Rozdział 61

108 5 0
                                        

Zobaczyliśmy coś w oddali. Jakiś budynek.

- Wejdę pierwsza.

Powiedziałam.

- Nie, to zbyt ryzykowne.

Odparł mój brat.

- Goje się najszybciej.

Odparłam.

- Jeśli trafi cię nekromieczem nawet ty się nie zagoisz. Nie mogę też ciebie stracić.

Powiedział stanowczo i wszedł do środka. My tuż za nim.

- Co to za miejsce?

Zapytała Jane. Jej pytanie zostało zignorowane. Nikt tego nie wiedział. Rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Thor i Walkiria oraz ja i Jane. Ona zaczęła świecić młotem. Ja stworzyłam płomyk ognia nad swoją ręką.

- Kolor.

Powiedziała Jane patrząc na ogień.

- Wytwarzasz kolor.

Dodała z uśmiechem.

- Na to wygląda.

Zaśmiałam się. Zaczęłyśmy przeszukiwać pomieszczenie do którego weszłyśmy. Nachyliłyśmy się nad jakimiś rysunkami.

- Bifrost jest kluczem.

Powiedziała. Spojrzałam na inne rysunki i notatki. Usłyszałyśmy dziwny dźwięk.

- Biegnijmy do nich.

Powiedziałam. Tak też się stało.

- To pułapka!

Krzyknęła Jane i wyrzuciła gdzieś topór mojego brata. Oni znaleźli się koło nas. Patrzyliśmy w jeden punkt. Bogobójca szedł do nas. Razem z nimi cienie. Stanął przed nami i zdjął kaptur.

Paskudny był.

Jane rzuciła w niego młotem. Uniknął go a jego cienie złapały nas i przygwoździły do ścian.

- Wezwij topór.

Rozkazał bogobójca podchodząc do Thor'a.

- Wezwij dentystę.

Odparł mój brat. Zaśmiałam się w duchu ale sytuacja ani trochę nie była śmieszna. Cienie zakryły mojemu bratu usta.

- Co z ciebie za bóg?

Zapytał.

- A co ty wiesz o byciu bogiem.

Odparł mój brat zanim jego usta zostały ponownie zakryte. Bogobójca zwrócił się teraz do Walkirii. Mówił o tym że to bogowie wysłali jej siostry na rzeź. Walkirie zabrały cienie. Nie mogłam krzyczeć bo cienie też zakryły mi usta. Później podszedł do Jane.

- Jesteś interesująca. Inna. Ty umierasz. Współczuje. To całkiem tak jak ja. Ja swoją sile czerpie z miecza. A tobie dał ją ten młot. Twojego losu jednak nic nie odmieni.

Powiedział. Jane też została wciągnięta w cienie.

- Ty za to jesteś najciekawsza. Najsilniejsza, najpotężniejsza... najbardziej wrażliwa. Luna Odinson. Wielka bogini. Wiesz... byłaś wybrykiem natury. Chciano cię zabić przy narodzinach.

Zaśmiał się bogobójca. Zaczęłam ciężko oddychać.

- Nie wiedziałaś? Krążą o tym legendy. Wiesz zawsze się zastanawiałem... Przeżyłaś starcie z Thanos'em i cios w serce. Ciekawe czy przeżyjesz starcie ze mną.

Dokonczył. Moje oczy rozszerzyły się. Nekromiecz to mogła być jedyna rzecz we wszechświecie, która mogła mnie zabić. Cienie chciały mnie zabrać ale nie pozwoliłam im.

- Opierasz się? Dobrze. Zobaczysz jak twój kolejny brat ginie.

Zaśmiał się znowu bogobójca. Nie mogłam się uwolnić z tych cieni. Były niematerialne. Trzymałam tylko swoje ciało w miejscu, dzięki czemu cienie nie mogły zabrać mnie w ciemność.

- One umrą. Wszystkie. A wiesz kto im nie pomoże? Ty.

Ponownie się zaśmiał. Jane i Walkiria wróciły z cieni.

- Wiem jak cierpisz. Kto kocha ten cierpi. Kiedyś miałem córeczkę. Z całego serca wierzyłem że bogowie jej nie opuszczą w godzinie próby. I co? Umarła. Teraz już rozumiem... mojej córce przypadł lżejszy los. Nie musi już dłużej żyć w tym świecie, w tej niesprawiedliwości i cierpieniu gdzie rządzą nikczemni bogowie. Słuchaj serca. Wołaj topór.

Mówił dalej. Patrzyłam na towarzystwo z przerażeniem. Bogobójca zacisnął cienie wokół szyi Jane. Zaczął ją dusić. Thor przywołał topór. Miał dość mocne wejście. Błyskawice wystrzeliły wszędzie. Wydostaliśmy się. Stanęłam obok brata i sprawiłam aby moje włosy znowu stały się białe.

- Jesteś cała?

Zapytał mój brat.

- Tak.

Odparła Jane. Planeta na której byliśmy powoli się rozpadała. Wokół nas zaczęły pojawiać się ogromne potwory. Thor zaczął walkę z bogobójcą. My zaczęłyśmy walczyć z tymi paskudztwami.

- Walkiria!

Krzyknęłam gdy zobaczyłam jak bogobójca wbija grom Zeusa w jej pierś. Jane wzięła ją pod pachę i podleciała do nas.

- Czas do domu.

Powiedział Thor i wezwał bifrost. Byliśmy w Nowym Asgardzie.

- Gdzie topór?

Zapytałam widząc że brat wylądował chwile po nas.

- Zabrał go.

Odparł. Nagle jego twarz jeszcze bardziej posmutniała i pobiegł do Jane.

- Bierz ją do szpitala.

Rozkazałam. On pokiwał głową i poleciał z Jane na rękach. Ja pomogłam Walkirii wstać.

Od Autorki
Witam moje słoneczka! Jak wam się podoba? Wiecie co robić Hahah.
Do następnego
Buziaki :*

Bogini z Asgardu Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz