Rozdział 45

901 43 13
                                        

Otrzepałam bluzę i ruszyliśmy przed siebie.

Zabijemy go.

Uda nam się.

Powtarzałam w głowie.

- Nie mogliście żyć ze świadomością porażki. Sądziłem że jeśli zgładzę połowe życia w kosmosie będzie lepiej. Ale jesteście przykładem że jeśli zostaną ci, którzy pamiętają jak było... nie zaakceptują tego jak może być.

Powiedział Thanos.

- No straszne z nas uparciuchy.

Powiedział Tony.

- Mogło być wam lepiej.

Odparł Thanos.

- Było nam dobrze kiedy byliśmy w całości. Nie w połowie.

Powiedziałam.

- Ta. Jestem wdzięczny. Dzięki wam wiem co musze zrobić. Rozedrzeć świat na atomy i za pomocą kamieni, które dla mnie zebraliście, stworze nowy porządek. Nowy świat. Nie będą rozpaczali nad tym co było, tylko będą żyć tym co będzie tu i teraz.

Rzekł tytan i podniósł się. Założył w międzyczasie swój hełm. Przez ciało Thor'a przeszły pioruny a oczy zaświeciły mu się na niebiesko.

- Nowy wszechświat.

Dopowiedział Thanos.

- Zbudowany na zgliszczach.

Powiedział Steve.

- Nikt się nie dowie. Nie będzie miał kto im powiedzieć.

Powiedział fioletowy kolega i chwycił miecz. Thor rzucił się na niego. Tony i Steve tak samo. No jak wszyscy to ja też. Uderzałam tuż za Starkiem i za każdym razem Tytan umykał moim ciosom. Nie chciałam podpalać czy rzucać szpikulcami bo bałam się że zrobie krzywdę przyjaciołom. Gdy trafiłam raz w twarz Thanos chwycił za jakiś pręt i rzucił go w moją stronę. Nie zdążyłam zareagować i przyrząd przebił mi gardło na wylot.

Kurwa znowu?

Próbowałam coś z siebie wykrztusić. Widziałam między ciosami uśmiech Thanos'a po tym co zrobił. Złapałam za pręt i wyciągnęłam go. Odrzuciłam gdzieś w bok i złapałam za gardło. Ponownie sprawiłam że moja dłoń stała się lodowata i przyłożyłam ją do szyi. Czułam jak goi się z tyłu a po chwili rana całkowicie znikła. Poruszałam głową i spojrzałam na Thanos'a. Uśmiech znikł z jego twarzy. Thor naładował Tony'ego a ten wystrzelił lasery w stronę Thanos'a. Tytan odparł atak i Stark został rzucony gdzieś w dal.

- Tony!

Krzyknęłam i podbiegłam do niego.

- Otwórz maskę.

Powiedziałam. Friday otworzyła maskę a ja zaczęłam klepać Stark'a po policzkach.

- Wstawaj idioto. Wstawaj, wstawaj, wstawaj!

Krzyknęłam. Usłyszałam z tyłu krzyk Thor'a. Thanos wbijał mi topór w pierś. Wyprostowałam rękę tak że środek dłoni miałam skierowany w górę. Powoli podnosiłam nadgarstek. Topór ledwo drgnął. Z drugą ręką zrobiłam to samo.

- To ty.

Powiedział Thanos. Nie wiedziałam o co mu chodzi ale miałam ochotę powiedzieć tekst w stylu:

No ja.

Nagle coś uderzyło Thanos'a w głowę. Zwolnił nacisk i mogłam odrzucić topór w bok. Zobaczyłam że Miollnir uratował mojego brata. Młot zawrócił i wylądował w ręku kapitana.

Dobra musze to powiedzieć.

Jebany.

Steve uderzył Thanos'a w podbródek. Uderzył haha.

Jebnął go z całej siły.

Jestem dumna.

Uderzał go jeszcze chwile i walnął w niego piorunem. Thanos nie został dłużny i zaczął nawalać z całej siły w kapitana. Steve zasłaniał się tarczą która zaczęła pękać i w końcu łamać się. Odrzucił Steve'a gdzieś daleko. Wstałam na równe nogi i zacisnęłam pięści. Kamienie i gruzy zaczęły się unosić. Szłam w jego stronę. Odwrócił się do mnie.

- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.

Powiedziałam i zaczęłam rzucać w niego tym wszystkim. Przecinał, rozwalał i unikał wszystkiego co w niego leciało. Zaczął iść w moją stronę. Stworzyłam pole siłowe wokół siebie. Podszedł do niego. Zaczął uderzać je mieczem. Bolał mnie każdy cios. Z oczu poleciała mi jedna łza.

- Tyle lat podbojów... wiem co zrobie z waszą małą, krnąbrną planetką... i wiem że sprawi mi to ogromną radość.

Powiedział tytan. Obróciłam się dalej trzymając pole siłowe. Z tęczowego tunelu wyszły dzieci Thanos'a. Za nimi szła armia.

- Skąd mnie znasz. Odpowiedz.

Powiedziałam. Nie było to nawet pytanie. Żądałam odpowiedzi.

- Jedenaście lat temu mówili mi o potężnej istocie. Jednym ruchem dłoni sprawiła że cała armia została wepchnięta do czeluści. Bałem się spotkania z nią. Z tobą. Jak widać nie miałem czego się bać.

Powiedział i odwrócił się ode mnie. Opuściłam pole i pobiegłam do Steve'a.

- Wstawaj. Proszę.

Powiedziałam kucając przy nim. On lekko podniósł się. Zacisnął pasy do tarczy które miał na ręce i spojrzał na mnie. Wstał.

- My kontra cała armia.

Powiedział. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w tamtą stronę. Złapałam Steve'a za rękę. On spojrzał na mnie. Miałam lekko rozchylone usta ze strachu. Łza spłynęła po moim policzku.

- Nie wiem czy damy rade więc... chce abyś wiedział że cię kocham. Przez te pięć lat zastępowałeś mi brata. Jesteś nim. Jesteś dla mnie jak brat. Kocham cię.

Powiedziałam. On ścisnął moją dłoń i pocałował mnie w czoło.

- Też cię kocham. Będzie jeszcze sporo szans aby ci to powiedzieć. Obiecuje.

Powiedział. Spojrzeliśmy na armie która była coraz bliżej.

- Kapitanie słyszysz mnie?

Usłyszałam w komunikatorze.

- Sam?

Zapytał Steve.

- Z waszej lewej.

Powiedział Sam do komunikatora.

Od Autorki
Moi drodzy kolejny rozdział za nami! Piszcie jak wam się podoba bo serio się staraj i nio... gwiazdki i komentarze mile widziane! Kolejny rozdzialik początek grudnia albo koniec listopada. Widzimy się za kilka tygodni.
Buziaki :*

Bogini z Asgardu Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz