Siedziałam z Raggiem i Boro na dworze dopóki nie zrobiło się całkowicie ciemno. Pomimo, że chciałam jeszcze posiedzieć z chłopakiem to byłam już trochę śpiąca. Gangster zdradził mi, że i tak zostaje na kilka dni więc bez problemu mogę już pójść spać skoro jestem zmęczona. Posłuchałam go i tak też zrobiłam. Wróciłam do pokoju, z którego jeszcze niedawno tak usilnie próbowałam się wydostać. Nie chciałam tam wracać, ale z drugiej strony musiałam przyznać, że bałam się trochę spać na którejś z kanap w ogromnym salonie. Nie było tam nawet drzwi. Zresztą i tak musiałam skorzystać z toalety, a jedyna jaką znałam znajdowała się w „moim" pokoju. Mój pokój. Jak to brzmi. Pokręciłam głową na tą nieprzyjemną myśl. Czy to właśnie w nim spędzę resztę moim niepewnych dni? Odpowiedź na to pytanie przyjdzie z czasem. Na razie z braku innego wyboru, wróciłam w dobrze już znane mi miejsce.
W łazience przebrałam się w krótkie, dresowe spodenki i szeroką koszulkę. Zmyłam makijaż oraz umyłam zęby. Wzięłam do ręki szkicownik i weszłam z nim do łóżka. Rysowałam jakieś bazgroły kiedy nagle do pokoju wszedł Asher. Jakby nigdy nic położył się obok mnie na łóżku.
- Co ty robisz? - Zapytałam nie wiedząc co on wyprawia.
- Leżę. - Odpowiedział jakby to było oczywiste.
- Widzę. Ale dlaczego leżysz TUTAJ?
- Nie ma żadnego innego wolnego łóżka przez chłopaków. - Odparł beznamiętnie.
Wtedy poczułam od niego słodkie, damskie perfumy. Zauważyłam też, że miał koszulkę wywiniętą na lewą stronę. Od razu wiedziałam co robił. Domyśliłam się też kim była blondynka, którą widziałam przez szybę tarasu. Sam zresztą mówił, że jedyne dziewczyny które tu przychodzą to prostytutki. Nie trudno było połączyć kropki. A teraz chce jeszcze spać ze mną w jednym łóżku. Chyba oprócz plemników pozbył się też przy okazji resztek mózgu.
Zostawiłam szkicownik na łóżku, wstałam i wyszłam. Wróciłam na ogród. Usiadłam tam gdzie wcześniej i zawołałam Boro. Pies przybiegł po chwili i wdrapał się na schodki. Położył mi głowę na kolanach. Głaskałam go aż kątem oka zauważyłam, że przyszedł Weaver. Usiadł obok mnie. Spojrzał na psa i również zaczął go głaskać. Zauważyłam, że pies bez problemu mu na to pozwolił, a nawet się cieszył. Czyli Raggie mówił prawdę.
- Dlaczego wyszłaś? - Zapytał.
- Uprawiałeś sex z prostytutką i chciałeś spać razem ze mną w łóżku. Obydwie rzeczy są dla mnie delikatnie mówiąc, niesmaczne. - Wyjaśniłam.
- Skąd w ogóle wiedziałeś gdzie jestem? - Zmieniłam temat.
Przez chwilę milczał.
- No tak. Twój cholerny lokalizator. - Przypomniałam sobie. - Nigdy nie jest ci mało kontrolowania ludzi, prawda?
- Ciebie nie da się kontrolować. A czip jest ze względów bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwa? Mówi to człowiek, który mnie porwał.
- Nie musisz ze mną walczyć. Może i jestem jeszcze pijany, ale mówię prawdę. Ja akurat chronię cię tutaj najbardziej. Mogłabyś to wreszcie zrozumieć.
- SKORO TAK O MNIE DBASZ TO CZEMU NIE MOGĘ WRÓCIĆ DO DOMU?! - Wybuchłam. To co powiedział uznawałam za tak niedorzeczne, że nie mogłam się powstrzymać. - GDYBYŚ SIĘ TAK O MNIE MARTWIŁ TO NIE ZACHOWYWAŁBYŚ SIĘ JAK NAJGORSZY PSYCHOPATA JAKIEGO POZNAŁAM. I WIEDZIAŁBYŚ JAK BARDZO MAM DOŚĆ TEGO STRESU I STRACHU I TEGO MIEJSCA I CIEBIE! - Rozpłakałam się w połowie swojej wypowiedzi. To były łzy złości i bezradności. Coś we mnie pękło. Musiałam to z siebie wyrzucić. Już od dawna cały czas mam ochotę krzyczeć i drzeć się w niebogłosy, a w tamtym momencie było tego już za wiele.
CZYTASZ
Devilish
Romance„Lepiej być władcą w piekle niż sługą w niebiosach." ~ John Milton, Raj utracony Angie Reed przypadkowo trafi do samego piekła i jeszcze niżej. Ale czy to możliwe, że to sam diabeł, który ściągnął na nią piekło, ją od tego piekła wybawi? Kto tak nap...
