*19 lat później*
Mruczałem pod nosem melodię rozbrzmiewającą z radia i skupiałem wzrok na blacie oraz wszystkich porozkładanych na nim talerzach. Nie zwracałem uwagi na syf jaki robiłem z każdym ruchem, bo byłem przyzwyczajony do swoich dwóch lewych rąk podczas gotowania.
Kiedy usłyszałem dochodzące z góry krzyki, wytarłem dłonie w ścierkę i zerknąłem w stronę schodów. Chwilę później rozległo się trzaśnięcie drzwiami i odgłos zbiegania na dół.
Wyszedłem zza rogu przez co niska blondynka wpadła prosto na mnie z impetem.
- Przepraszam - wyszeptała ze spuszczoną głową i próbowała mnie wyminąć.
- Coś się stało Lila? - zapytałem opiekuńczo, łapiąc za jej ramię.
- Wszystko w porządku proszę pana - uśmiechnęła się smutno i wzięła nerwowy oddech.
Uniosłem brew i przechyliłem nieco głowę. Wiedziałem, że stanie zapłakanym przed ojcem swojego chłopaka nie jest szczytem marzeń, ale lubiłem tę dziewczynę i nie powinienem być obojętny.
- Zostaniesz na kolację? Wiem, że ostatnim razem indyk nie był jadalny, ale teraz naprawdę się starałem - zapewniłem i przesunąłem pocieszająco palcem po jej nosie.
Zaśmiała się cicho i otarła łzy rękawem. Dogadywaliśmy się.
- Nie wątpię, ale naprawdę muszę już iść - schyliła się by założyć buty, a później zerknęła w stronę schodów jakby oczekiwała na nich mojego syna.
- Kolacja bez ciebie to nie kolacja - skrzywiłem się, ale sam założyłem na jej głowę czapkę.
Nie miałem zamiaru jej zatrzymywać, skoro potrzebowała teraz przestrzeni.
- Dobranoc panie Dąbrowski - uśmiechnęła się delikatnie i przeszła do drzwi, poprawiając torebkę na ramieniu.
Pomachałem jej i westchnąłem ciężko, gdy zostałem sam. Wdrapałem się szybko na górę i nawet nie fatygując się o pukanie, wszedłem do pokoju Oskara. Siedział przy biurku zacięcie wciskając guziki na konsoli. Szturchnąłem go za ramię, a gdy nie zareagował zdjąłem słuchawki z jego głowy.
- Co? - burknął, zabierając je z moich rąk.
- Dlaczego krzyczałeś na Lilianę? - zapytałem.
- Bo się o to prosiła - rzucił krótko i znowu założył słuchawki, wracając wzrokiem do gry.
Zdjąłem je po raz kolejny na co wywrócił poirytowany oczami.
- Co to znaczy, że się prosiła? - prychnąłem, opierając dłoń tuż za jego plecami.
- To znaczy, że miałem powód i to nie twoja pieprzona sprawa - fuknął i wyrwał słuchawki z moich rak, po czym włożył je ponownie na głowę.
Dopiero gdy złapałem stanowczo za monitor i przechyliłem go do tyłu, uraczył mnie złym spojrzeniem.
- Nie zrobisz tego - syknął.
Uniosłem brew i posłałem mu rozbawione spojrzenie. Dobrze wiedział, że nie będę miał problemu z roztrzaskaniem tego badziewia o ziemię nawet jeśli kosztowało kilka tysięcy. Już raz potraktował mnie jak kogoś, kto nie ma do niego żadnego prawa, a później zapieprzał przez dwa miesiące dostarczając pizzę starym, śmierdzącym samochodem, by zarobić na telefon, który bezmyślnie stracił.
- Popłacze i przestanie - mruknął obojętnie i rzucił pada na blat.
- Przestanie, bo zaraz ją przeprosisz za wszystko co powiedziałeś - rozkazałem.
CZYTASZ
Get used to it
FanfictionAmelia Rosi jest bardzo ambitną i utalentowaną dziewczyną. Poprzez poznanie bogatego biznesmena otwierają się dla niej drzwi do spełnienia marzeń. Tylko czy będzie na tyle odważna, by wyjść ze swojej strefy komfortu? #4 w ff 05.12.2017
