Rozdział 9

7.4K 203 5
                                        

Dochodząc do hotelu "Gold Empire One" wyciągnęłam z portfela złotą plakietkę, by jak najszybciej dojechać na zamknięte dla gości piętra.

Hotel ten ma trzydzieści pięć pięter, z czego ostatnie dziesięć stanowi bazę jego firmy, jednak by się tam dostać trzeba mieć kartę dostępu, ja swoją dostałam jeszcze od jego rodziców.

Po piętnastu minutach odkąd weszłam do windy w budynku gdzie pracuję, wychodziłam na ostatnim piętrze, gdzie znajdował się gabinet mężczyzny.

- A pani to do kogo? - nim pociągnęłam za klamkę, zatrzymała mnie tleniona blondynka z ogromnym biustem, na którym koszula napinała się do granic możliwości, a na plakietce przypiętej do koszuli miała wyryte imię Kimberly.

- Do Golda.

- Prezes teraz nie może pani przyjąć - stwierdziła. - Proszę się najpierw umówić. Poza tym, jak się tu pani dostała?

- Mam kartę dostępu - pokazałam kawałek plastiku. - A do narzeczonego wejdę teraz.

- Narzeczonego? - prychnęła.

- Tak narzeczonego.

Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi, tuż przed nosem tlenionej blondyny.

- Co ty wyprawiasz?! - spytałam wściekła, a jak zauważyłam, że do tego wszystkiego pali papierosy, mój gniew osiągnął apogeum. - Palisz?!

- Tak palę i nic ci do tego - stwierdził, zaciągając się i niemalże z pasją wydmuchując dym nad głową.

- Dlaczego wydzwaniasz do mnie w środku dnia?!

- Znalazła się dama, dostała pracę w wielkiej firmie i już nie ma dla mnie czasu.

- Po pierwsze nigdy nie dzwoniłeś do mnie o tej porze, a po drugie co to za groźby.

- Muszę cię trzymać krótko, bo jeszcze pomyślisz, że jesteś nie wiadomo kim i zrobisz mi feministyczną rewolucję.

Słuchałam go z otwartymi ustami i nie dowierzałam.

- Poza tym nie wiedziałem, że u Ericka pracownicy nie mogą nawet odebrać telefonu.

- Miałam spotkanie.

- Sprzątaczki nie chodzą na zebrania.

- To ty myślisz, że tam sprzątam? - prychnęłam.

- Do niczego innego się nie nadajesz.

- Zachowujesz się jak rozpieszczony szczeniak!

- Coś ty powiedziała?! - wstał gwałtownie i podszedł do mnie. - Jeszcze raz mnie tak nazwiesz!...

- Zachowujesz się jak gówniarz.

I to był moment w którym pożałowałam swoich słów.

W jednej chwili jego dłoń zderzyła się z moim policzkiem, w oczach stanęły łzy, a zaraz po tym mocno ścisnął mi szczękę.

- Masz być grzeczną dziewczynką. Zrozumiałaś? - syknął i zacisnął mocniej palce, a ja w odpowiedzi jedynie pokiwałam głową.

Gdy tylko mnie puścił wyszłam z jego gabinetu, a z budynku wręcz wybiegłam.

Tym razem drogę pokonałam w mniej niż dziesięć minut.

W holu się nie zatrzymywałam.

Na szczęście winda była na dole i całą drogę przejechałam w spokoju.

Gdy tylko przyszłam, Isak dziwnie na mnie spojrzał.

- Jest prezes? - spytałam ledwo panując nad głosem.

Kim Jesteś?Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz