Te słowa spotęgowały jego przyjemność. Poczuł coś czego nie mógł porównać z niczym, bo nic temu nie dorównywało. Spojrzał w jej oczy i zaczął całować, nie chciał zepsuć tej chwili żadnymi słowami.
Chwilę później położyli się obok siebie na łóżku, a Kapitan jeździł dłonią po jej ciele, jakby chciał zapamiętać każde wgłębienie. Każdą bliznę.
- jak ja mam Cię teraz tam puścić? - spytał, ale nie czuł już niepokoju czy złości. Był szczęśliwy.
- te słowa to obietnica. Obietnica, że wrócę tu do Ciebie za wszelką cenę - powiedziała i pocałowała go czule.
Poczuła ulgę nie musząc już ze sobą walczyć. Wierzyła, że gdy wróci z Wakandy wszystko już będzie dobrze. Zrozumiała, że problem leżał w tym, że to ona chciała założyć rodzinę, ale odrzucała tą myśl, znając swój defekt. I odrzucała każdego kto sprawiał, że tego zapragnęła. Dlatego odrzuciła Clinta. Dlatego dystansowała Steva. Ale teraz wszystko będzie już dobrze. Wierzyła w to mocno.
-muszę się umyć przed podróżą - powiedziała.
-masz jeszcze sporo czasu - powiedział Stev i przytulił ją utrudniając jej wstanie.
Zrezygnowała więc i odwzajemniła uścisk. Leżeli tak jakiś czas i na dworze zaczeła się robić szarówka.
- muszę już iść - powiedziała starając się wstać.
- wiem, ale nie jestem z tego zadowolony. Po tym co mi powiedziałaś najchętniej nie wypuszczałbym Cię z tego łóżka przez kilka dni - powiedział zabierając rękę tak aby mogła wstać.
- niezła myśl, zastanowimy się nad tym jak wrócę - powiedziała biorąc rzeczy na przebranie i wychodząc z pokoju.
Stev leżał tak jeszcze myśląc nad tym co się stało. Jego myśli odleciały daleko. A co gdyby właśnie w takim momencie spłodzili dziecko? Przecież nie zabezpieczają się. Może przekonałaby się do rodziny. Na pewno byłaby wspaniałą matką. Wyprowadziliby się daleko. Gdzieś gdzie nie musieliby się ukrywać. Na pewno jest gdzieś takie miejsce. Albo zamieszkali by w Wakandzie. T"Challa na pewno by im pomógł. Myślał o tym jakiś czas i Nath zdążyła już wrócić.
- będziesz tu leżał czy chcesz zjeść ze mną kolację? - zaproponowała wyrywając go z zamyślenia.
-już wstaje - powiedział siadając.
Przeciągnął się i podszedł do niej. Zeszli do kuchni, a gdy zobaczyli, że przyjaciele nadal siedzą w salonie podeszli do nich. Wanda oglądała film z Visionem, a Wilson siedział przy laptopie czekając na sygnał i przy okazji szukając nowych informacji o Senatorze i innych członkach komisji.
- macie ochotę na kolację? - spytał Kapitan. Wszyscy przytakneli. - chcesz mi pomóc? - spytał Nath.
- Może być śmiesznie - powiedziała i poszli do kuchni. - co to będzie?-zapytała gdy zaczął wyjmować składniki.
- nie mamy za dużego wyboru, ale uda nam się zrobić naleśniki.-odpowiedział.
Zaczeli więc, od nagrzania patelni. Potrafiła zrobić kilka dań, ale zdecydowanie wolała czekać, aż ktoś zrobi to za nią. Stev sprawiał, że chciała być lepsza. Chciała nauczyć się dobrze gotować, chociażby po to, żeby robić mu obiady.
Wyobraziła sobie Steva wracającego do domu po pracy i siebie nakładającą obiad jemu i ich dzieciom. Na myśl o tym wypuściła z rąk jajko, które miała mu podać i stłukło się na podłodze.
- faktycznie jest zabawnie, ale jeśli mamy coś zjeść reszta jajek musi wylądować w misce, a nie na podłodze-zaśmiał się sprzątając rozbite jajko.
- chyba lepiej jak zabiorę się za nakrywanie do stołu - powiedziała i zabrała naczynia.
- tylko ich nie tłucz - odpowiedział Stev.
CZYTASZ
W Ukryciu
FanficPo wydarzeniach z Cywil War Kapitan Ameryka wraz z Wandą, Visionem, Wilsonem, Buckym i Natasha muszą ukrywać się przed S.H.I.E.L.D., swoimi przyjaciółmi i resztą świata. Jak potoczą się ich losy? Czy Kapitan pozostanie wierny swoim przekonaniom? ...
