Rozdział 57

5.8K 135 1
                                        

 - Chyba żartujesz? - spojrzałam na Caroline. - Nie pójdę w niej.

- Wyglądasz gustownie i bardzo elegancko.

- I seksownie - stwierdził Thomas z Wren na rękach. - Eric cię w niej nie puści - zaśmiał się.

- Widzisz.

- Wyglądasz genialnie, wiem że to coś innego niż jesteś przyzwyczajona, ale naprawdę ci pasuje.

Jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Sukienka, a właściwie marynarka z dwoma rzędami srebrnych guzików sięgała mi nieco poniżej połowy uda, jest nieco zwężona w talii, ale nie odznacza się na brzuszku. Dekolt z przodu był na tyle głęboki, że uniemożliwiał mi założenie stanika, na szczęście mój pełniejszy biust idealnie się w nim prezentował.

- Ślicznie ci z brzuszkiem - stwierdziła, gdy już wyszłam w czarnej obcisłej sukience.

- Dziękuję, ale nie mieszczę się w większość ubrań, tylko takie sukienki mi zostały - odparłam, gładząc już nie małych rozmiarów wypukłość.

- Jesteś w czwartym miesiącu?

- Tak, już połowa. Ten czas leci niemiłosiernie.

- To prawda, już nie mogę się doczekać, jeszcze półtora miesiąca i Cassie będzie z nami.

Kobieta patrzyła na mnie uważnie i po jej minie widziałam, że się domyśla.

- Na razie nie mówiliśmy nikomu, chcieliśmy poczekać do moich urodzin - odparłam widząc jej pytający wzrok.

- Nie domyślili się, że jesteś w ciąży? - spytał Thom.

- Domyślili i wkurzyli się, że im nie powiedzieliśmy, ale nie o tym mówię.

- A o czym?

- Że to bliźniaki - dokończyła jego żona.

- Jakim cudem wszystkiego się domyślasz? - spytałam zielonooką.

- Instynkt i nie było po mnie aż tak widać - zaśmiała się.

- No cóż, dwójka potrzebuje więcej miejsca - zaśmiałam się.

- Dadzą wam dużo szczęścia - odparła.

- Mam nadzieję, że ty zdążysz się nacieszyć drugą córką, nim Eric cię udusi za tą sukienkę.

- Będzie zadowolony - wyszeptała mi na pożegnanie.

- Mam nadzieję.

Mój ukochany miał coś do załatwienia na mieście, dlatego nie mógł mnie odebrać od przyjaciół, więc Thomas zaoferował swoją pomoc.

Dochodziła dziewiętnasta, a jego wciąż nie było, Elijah właśnie zasnął więc mogłam zacząć się przygotowywać do sukienki dobrałam cienkie czarne pończochy i szpilki w szpic w tym samym kolorze co śliczna kopertówka. Zdecydowanie bordowy wpadający lekko w śliwkę, jest jednym z moich ulubionych kolorów, tuż obok butelkowej zieleni i czerni.

Włosy po wysuszeniu nabrały więcej objętości niż zwykle, dodatkowo fakt że skróciłam je niedawno i włosy ponownie ledwo co sięgały ramion dodał im lekkości, dlatego jedynie przeczesałam swoje fale i pozostawiam je bez poprawek. Natomiast oczy podkreśliłam czarną kreską.

Gdy schodziłam po schodach słyszałam już znajome śmiechy.

Przy drzwiach stał Eric cały na czarno z krawatem i chustką w kolorze mojej torebki. Stał tak dumnie, jak prawdziwy prezes i rozmawiał z Aną i Tess.

Nasze spojrzenia się spotkały i po całym ciele przeszły mnie przyjemne dreszcze.

- Wyglądasz zabójczo - stwierdziła mała brunetka. - I nic nie widać.

Kim Jesteś?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz