmy! - mówi aktorsko i podchodzi do mnie, aby mnie uściskać. Marszczę tylko brwi, patrząc na niego z obrzydzeniem.

- No chyba cię coś pogrzało - mamroczę. Widzę jak zaraz zwraca swoją uwagę na bruneta siedzącego z ostatnim dużym łykiem wina.

- Oh wow. Na prawdę Clay? Nie miałeś czasu na znalezienie sobie jakiejś dziewczyny? Taki pierwszy lepszy chłopak? - powiedział w moim kierunku załamany. Jakby mnie obrażał to bym to jakoś przeżył, ale nie Georg'a. Wstałem z miejsca, następnie do niego podchodząc i patrząc prosto w oczy. Uśmiechnąłem się złośliwie, na naszą różnicę wzrostu, były to kilka centymetry, lecz dalej się cieszyłem, że jestem tym wyższym.

- George, nie jest pierwszym lepszym chłopakiem, jasne? I nie narzekałem na ciebie, jak mama zaczęła się z tobą spotykać - wysyczałem, nie  odwracając od niego wzroku. Jakimś cudem ta sytuacja go śmieszyła. 

- No i? - pyta, jakby go to nic nie ruszało. Boże, nienawidzę tego typa - I chyba się za nie długo zwijacie, no nie? Nie mam zamiaru słuchać jak się pieprzycie nawzajem - spojrzał na swój zegarek, a potem na otwarte wino, następnie krzywiąc swoją minę.

- Robert-

- Zamknij się! Anno - przerwał jej mężczyzna. Rozszerzyłem tylko oczy, patrząc jak moja rodzicielka nawet nie próbuje z nim walczyć i milknie. Co on musi jej robić.

 - Myślisz, że było mi przyjemnie, słyszeć jak pieprzysz mi matkę? - odpowiadam - Dziwkarz - prycham i przewracam oczami, zaraz czując jak mężczyzna mnie popycha.

- Clay - słyszę głos ukochanego

- Coś ty powiedział pedale? - mówi do mnie.

- Robert - tym razem powiedziała moja mama.

- Oh, nie słyszałeś? Mam ci to przeliterować? - zapytałem i tym razem to ja go popchnąłem - Najpierw obrażasz mojego chłopaka, a potem wrzeszczysz na moją matkę, aby się uciszyła. I myślisz, że ci teraz odpuszczę? - pytam. No i kto by się spodziewał... Wpadłem w kolejną bójkę. Po jakimś czasie usłyszałem krzyk mamy.

- Dosyć! Oboje dzisiaj przegięliście, a ty Robercie najbardziej. Więc albo przestaniecie, albo obaj wylecicie za drzwi - wstała, patrząc ze zmarszczonymi brwiami, raz na mnie i raz na swojego narzeczonego. Spojrzeliśmy oboje na nią, a moje oczy potem spoczęły na ukochanym. Wyglądał jakby miał łzy w oczach.

- Geo- powiedziałem, lecz przerwał mi w tym mocny cios w brzuch. Zwinąłem się z bólu i upadłem na podłogę, kaszląc kilkukrotnie. Usłyszałem jak brunet wypowiada moje imię i podchodzi do mnie. W tle słyszałem również, jak mama krzyczy na Roberta o biciu mnie i zachowaniu się bezczelnie.

Poczułem jak George wplątuje swoją dłoń w moje włosy, zaczynając je powoli przeczesywać. Czułem się nieco lepiej, zacząłem już brać głębsze oddechy, skupiając się bardziej na klatce piersiowej chłopaka. I tak po chwili wszystko było pod kontrolą. Gdy wstaję, widzę jak kobieta sprzedaje narzeczonemu ostrego liścia w policzek, a ten patrzy na nią, a potem na nas i wychodzi z pokoju. Rodzicielka podchodzi do mnie, ujmując moje poliki w dłonie

- Wszystko dobrze Słońce? - zapytała zmartwiona, na co tylko pokiwałem głową I uśmiechnąłem się do miej pocieszająco. Potem ucałowała moje czoło i przytuliła mocno, co odwzajemniłem - Przepraszam za to wszystko - wymamrotała, gładząc moje plecy.

- To nie twoja wina. I tak w końcu by do tego doszło, a wiesz, że z nami jest jak pies z kotem - wytłumaczyłem spokojnie, następnie się od niej odsuwając i powiększając swój uśmiech, aby ta nie czuła się winna - Ale teraz już na prawdę pójdziemy. I tak się jeszcze spotkamy.

- Nie dać ci lodu? - pyta jeszcze, spoglądając na mój przecięty łuk brwiowy.

- Raczej nie, pomogę mu w domu. Nie musi się pani martwić - tym razem George się do niej uśmiechnął i z nią również przytulił. Po chwili odprowadziła nas do wyjścia, gdzie ubraliśmy buty.

- I masz dzwonić jakby się coś działo, okay? - zapytałem poważnie. Widziałem jak kobieta kiwa głową I znowu nas przytula. Wychodzimy razem z domu i kiedy otwieram samochód, wchodzimy na swoje miejsca. Tam wzdycham i opieram się o kierownicę, spuszczając głowę w dół, czując pchające się łzy do oczu.

Bolało mnie zranione spojrzenie mamy. Wyglądała, jakby przeszła najgorsze piekło w kilka minut. Jej wzrok wyglądał tak samo, jak kilka dni po śmierci taty. Sama pustka...
W tedy wszedłem do jej pokoju, patrząc, jak ogląda album ze zdjęciami. Miałem łzy w oczach. Nawet nie pamiętam od czego. Podchodzę do niej i ciągnę lekko za kołdrę, aby zwróciła na mnie uwagę. Potem bierze mnie na łóżko I przykrywa pierzyną. Później razem zasnęliśmy.

Nad ranem obudziłem się jako drugi. Podniosłem się do siadu, zauważając cały pokój we krwi, a z łazienki wystawały kobiece nogi. Widok leżącej, całej zakrwawionej mamy, wstrząsnął mną jak jeszcze nigdy. Pamiętam, jak krzyczę i klękam na podłodze płacząc na cały głos. Potem przybiegła do mnie siostra, która mocno mnie przytuliła i zawołała Alexa, aby zadzwonił na pogotowie.

Dlatego też się o nią tak martwię. Po prostu, boję się, że może się to stać ponownie...

- Clay... - słyszę głos ukochanego, brzmiał jakby również płakał. Przecieram swoje mokre oczy i podciągam nosem - Skarbie... - powiedział drżącym głosem, w końcu podnoszę na niego wzrok - Co się stało? Nie kontaktowałeś kilka dobrych minut. Martwiłem się - mówi, na co ja jestem tylko w stanie go przytulić mocno i cicho przeprosić - Hej, nic się nie dzieje. Nie masz za co przepraszać...

My Pretty Little Boy | Dnf |Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz