6. Rozterki zagubionych

719 50 0
                                        

Gdy już zjedli Wilson odłożył naczynia do kuchni i wrócił, a Kapitan zaczął rozmowe.

- Dziękuję Wam za to, że staneliście po mojej stronie, ale najpierw chciałbym spytać czy jesteście tego pewni. Jeśli chcecie zmienić zdanie nie zatrzymam Was. Bycie po tej stronie bariery może być związane z życiem w ukryciu. Odcięciem od świata i od dotychczasowych przyjaciół. To ciągła ucieczka. Nie wiem ile to potrwa i czy wogóle się skończy. Czy uda nam się znaleźć sposób na rozejm i ile razy będziemy musieli stanąć na przeciw naszych bliskich. Zrobiliście dla mnie dużo. Więcej niż mógłbym prosić, ale teraz chce abyście pomyśleli o sobie - skończył po czym spojrzał po pozostałych.

- Stev, zawsze byłeś moim wzorem. Prowadziłeś tysiące i chce, abyś prowadził i mnie. Nie zostawie Cię. Nie ważne jak będzie ciężko, wiem, że Ty też byś nie opuścił, żadnego z nas - powiedział Wilson.

- Żadna ze stron konfliktu nie ma całkowitej racji, ale widzę też sens w Twoich czynach. Będę tam gdzie będzie Wanda. Czuje, że muszę ją chronić. Jeśli postanowi zostać zostane i ja, lecz proszę tylko abyśmy unikali konfliktów. Ona jest zbyt delikanta na walkę z przyjaciółmi. To mogłoby ją zmienić. Zniszczyć ją - odparł Vision.

Spojrzeli na Nath, która z wzrokiem wbitym w podłogę nasłuchiwała rozmowy.

- Większość mojego życia ukrywałam się, żyłam w cieniu - zaczęła - dołączyłam do S.H.I.E.L.D. aby wymazać swoje błędy. Być tą dobrą - zamilkła na chwilę po czym podniosła wzrok - ale w tym momencie bycie dobrą wymaga ode mnie ucieczki, ukrywania się i piętnowania przez ludzi. - zapauzowała - Jeśli tak musi być niech będzie. Nikt nie będzie mnie ograniczał i decydował za mnie kiedy mam pomagać ludziom, a kiedy stać z boku. Nie na to się pisałam dołączając do Avengers. - zakończyła uśmiechem wskazującym na jej zawziętość.

Stev spojrzał po ekipie i uśmiechnął się - dziękuję przyjaciele, lecz moja oferta będzie ważna cały czas. Jeśli tylko poczujecie, że musicie odejść - przeleciał wzrokiem po twarzach - zróbcie to - dodał rozkającym tonem.

- Ustalone - skwitował Wilson - mam pytanie odnośnie tego domu. Czy jest bezpieczny? Ktoś o nim wie? - spojrzał pytająco na Nath.

- Jesteśmy tu bezpieczni. Kiedyś miałam tu zamieszkać. Żeby mieć spokój zatarłam dobrze wszystkie ślady. Wiedziałam o nim tylko ja i.. - zawachała się, nie chciała zbędnych pytań.
Opowiadanie o tym sprawiłoby jej zbyt dużo bólu
- ktoś komu ufam. - dokończyła.

Wiedziała, że może ufać Clintowi. Nie byli skłóceni. Pogodziła się z jego wyborem, który sprawił jej ból i miała z nim dobry kontakt. Z nim i jego rodziną. Tylko teraz będąc tutaj, jej rany otwierały się na nowo spotęgowane odrzuceniem przez Bruca. Z zamyślenia wyrwały ją słowa Kapitana.

- siostra T"Challa obiecała dać nam znać o misjach, które odrzucają Avengersi, a do tego czasu, starajmy się żyć tu tak, jak żyliśmy przedtem. Jedzenia starczy nam na kilka dni, później trzeba będzie wybrać się do sklepu. Póki co siedzimy tutaj - zarządził Kapitan.

- skoro wszystko jasne to ja idę się umyć - powiedziała Nath - czujcie się jak u siebie w domu.

Kapitan odprowadził ją wzrokiem do wyjścia. Przemkneła mu myśl aby pójść za nią. Stała się mu bliższa. Wczorajsza noc mimo, iż nie była dobrym pomysłem, sprawiła, że nie potrafił już patrzeć na nią jak przedtem. Przełamali barierę, która do tej pory trzymała ich na dystans.

Vision wyczuł na odległość emocje Kapitana, spostrzegł, że nie jest to już relacja która łączyła ich dotychczas. Poczuł, że coś nie zmieniło, lecz nie wiedział do końca czemu. Nie chciał się jednak w to zagłębiać. Szanował prywatność przyjaciela.

- Muszę iść do Wandy i przedstawić jej plan, a raczej ustalenia - powiedział Vision.
Wstał i skierował się do swojego pokoju.

- Ok, do później. - odpowiedział Wilson i spojrzał na Steva - Hej, Kapitanie, coś się stało? - zauważył, że jego przyjaciel zdaje się być nieobecnym.

- Co? Nie, wszystko jest w porządku, to przez zmęczenie, chyba pójdę się położyć. - powiedział Stev.

Chciał porozmawiać z Nath, ale nie wiedział do końca co ma jej powiedzieć, więc wstał i poszedł do swojego pokoju.

- Ok, do później - odpowiedział Sam i włączył telewizję.

Nath zamkneła drzwi od łazienki i weszła pod prysznic. Włączyła wodę i zamknęła oczy. Jej smutek zastąpiły nagle wspomnienia wczorajszej nocy. Poczuła się lżej, jakby problemy rozpłyneły się w powietrzu.

Wiedziała, że to złe, starała się zdyscyplinować swoje myśli, ale to było silniejsze od niej. Nie potrafiła już myśleć o nim jak dawniej, mimo, iż przez długi czas udawało jej się trzymać go na dystans. Robiła wszystko by nie zbliżyć się do niego za bardzo. Wiedziała, że osoba z taką przeszłością nie zasługuje na kogoś takiego jak on.

Mimo, iż zmieniła się i nie postępowała już tak jak kiedyś, to kim była przedtem było nie rozłączną częścią tego kim jest teraz. Stev był dobry, od zawsze postępował słusznie.

Był wzorem dla Amerykanów. Idealnym żołnierzem, walczącym w imię zasad. Ona zaś była zabójcą. Zabijała niewinnych jeśli ktoś zapłacił wystarczająco dobrze. Jej księga była szkarłatna od krwi jej ofiar.

On potrzebował dobrej kobiety. Dlatego podsuneła mu Sharon, tak jak kiedyś podsuneła Clintowi Laure. Na myśl o tym skuliła się z bólu, który przeszył jej umysł.

Po chwili otrząsneła się i wyszła spod prysznica. Wytarła się i ubrała starając się nie myśleć o niczym.

Wychodząc z łazienki spotkała Steva, który właśnie miał wejść do pokoju. Spojrzeli na siebie w ciszy. W jej spojrzeniu wyczuł chłód, którego do tej pory nie znał.

W UkryciuOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz