Rozdział 54

4.8K 496 189
                                        

Owinęłam się szczelniej bokami koszuli, mimo że wcale nie było zimno. Tutejsze poranki można porównać do dni, które my w Polsce uważamy za najbardziej upalną porę letnią. W powietrzu wisi zapach morza, a gdzieś niedaleko słychać szum fal dobijających do brzegu. Spacerując dookoła wyspy napawałam się chwilą i spokojem, który czułam nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Zupełnie błogie uczucie. 

- Tutaj jesteś - powiedziałam zbliżając się do Janka, który pochylał się nad skuterem wodnym przy pomoście. 

Spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się delikatnie. Kiedy podeszłam bliżej, objął mnie w pasie i przycisnął swoje ciepłe usta do mojego czoła. Przymknęłam oczy i oparłam głowę o jego brodę, chłonąc zapach dobrych perfum, które biły od jego ciała. 

- Wyspałaś się? - mruknął spokojnie. 

Skinęłam twierdząco i odsunęłam się kawałek, by móc spojrzeć na jego twarz. 

- Masz ochotę na poranną przygodę? - uniósł zaczepnie brew. 

Zanim dałam mu jakąkolwiek odpowiedź, złapał za swoją koszulę, którą miałam na sobie i rozpoczął jej zapinanie. Uśmiech nie znikał z jego twarzy przez co sama automatycznie wykrzywiałam usta ku górze. 

- Zapytałabym czy umiesz nim pływać, ale to chyba zbędne, prawda? - zaśmiałam się cicho i zerknęłam w stronę maszyny. 

- Tak myślę. 

Pokręciłam jedynie głową i rozłożyłam ręce, kiedy chciał pomóc mi założyć ochronną kamizelkę. Dobrze wiedział, że gdyby jej nie było, nigdy w życiu nie odważyłabym się wsiąść na ten skuter.

- Pięknie - mruknął, zapinając ostatni pasek. Poprawił jeszcze kołnierz i roześmiał się na ten widok, bo musiałam wyglądać jak nadęty bałwan.

- A twój? - złapałam go za tył koszulki, kiedy był już gotowy wsiąść na maszynę.

- Ja go nie potrzebuję - zapewnił mnie.

Spojrzałam na niego ostrzegawczo, ale on złapał mnie za rękę i odwrócił wzrok.

- Obejmij mnie - polecił, zajmując miejsce.

- Nie musisz mnie o to prosić - mruknęłam ironicznie i mocno zawiązałam ręce wokół jego torsu, kiedy skuter zatrząsł się na wodzie.

- Ale pozwól mi oddychać Rosi - zaśmiał się nisko, udając kaszel. 

Zacisnęłam usta i poluzowałam nieufnie uścisk. Przycisnęłam policzek do jego ciepłych pleców, kiedy odpalił silnik i ruszył, nawet nie próbując oswoić mnie z prędkością.

- Próbujesz zburzyć moją harmonię spokoju? - podniosłam głos na tyle, by mógł mnie usłyszeć pomiędzy szumem rozchodzących się pod nami fal.

- Trochę adrenaliny każdemu zrobi dobrze - stwierdził i zrobił tak gwałtowny skręt, że chłodna woda zmoczyła mnie od pasa w dół.

Znowu zacieśniłam uścisk na jego ciele, tym razem nie dbając o to, że odetnę mu dopływ powietrza do płuc. Szczerze? Miałam nadzieję, że tak się stanie i w końcu przestanie dodawać gazu. Dupek próbował mnie nastraszyć.

- Już nie robi to na mnie wrażenia - skłamałam.

- Tak? To mnie puść i złap się poręczy z tyłu - uśmiechnął się tajemniczo.

Zmrużyłam oczy i zeskanowałam wzrokiem morze. Zbliżaliśmy się do dużej fali, a moje serce kołatało z taką mocą, że jestem pewna, że Janek czuł je nawet pomimo mojego grubego kapoku. Zdziwiony przez to, że zrobiłam to co mi kazał, przestał na chwilę dodawać gazu. Zacisnęłam ręce na cienkiej rurce za sobą ze zdwojoną siłą i wywróciłam oczami słysząc jego cichy śmiech. Położył jedną rękę na moim kolanie, które kurczowo przyciskało się do jego ciała.

Get used to itOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz