Rozdział 7

7.1K 661 185
                                        

- Co ma pan przez to na myśli? - zapytałam, spoglądając na niego zaciekawiona.

Brunet odepchnął się od biurka i skierował w moją stronę szarmanckim krokiem. 

- Jan Dąbrowski - przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę. 

- Amelia Rosi - podałam mu rękę, na co chwycił delikatnie za moje palce i skierował ją do swoich ust. Musnął swoimi ciepłymi wargami moją skórę, a następnie posłał mi krótki uśmiech. 

- Proponuję abyśmy całkowicie zapomnieli o ostatnim miesiącu. Przeżyjemy go od nowa, ale na prawidłowej drodze relacji - powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku. 

- Ma pan dla mnie jakąś szczególną ofertę? - zapytałam, odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho. 

To zabrzmiało żałośnie. 

Brunet zaśmiał się cicho i spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem. 

- Zauważyłem, że zależy pani na dobrze płatnym stanowisku, a sprzątanie czyjegoś domu to nie jest to co chciałaby pani robić przez resztę swojego życia - powiedział i przeszedł kilka kroków w bok, by oprzeć się tyłkiem o obramowanie biurka. 

- Tak, mam zdecydowanie inne plany. 

- Bez bicia przyznaję się, że nawet nie zajrzałem do pani portfolio. Preferuję osobiste sprawdzanie umiejętności swoich przyszłych pracowników ze względu na fakt, że portfolio można tworzyć przez długi okres czasu, a nasza firma nie może sobie na to pozwolić - spojrzał na mnie znacząco. 

O cholera, w tym momencie chyba znalazłam się na odpowiedniej rozmowie o pracę. 

- W takim razie co mam zrobić? 

- Przygotuje pani jeden z projektów na wszystkich etapach. Od układu funkcjonalnego po kosztorys inwestorki. Będzie miała pani na to tydzień, a później znowu porozmawiamy. 

- Miejsce i rodzaj projektu ma być wybrany przeze mnie? 

- Wszystkie szczegóły wyślę pani mailem dzisiaj wieczorem - kiwnął głową. 

Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem i podniosłam z wygodnego fotela. Nareszcie dostałam możliwość by się wykazać i nie zamierzam tej szansy stracić. Przygotuję dla niego taki projekt, że sam zacznie żałować, że nie chciał mnie przyjąć wcześniej.

- A więc to tyle? - zapytałam, zakładając kosmyk włosów za ucho. 

- Tak, myślę że tak. 

Nasze głowy zwróciły się w stronę drzwi, kiedy usłyszeliśmy stukot obcasów i krótkie piknięcie czytnika. W progu pojawiła się Eliza jak zawsze elegancko ubrana w jedną z drogich sukienek i od razu przeniosła na mnie swój wzrok. 

- Jak dobrze, że cię tu zastałam Amelio - powiedziała i skierowała się w moją stronę, kręcąc przy tym swoimi biodrami. - Janek powiedział mi jak naprawdę wyglądała sytuacja z naszyjnikiem i chciałam cię przeprosić za to jak na ciebie naskoczyłam. 

Pokiwałam jedynie głową, nie mając pojęcia czy powinnam wdawać się z nią w jakąkolwiek dyskusję, zważając na mało zadowoloną minę bruneta. Patrzył na Elizę spod byka, tak jakby dobrze znając jej zamiary. 

- Więc czekam na pana maila i dziękuję za to, że dał mi pan szansę - powiedziałam, uśmiechając się do niego nieśmiało. 

- Jeszcze mi nie dziękuj. Zobaczymy jak się spiszesz i dopiero wtedy zadecyduję co z tobą zrobić. 

Wszystko. 

- Kochanie, myślę, że to jest właśnie odpowiedni moment, by powiedzieć Amelii o naszej drugiej propozycji - Eliza złapała mnie za ramię, kiedy zaczęłam się kierować do wyjścia. 

Get used to itOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz