Rozdział 53

669 21 4
                                        


Rok później

Razem z Rihan'em pojechaliśmy nad jezioro. Nad to konkretne jezioro. Dzieci były przypięte w fotelikach. Zerkałam do tyłu i sprawdzałam czy wszystko jest na pewno w porządku. Stresowałam się ale tak tylko minimalnie. Thor przylatuje. Chce zobaczyć siostrzeńca i siostrzenicę. Miałam na sobie luźne kremowe spodnie i białą koszulkę z krótkim rękawkiem. Na nogach białe buty nike a moje włosy były spięte w koka . Krótkie włosy mnie denerwują. Rihan zaparkował koło jeziora. Po chwili przed nami wylądował statek. Wyszłam z auta i odopięłam z fotelika Tessę. Wzięłam ją na ręce. Dziewczynka uśmiechała się i rozglądała wokoło. Rihan odpiął Liam'a i również wziął go na ręce. Podeszłam do brata.

- To Tessa Martin.

Powiedziałam pokazując córkę mojemu bratu. Thor uśmiechnął się szeroko. Do jego oczu napływały łzy.

- Chcesz ją potrzymać?

Zapytałam. Thor pokiwał głową. Ostrożnie oddałam małą bratu. Rihan podszedł do nas.

- A to Liam Martin.

Powiedział Rihan. Thor oddał mi Tessę i wziął na ręce Liam'a. Bratu uśmiech nie schodził z twarzy. Thor oddał Liam'a.

- Woo.

Zaśmiał się Thor kiedy łzy spłynęły po jego policzkach. Uśmiechnęłam się.

- Jak wam idzie?

Zapytał.

- Całkiem dobrze. Radzimy sobie jak widzisz.

Zaśmiałam się.

- Zaczęłaś od nowa. Dziękuje że się nią opiekujesz.

Powiedział mój brat zwracając się do Rihan'a.

- Nie masz za co.  Nie chcesz wpaść do nas na kawę lub piwo?

Zapytał Rihan.

- Nie mam jak. Przyleciałem tylko na chwilkę. Cieszę się że mogłem ich zobaczyć.

Odparł Thor.

- To twoja rodzina. Nie wiem jednak czy jeszcze się zobaczycie.

Powiedziałam. Thor spojrzał na mnie jakby wiedział o co chodzi.

- Kiedyś będziesz im musiała powiedzieć.

Powiedział brat.

- Wtedy się spotkacie. Obiecuję. Narazie nie chcę aby skupiali się na swoich korzeniach.

Odparłam. Brat uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Pogłaskał dzieci po główkach i posłał uśmiech Rihan'owi.

- Spotkamy się jeszcze?

Zapytał.

- Oczywiście że tak.

Zaśmiałam się przez łzy napływające do moich oczu.

- Kocham cię.

Powiedział.

- Kocham cię.

Odparłam. Brat wszedł na statek i odleciał. Wytarłam łzy i spojrzałam na Tessę.

- Jedźmy do domu.

Powiedział Rihan. Pokiwałam głową.

***

Nie  widziałam brata od roku. Wyjrzałam przez okno na ogród. Rihan siedział na kocu z Liam'em i Tessą. Układali chyba jakieś klocki. Uśmiechnęłam się. Dokończyłam zmywać naczynia. Wyszłam na dwór. Moja biała sukienka w wiśnie powiewała leciutko.

- Mama!

Krzyknęła Tessa. Uśmiechnęłam się. Dziewczynka wstała ostrożnie i podeszła do mnie.

- Brawo kochanie!

Powiedziałam i objęłam dziewczynkę. Po wielu próbach nareszcie nauczyła się chodzić bez wywrotki. Wzięłam ją na ręce. Podeszłam do koca.

- Zrobimy wianek?

Zapytałam. Dziewczynka uśmiechnęła się. Pozrywała mi stokrotki i zaczęłam pleść z nich wianek. Liam i Rihan dalej układali klocki. Miałam wrażenie że mój mąż bawił się przy tym lepiej niż mój syn. Posplatałam stokrotki w wianek i założyłam córce na głowę. Uśmiechnęła się. Wstała i zaczęła biegać po całym ogrodzie. Uśmiechnęłam się i spojrzałam  przed siebie. Dostrzegłam że ktoś czeka przed drzwiami wejściowymi.

- Rihan pilnuj dzieci.

Powiedziałam i wstałam. Otrzepałam sukienkę i ruszyłam do domu. Założyłam jakieś kapcie i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je.

- Proszę, proszę. Nick Fury we własnej osobie.

Zaśmiałam się i zaprosiłam go do środka. Nick wszedł do domu z uśmiechem na twarzy.

- Miło cię widzieć.

Powiedział i usiadł przy stole.

- Kawy? Herbaty?

Zapytałam.

- Nie zabiorę ci dużo czasu. Musimy porozmawiać.

Powiedział. Usiadłam naprzeciwko niego. Jego twarz nie wyrażała praktycznie nic, jak zawsze. Prawie... było w niej trochę zaniepokojenia.

- On uciekł.

Powiedział.

- Kto? Fury mów do cholery.

Powiedziałam.

- Ten który zaplanował napad na twój stary dom. Przewodził bandzie która zabiła Kate i Jason'a.

Powiedział. Zaczęłam oddychać szybciej. Zacisnęłam ręce w pięści.

- Po co mi o tym mówisz?

Zapytałam.

- Abyś uważała. Wszystko się zmieniło. To że nie poniosłaś żadnych konsekwencji za brutalne morderstwa to jest cud.

Powiedział.

- Miałam dwanaście lat.

Wytłumaczyłam szybko rozluźniając pięści.

- Nie istotne. Musisz uważać Luna.

- Anna.

Poprawiłam go szybko.

- Anna... masz rodzine a on jest niebezpieczny. Chce cię zniszczyć jak ty jego. Nie weźmie ciebie. Weźmie tych na których ci zależy.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Świat cię potrzebuje. Jesteś najpotężniejszą istotą prawdopodobnie w całym wszechświecie. Postanowiłaś założyć rodzine, naraziłaś ich. Chcę cię po prostu ostrzec. Miej to na uwadze.

- Dam radę Nick. Miałam dwanaście lat. Teraz mam dwadzieścia osiem. Nie pozna mnie. Ułożyłam sobie życie, i będę go bronić.

Odparłam i oparłam się. Spojrzałam za siebie. Rihan bawił się z dziećmi klockami.

- Do mojego ostatniego tchu, ostaniej kropli mojej krwi.

Dokończyłam.

- Uważaj by to nie była ich krew.

Powiedział Fury.

- Dziękuje że tu przyjechałeś.

Powiedziałam. Nick wstał od stołu, ja zrobiłam to samo. Odprowadziłam go do drzwi.

A wszystko szło tak dobrze...

Od Autorki
Witam moi drodzy! Rozdział pojawia się trochę późno, ale mam nadzieje że mi wybaczycie. Gwiazdki i komentarze bardzo mile widziane!
Do następnego widzimy się w epilogu!
Buziak :*

Bogini z Asgardu Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz