Rozdział 44

881 43 4
                                        

Weszłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafę. Otarłam łzy które po raz ostatni spłynęły po moich policzkach. Założyłam czarną bluzę i ciemne jeansy. Przyłożyłam palce wskazujące do dwóch miejsc na głowie i przeciągnęłam wzdłuż włosów. W ten sposób zrobiły mi się warkocze bokserskie. Na nogi założyłam jakieś starsze czarne Nike. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam fatalnie. Ale w sumie widzieli mnie już w gorszym stanie. Zapłakaną, zakrwawioną, prawie martwą i takie tam. Nie zdziwią się czy nie przestraszą jak mnie zobaczą. Chyba. W tym całym zamieszaniu dopiero dotarło do mnie że Thor ma Miollnir.

- Ja to zrobię.

Usłyszałam. Weszłam do głównej sali gdzie kłócili się wszyscy moi przyjaciele.

- Pozwól mi. Chce zrobić coś dobrego. Choć raz.

Powiedział błagalnym tonem mój brat. Gdy drzwi zamknęły się za mną z lekkim hukiem wszyscy spojrzeli na mnie.

- Ja to zrobie. To promieniowanie gamma. Jakby stworzono ją dla mnie.

Powiedział Bruce.

- Pojebało was?

Jestem bezpośrednia. Ruszyłam w ich stronę.

- Ja pstryknę.

Oznajmiłam.

- Luna lepiej niech zrobi to Bruce.

Powiedział Steve.

- On może tego nie przeżyć!

Krzyknęłam.

- Ty też.

Odparł mój brat.

- Żartujecie sobie. Odbiło wam. Kompletnie. Możecie mnie podpalać, przestrzelić czy dźgnąć na wylot, strzelić w głowę, serce czy w cokolwiek a mi nic nie będzie!

Krzyknęłam. Banner kucnął przy mnie aby jego twarz była na równi z moją.

- Wiemy. Ale możesz być później osłabiona. Potrzebujemy cię w pełni sił gdyby coś poszło nie tak. Pozwól mi. Proszę.

Powiedział Bruce. Przemyślałam to wszystko. Jest około dziesięć na jeden. Nie ma sensu się z nimi wykłócać.

- Dobrze.

Powiedziałam i pokiwałam głową. Bruce uśmiechnął się.

- Zamknij wszystkie przejścia.

Powiedział Tony. Jak powiedział tak się stało. Wszystkie okna i drzwi zostały zasłonięte barierą czy czymś takim.

- Gotowy?

Zapytał Steve. Bruce pokiwał głową. Wszyscy zakryli się tarczami. Podeszłam do brata i otoczyłam nas polem siłowym. Białe smugi przelatywały mi przed oczami. Znaczyło to że pole było gotowe. Bruce włożył rękawice. Kolorowe linie zaczęły biec po jego ręce. Upadł na kolana.

- Coś jest nie tak. Zdejmijcie mu to!

Krzyknął mój brat.

- Nie! Bruce dasz rade?

Zapytał Steve. Bruce tylko zawył z bólu.

- Banner daj nam znak!

Wykrzyczał Tony.

- Dam rade. Nic mi nie jest.

Odparł. Zaczęło mu wypalać rękę, koszulkę i powoli twarz.

- Pstrykaj!

Krzyknęłam a on...

Zrobił to.

Opuściłam barierę ochronną i zdjęłam mu rękawice. Steve i Thor trzymali go i powtarzali że już jest wszystko dobrze. Bruce leżał na podłodze i próbował zaczerpnąć powietrza. Bariery znikły i padły na nas promienie słoneczne. Tony zmroził jego rękę. Kucnęłam przy nich.

- Udało się?

Zapytał Bruce.

- Jeszcze nie wiemy.

Odparł mój brat.

- Nic ci nie jest?

Zapytałam. Pogłaskałam go po twarzy i patrzyłam się na niego. Martwiłam się strasznie. Bruce rozszerzył oczy. Spojrzałam w górę. Nie mogłam nawet zastanowić się co to jest bo zostaliśmy dosłownie zbombardowani. Nie wiedziałam nic. Kompletnie.

- Luna. Luna wstawaj.

Mówił Steve. Chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam. Złapałam się za szyję. Rozcięli mi gardło. Nie wiem co ani jakim cudem. Złapałam się tam i sprawiłam że moja dłoń stała się lodowata. Wytarłam krew w rękaw czarnej bluzy i wstałam. Rana zagoiła się błyskawicznie. Wszędzie były gruzy. Ogień i wystające kable miotały się przed oczami. Spojrzałam na Stark'a i kapitana.

- Co się stało?

Zapytałam.

- Tak to jest jak się majstruje z czasem. Chodźcie. Zobaczycie.

Powiedział Tony. Podeszłam do brata.

- Czekaj.

Powiedział i przetarł rękawem moją szyję. Najwyraźniej miałam tam jeszcze sporo krwi.

- Mówisz?

Zapytał z troską głosie.

- Mojego paplania się tak łatwo nie pozbędziesz.

Powiedziałam. Spojrzałam przed siebie.

No chyba jakieś jebane i nieśmieszne żarty.

- Co on tu kurwa robi?

Zapytałam.

- Nic. Siedzi jak ten kołek.

Powiedział Thor.

- Gdzie kamienie? 

Zapytał Steve podchodząc do nas razem z Tony'm.

- Gdzieś pod gruzami. Wiem tyle że on ich nie ma.

Powiedział Stark.

- Lepiej niech tak pozostanie.

Powiedział Steve.

- Wiecie że to pułapka?

Zapytał Thor.

- Taaaa... jakoś mi to wisi.

Odparł Tony.

- Świetnie. Dopóki mamy na ten temat to samo zdanie.

Powiedział Thor i przywołał swój strój boga. Do jednej ręki przyleciał mu topór a do drugiej młot. Włosy upięły mu się do tyłu a broda została związana w warkocz. Wyglądał całkiem uroczo.

- Zabijmy go raz i na zawsze.

Powiedział.

Od Autorki
No witam bardzo serdecznie! Dzień opóźnienia ale jest! Miałam taki przypływ weny że to hit i zamiast się uczuć pisałam ten rozdział. Docencie to proszę bo będzie jutro jedynaczka z wosu jak nic hahah. Starsi czytelnicy może pamiętają czemu 13 październik jak nie to trudno, nie pobije was. Gwiazdki i komentarze bardzo miłe i cieplutko widziane! Widzimy się w następnym rozdziale na początku listopada!
Buziaczki :*

Bogini z Asgardu Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz