Rozdział 42

954 50 15
                                        

- To tam Thanos zabił mi siostrę...

Wytłumaczyła Nebula. Poszłam na sale treningową. Wiedziałam wszystko o każdym z kamieni. Nie widziałam sensu tego słuchać. Zaczęłam uderzać w worek.

- Twoje stałe miejsce?

Zapytał Steve.

- Nie musisz za mną łazić.

Odparłam.

- Dawaj.

Powiedział ustawiając się przede mną.

- Co?

Zapytałam z uśmiechem.

- Potrenujemy. Musze wyładować emocje.

Powiedział. Pokiwałam głową.

- Tylko mnie nie zabij.

Dodał. Zaśmiałam się. Wymierzyłam cios.  Uniknął go. Steve wziął zamach. Uniknęła ciosu i złapałam jego pięść.

- Znam podstawy.

Powiedziałam.

- Dobrze. Dawaj.

Powiedział ustawiając się w pozycji do walki. Zaczęliśmy. Zwinnie omijałam jego ciosy. On mniej zwinnie omijał moje. Dostał z trzy razy. Ostatniego nie zdołałam uniknąć i dostałam prosto w skroń.

- Jeju przepraszam.

Zaczął i podszedł do mnie.

- Nic mi nie jest. Ty dostałeś więcej razy.

Powiedziałam Steve uśmiechnął się. Wróciliśmy cali spoceni do reszty.

- Urządzacie sobie teraz walki?

Zapytał Tony.

- Fajnie rozładowują emocje. Powinieneś spróbować.

Powiedziałam. Zaczęli mówić coś o kamieniach czasu, umysłu i przestrzeni. No i o Stephen'ie.

- Jeśli wybierzemy właściwy rok...

Zaczęła Nat.

- W Nowym Jorku będą trzy kamienie.

Dokończyłam. To miało sens. Spojrzeli się na mnie.

- Do dzieła.

Powiedział Steve.

- Trzy oddziały. Każdy wie z kim idzie.

Tłumaczył Roggers. Poszłam się umyć i przebrać. Wszyscy mieli udawać siebie z przeszłości ale... wtedy miałam 14 lat a teraz mam 23 więc... raczej nie będę mogła udawać. Czarne jeansy do tego biała koszulka a na to cienki płaszczyk. Rozpuściłam włosy. Na nogi założyłam czarne trampki. Miałam udawać jakąś sekretarkę czy coś takiego. Wróciłam do nich. Wszyscy byli poprzebierani. Prawie wszyscy. Ubrałam kombinezon.

- Wszyscy na platformę.

Powiedział Bruce. Ja byłam w drużynie razem z Bruce'em, Starkiem, Scott'em i  Steve'em.

- Uważaj na siebie.

Powiedziałam i przytuliłam się do Nat. Ona leciała po kamień dusz. Boję się o nią.

- Widzimy się za minutę.

Powiedziała i mocno mnie przytuliła.

- Wy też uważajcie.

Powiedziałam do reszty zgromadzonych. Steve kiwnął głową abym już do nich przyszła. Stanęłam obok Tony'ego.

- Będzie dobrze.

Powiedział.

- Mam nadzieje że to działa jak bifrost.

Zaśmiałam się. Stark poklepał mnie po plecach.

- Trzy...

Maski wszystkich zamknęły się. Ja uspokoiłam oddech.

- Dwa...

Ponownie powiedział Bruce.

- Thor jeśli spotkasz matkę, ojca, Loki'ego... powiedz im że tęsknie i że ich kocham.

Powiedziałam do brata. Pokiwał głową.

- Jeden!

Na te słowo zostaliśmy dosłownie wciągnięci. Wylądowaliśmy w roku 2012... bitwa o Nowy York. Byliśmy w jakimś zaułku. Przed nami Hulk zaczął coś rozwalać. Spojrzałam na Bruce'a. On zasłonił się. Uśmiechnęłam się i spojrzałam do góry.

- Polecieli po Loki'ego.

Powiedziałam.

- Dobra wiecie co robić. Porozwalaj coś dla zachowania pozorów.

Zwrócił się do Banner'a. Tak jak Steve powiedział tak się stało. Podleciałam do bazy Avengers. Nikt mnie nie zobaczył na szczęście.  Weszłam do środka jak gdyby nigdy nic i zachowywałam się w miarę normalnie.

- Calineczka weszła.

Powiedział Tony przez komunikator. No to czas zacząć. Wtopiłam się w tłum sekretarek. W głowie szukałam odpowiedniego głosu. Jest. Podeszłam do ochroniarza którym był Tony.

- Idę po Steve'a. Czuje że ma kłopoty.

Powiedziałam. Tony pokiwał głową a ja ruszyłam do holu.

- Bierz berło!

Krzyknął Steve który bił się ze swoją młodszą wersją.

- Możesz mieć poważne kłopoty!

Powiedziała młodsza wersja Steve'a. Wystawiłam rękę po berło.

- Luna zabierz jej berło!

Krzyknął. Obróciłam się. Stałam tam.. ja.

- Zostaw to. Nie ręczę za siebie.

Powiedziała. Spojrzałam na nią.

- Pokarz co potrafisz.

Powiedziałam i kopnęłam berło jak najdalej. Młodsza wersja mnie rzuciła do mnie szpikulcem lodu. Przeskoczyłem nad nim i zaczęłyśmy walkę wręcz. Uderzałam głównie w głowę i unikałam ciosów. Tamta odepchnęła mnie. Rzuciła we mnie kulą ognia. Zatrzymałam ją w powietrzu i zmieniłam na lód. Rzuciłam ją w jej stronę. Tamta była tak zdezorientowana że dostała prosto w głowę i upadła. Wystawiłam rękę a berło przyleciało prosto w moje ręce. Steve podszedł do mnie.

- Faktycznie się opinał.

Powiedział i spojrzał na siebie leżącego na podłodze.

- Tyłek to ty masz.

Zaśmiałam się. Steve uśmiechnął się do mnie.

Od Autorki
Dzień dobry! Macie rozdział na miły pierwszy dzień szkoły. Uwierzcie że koniec wakacji też mnie dobija. Poproszę tradycyjnie o gwiazdki i komentarze na motywacje i wenę! Kolejny rozdział w październiku.
Buziaczki  :*

Bogini z Asgardu Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz