Doczekaliście się, kochani? Mam nadzieję :* Pamiętajcie o grupie na fb, misiaczki :** Kocham <3
Nic nie słyszałam, nic. Kompletna cisza. Może śpi? Może gdzieś poszedł? Postanowiłam to sprawdzić. Nie byłam tego pewna no, ale raz się żyje.
Przekręciłam najciszej jak tylko się dało zamek i delikatnie otworzyłam drzwi. Wyjrzałam, nic. Cisza. Wyszłam z łazienki i też cisza. Zeszłam na dół do kuchni, a tam pusto. O co tutaj chodzi? Gdzie on jest? Może już się uspokoił i mi odpuścił? W akurat wątpię, ale kto wie? Czasem trudno za nim nadążyć.
Jedyne co mnie zdziwiło, że w kuchni na blacie były jakieś papierki foliowe, talerze, kubki oraz sztućce. Czy on coś przygotowuje do jedzenia? Wyjrzałam przez okno, a tam co? Jack stojący koło grila, na którym było jakieś mięso oraz kiełbasa. W jednej ręce trzymał piwo, a w drugiej szczypce do mięsa by się nie poparzyć sięgając je palcami. Z resztą to niehigieniczne. Jak o tym myślę to robi mi się nie dobrze.
Przestałam się na nie wgapiać i w końcu wyszłam do niego, bo przecież jeśli robi grila to chyba nie chce mi nic już zrobić, prawda? Jeśli tak to trudno. W sumie, umrzeć z rąk takiego przystojniaka to sama przyjemność.
-Jednak postanowiłaś wyjść stamtąd?- zapytał Jack gdy stanęłam obok niego.
-Głodna się zrobiłam- powiedziałam mu po części prawdę.
-No widzisz, akurat robię obiad- pokazał mi język, a ja się z niego śmiałam, bo wyglądało to przekomicznie.
-Za ile będzie?
-Właściwie to już- powiedział gdy sprawdził jak wygląda mięso- Przyniesiesz to co jest przygotowane w kuchni na blacie?
-Nie ma sprawy- powiedziałam i poszłam w tamtym kierunku. Zabieram z kuchni wszystkie przygotowane rzeczy i wracam do Jack'a.
-Poczekaj tutaj, zaraz przyniosę rozkładany stoliczek i zjemy na molo- uśmiechnął się po czym poszedł.
Czy on przypadkiem nie był na mnie zły? Może mu przeszło, albo dał sobie spokój? Zapytam go gdy już będziemy spokojnie siedzieć. Po chwili zobaczyłam jak już rozkłada ten stolik razem z krzesełkami tam gdzie miał. Podchodzę do niego i gdy już jest rozłożony, układam na nim talerze, kubki oraz sztućce. Jack poszedł po jedzenie, a ja nalałam sobie trochę coli do kubeczka. Po chwili chłopak wrócił, usiadł na miejscu i zaczęliśmy jeść.
-Emm.. Jack?- zapytałam a on zamruczał na znak, iż mogę mówić- Nie jesteś już na mnie zły?
-Jestem.
-Ale mnie nie chcesz już zabić?
-Chcę- chwila.. Ja już nic nie rozumiem..
-Ale.. Jak..? To czemu jeszcze żyję?
-Bo jestem głodny i postanowiłem, że wynagrodzisz mi to inaczej. Co w cale nie zmienia faktu, iż nadal chce cie udusić- gdy to mówił mierzył we mnie nożem. Chyba chciał wyglądać groźnie, ale coś mu nie wyszło i zaczęłam się z niego śmiać.
-A jak mam ci to wynagrodzić?- już otwierał buzię by coś powiedzieć lecz niestety nie było mu dane, ponieważ zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z tylnej kieszeni spodenek, gdzie zawsze go noszę, spojrzałam na ekran na którym widniał nieznany mi numer. Spojrzałam na Jack'a.
-Na mnie nie patrz, ja nic nie wiem- uniósł ręce w geście poddania.
Spojrzałam jeszcze raz na komórkę i odebrałam.
-Hallo?- powiedziałam.
-Dzień dobry. Z tej strony doktor Laurent czy dodzwoniłem się do nijakiej Clary Johns?- zapytał.
-Tak to ja, o co chodzi?- nic nie rozumiałam.
-Pańska matka, jest w szpitalu, miała wstrząs mózgu. Mogłaby Pani przyjechać do niej?- że co?
-Ale jak to? Jak to się stało?- olałam wcześniejsze pytanie doktora.
-Podobno chciała wyjąć coś z szafy gdzie nie dosięga, więc weszła na drabinę. Ta się zachwiała, pańska matka straciła równowagę i z niej spadła uderzając głową o podłogę. Zaraz po tym jak ta sytuacja zaistniała przyszła do nas na kontrolę, ponieważ podobno jest teraz sama w domu i nie nikt by jej nie pomógł gdyby coś się stało. Zrozumieliśmy tą sytuację, więc postanowiliśmy zostawić ją na obserwacji. Nie musieliśmy długo czekać by to się stało.
-Dobrze dziękuję. Najwcześniej mogłabym przyjechać na drugi dzień, ponieważ jestem za miastem.
-Dobrze, rozumiem. Zaopiekujemy się pani matką, proszę się nie martwić.
-Dobrze, dziękuję bardzo za informacje. Do widzenia.
-Do widzenia- odpowiedział a ja się rozłączyłam.
Patrzyłam prosto na Jack'a pustym wzrokiem nie mogąc nic powiedzieć. W końcu to on się odezwał.
-Co się stało- zapytał łagodnie.
-Moja mama jest w szpitalu. Miała wstrząs mózgu.
-Jak to się stało- zdziwił się.
-Spadła z drabiny. Nie rozumiem tylko co chciała ściągnąć z góry tej przeklętej szafy.. Przecież tam nic nie ma. Bynajmniej tak mi zawsze mówiła, a ja jakoś nigdy tego nie sprawdziłam.. Teraz mam dylemat, wiesz? Albo ona próbuje mnie ściągnąć do domu, albo faktycznie miała ten wypadek. Sama już nie wiem..
-I się nie dowiesz jeśli się nie przekonasz.
-A co jeśli faktycznie chciała mnie tylko ściągnąć do domu? Jest tutaj tak pięknie.. Nie chce stąd wyjeżdżać.
-Księżniczko, przecież mój domek stąd nie ucieknie. Zawsze możemy tutaj wrócić.
-W sumie..
-No już, jedz do końca i idź się spakować. Trzeba sprawdzić co z twoją mamą- jak powiedział tak zrobiłam. Najadłam się tak by potem nie być głodną podczas podróży. Resztki z obiadu spakowałam na drogę w razie czego. Spakowałam się ekspresem tak samo ja Jack i ruszyliśmy w kierunku domu.
CZYTASZ
Dupek
Novela JuvenilOna jest szaloną, nieufną oraz czasem bywa sukowatą dziewczyną. Zmusiło ją do tego życie. Jej przeszłość nie jest posłana różami. To co się kiedyś wydarzyło jest jej brzemieniem. Nie mówi o tym nikomu. Nie okazuje słabości by znów nie stało się to c...
