1. Napijesz się?

21.8K 514 31
                                    

Był późny wieczór kiedy wracałam spacerem z parku do domu. Było już ciemno, w około nie było zbyt wielu ludzi. Bardziej pojedyncze jednostki, zajęte swoimi sprawami. Wcale mnie to nie dziwiło, ponieważ park w tym mieście, a szczególnie ta część, nie była zbytnio popularna. Rzadko ludzie tu zaglądali. Może to przez nieatrakcyjność tego miejsca, może przez brak ławek do siedzenia, może przez wieczne błoto i nierówne drogi, przez które napewno ktoś już połamał sobie nogi, a może przez złą sławę tego obszaru. Kilka razy słyszało się tu o kręcących się ćpunach, różnych atakach oraz napaściach, jak i o wszelakich porachunkach. Można było zobaczyć ślady krwi gdzieś na ścieżkach lub trawie.

Mimo to jakoś szczególnie nie bałam się tam zapuszczać. Choć nie robiłam tego często. Myślę, że to przez to iż całe miasto było na swój sposób inne niż pozostałe. Niestety w złym sensie. Chyba się już po prostu do tego przyzwyczaiłam. Wychowałam się tam i mnie osobiście nigdy nie spotkało nic względnie złego. Więc chyba takie rzeczy przestały robić na mnie wrażenie. Wiedziałam, że z tym miastem jest coś nie tak, ale nigdy bezpośrednio nie uczestniczyłam w czymś traumatycznym. Wszystkie opowiadania, wiadomości i plotki były mi dalekie, bo nie dotyczyły mnie ani osób z mojego najbliższego grona. Jasne, widziałam naćpanych lub najebanych ludzi w środku miasta, bójki, wandalizm, ale nigdy nie groziło mi żadne niebezpieczeństwo. Wiedziałam też jak sobie w takich sytuacjach radzić. Takie już były „uroki" tego miasta. Można się było z tym pogodzić albo wyjechać. Tego drugiego w tamtej dokładnie sekundzie, ani też wcześniej, nie mogłam zrobić.

W międzyczasie wyszłam już na brzeg parku gdzie była długa ulica. Szłam chodnikiem, wzdłuż niej.

- Ej! - Ktoś zawołał.

Odwróciłam się odruchowo w stronę, z której dobiegł głos. O ścianę budynku naprzeciwko, opierał się ubrany na czarno, nieprzyjaźnie wyglądający chłopak. Miał na głowie kaptur oraz czapkę i ręce w kieszeniach. Patrzył na wprost na mnie co utwierdziło mnie w przekonaniu, że zwracał się do mnie. Nie znałam go. Potem znowu się odezwał.

- Napijesz się ze mną? - Zapytał i wyciągnął w moją stronę rękę z butelką wódki w dłoni.

- Nie, dziękuję. - Burknęłam nie przestając iść.

- Podziękujesz jak się napijesz. - Nie odpuszczał.

Zdałam sobie sprawę, że aby dojść do domu, niestety muszę go minąć. Lekko się zestresowałam. Niezbyt mi się to uśmiechało, ale liczyłam, że to tylko niegroźny, pijany typ i da mi zaraz spokój.

- Idę do domu. Już późno.

- A no późno. - Przyznał.

Już miałam się odezwać i go wyminąć w bezpiecznej odległości, gdy w jednej chwili zobaczyłam jadący z naprzeciwka samochód, który przykuł moją uwagę. Nie potrafię tego określić, ale coś było nie tak. Jechał zbyt szybko i... agresywnie? Miał wyłączone światła. Zmierzał prosto w naszym kierunku. Po chwili rozpoznałam, że to czarna furgonetka. Nawet nie wiem kiedy to się stało jak zatrzymała się tuż obok nas. Na środku ulicy. Kierowca nie zawracał sobie głowy parkowaniem.

Spojrzałam na chłopaka obok mnie. Wyraźnie pobladł na twarzy. Widać było przerażenie w jego oczach. Zanim jeszcze mój mózg zdążył to przetworzyć, mój towarzysz zaczął uciekać. Odwróciłam się.

Wtedy zobaczyłam kominiarki.

Momentalnie zrobiłam to samo. Zerwałam się do ucieczki, czując jak strach i adrenalina w ekspresowym tempie przejmują nade mną kontrolę.

W tym czasie z auta wyskoczyło trzech zakapturzonych mężczyzn z czarnymi kominiarkami na twarzach. Biegłam tak szybko, jak tylko pozwalały mi nogi. Nie trwało to jednak długo. Jeden z oprawców w dosłownie kilka sekund dobiegł do mnie. Gdy poczułam jego obecność za sobą jeszcze bardziej spanikowałam. Mężczyzna złapał mnie od tyłu jedną ręką w pasie, a drugą zakrył mi usta. Zaczęłam się szarpać. Wyrywałam się jakby zależało od tego moje życie.

Bo zależało.

Próbowałam krzyczeć, ale dłoń napastnika skutecznie mi to uniemożliwiała. Ktoś założył mi materiałowy worek na głowę. W jednej chwili całkowicie spanikowałam. Serce biło mi tak mocno, że aż bolało. Nie mogłam złapać oddechu. Miałam zasłonięty obraz. Nie widziałam co się dzieje. Gdyby zawał w moim wieku był możliwy, to już bym go miała. To, że byłam przerażona to spore niedopowiedzenie. Pomyślałam, że to już koniec. Właśnie kończy się moja historia. Wyczerpałam już swój limit szczęścia.

Mężczyzna zaczął mnie prowadzić przed siebie. Właściwie to musiał mnie tam zaciągnąć, ponieważ nie przestawałam się wyrywać. Krzyczałam, ale materiał skutecznie tłumił mój głos. Gdy przystanęliśmy unieruchomił mi za plecami ręce, za pomocą trytytki. Wrzucono mnie na siedzenie samochodowe. Zaraz po mnie na miejscu obok wylądował ktoś jeszcze. W mojej głowie wszystko to trwało nie więcej jak maksymalnie kilka sekund.

- Co się dzieje? - Zapytałam drżącym, łamiącym się głosem.

- Zamknij się. - Odpowiedział ktoś.

Wydawało mi się, że rozpoznałam ten głos. To był chyba ten pijany facet, na którego natrafiłam.

- Przysuń się. - Polecił szeptem.

Ja jednak ani drgnęłam. Wtedy poczułam jak to on się nieznacznie przysunął w moją stronę.

- Gdzie masz telefon? - Szepnął w moje ucho.

W pierwszej chwili jego słowa do mnie nie dotarły. Gdy ponowił pytanie trochę się otrząsnęłam.

- W-w... spodniach. - Wydukałam cicho.

Poczułam jak wyciąga z tylnej kieszeni spodni mój telefon. Nie wiedziałam czy też ma związane ręce czy nie. Albo czy ma worek na głowie. Nic nie widziałam. Chciałam tylko, żeby jak najszybciej zadzwonił po pomoc i aby to się skończyło. W duchu liczyłam, że mu się uda. To była ostatnia iskierka nadziei, którą zdołałam z siebie wykrzesać.

- Posłuchaj. - Odezwał się ponownie. - Wiem, że to niesprawiedliwe, ale zostałaś właśnie wciągnięta w coś, w czym odegrasz kluczową rolę.

Chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, ale nie było mu to dane. Do pojazdu wsiadł ktoś jeszcze. Drzwi trzasnęły zamykając się. Ruszyliśmy.

Pomyślałam wtedy, że wszystko przepadło. Mężczyzna obok mnie nie zdoła już nigdzie zadzwonić. Nie uratuje nas. To koniec. Dalej było mi słabo ze strachu.

W tamtej chwili porwany razem ze mną mężczyzna prawie przytulił się swoim ciałem do mojego i bez słowa podał mi z powrotem telefon. Chwyciłam go w dłonie, które miałam za plecami.

- Odsuń się od niej. - Wydał rozkaz jeden z porywaczy, po czym szarpnął porwanym, odsuwając go ode mnie.

Drżącymi dłońmi powoli wsadziłam telefon do kieszeni. Nie wiem po co mi go oddawał. Co miałabym z nim zrobić? Miałam związane ręce i zasłoniete oczy. Może chciał się pozbyć dowodów, aby nie znaleźli go przy nim. Ja również zapragnęłam się jak najszybciej go pozbyć, jednak wiedziałam, że to zły pomysł. Może jeszcze mi się przyda. Obecność telefonu w mojej kieszeni tak samo mnie paliła jak dawała poczucie nadziei.

Nie potrafiłam się skupić. W mojej głowie kłębiły się dziesiątki pytań. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Kompletnie nie wiedziałam dlaczego wylądowałam na tylnym siedzeniu tego vana. Uświadomiłam sobie, że właśnie zostałam porwana. Wiedziałam, że to nie skończy się dobrze i bardzo żałowałam, że wtedy wyszłam z domu.

DevilishOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz