Otworzyłam oczy i rozejrzałam wokół siebie. Znajdowałam się na samym szczycie wieży Eiffla, byłam otoczona przez stado niewielkich, białych jak śnieg motyli. Ręce miałam związane, nie czułam na dłoni bransoletki. Zaczęłam się szamotać, starając się uwolnić. Gdy przesunęłam się o kilkadziesiąt centymetrów, zauważyłam dwójkę zamazanych postaci rozmawiających szeptem.
Do mojego nosa dotarła woń spalenizny. Z kilkunastu charakterystycznych dla Paryża miejsc wydobywał się dym.
- To miasto już dawno umarło. Zawiedliście tysiące ludzi, którzy byli w stanie skoczyć za wami w ogień - znikąd pojawił się wysoki mężczyzna w fioletowo-szarym kostiumie. - Ale to ty zawiodłaś najbardziej. Widocznie twoja przygoda, Harriet Crowded, nie miała większego sensu. Doprowadziłaś do tego.
Władca Ciem wskazał ręką panoramę miasta, wyjmując z kieszeni miraculum wrony. Niemal poderwałam się z miejsca, ale odepchnął mnie swoją laską. Niby przypadkiem upuścił biżuterię, po chwili brutalnie ją depcząc.
Z moich ust wydarł się rozpaczliwy krzyk, a z oczu popłynęły szczere łzy.
Wszystko przepadło. Co stało się z Nani? Jak potworne to uczucie przestać istnieć i już na zawsze zostać w niebycie? Co z Kotem i Biedronką, dlaczego nie poradzili sobie beze mnie?! Dlaczego nie wiem, co zrobiłam? Co z moją rodziną?
*~*
- Jak się dzisiaj czujesz, Harriet? - usłyszałam
Otworzyłam oczy, po czym spojrzałam na wpatrującą się we mnie jasnowłosą kobietę. Musiała mieć w ostatnim czasie dużo problemów, co wywnioskowałam po odrostach na włosach i szarych dołach pod oczami. Jej ruchy były nieco spowolnione, wręcz leniwe, jakby miała już dosyć przebywania ze mną w jednym pomieszczeniu.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam zdezorientowana
Kobieta uśmiechnęła się przerażająco sztucznie.
- Kochanie, to jest zakład dla nieco hmm... innych ludzi. Jesteś tu bezpieczna - odpowiedziała, czym wcale mnie nie uspokoiła. - To twój dom.
Poderwałam się z krzesła, na co blondynka stanowczo ścisnęła dłonią mój bark. Zostałam na miejscu, nerwowo stukając stopą w podłogę.
- Gdzie moja bransoletka? Kto mnie tutaj wkopał? - warknęłam
- Harriet, ile razy mam ci jeszcze powtarzać? Nie istnieje i nigdy nie istniało żadne miraculum, kwami czy biżuteria zmieniająca w bohatera. Wymyśliłaś to sobie. Oszalałaś. Twoja choroba stała się ciężarem dla przyjaciół i rodziny. Właśnie dlatego tutaj jesteś. Nie dawaj się ponieść swojej wyobraźni. Wyzdrowiejesz. - westchnęła, jakby sama w to nie wierzyła.
- Nie jestem chora psychicznie - odparłam z nienawiścią. - Nie ogląda Pani wiadomości? Moja znajoma Alya Cesaire prowadzi Biedrobloga, proszę sprawdzić.
- Już sprawdzałyśmy. Coś takiego nigdy nie istniało - na jej czole powstała zmarszczka oraz delikatne żyłki świadczące o kończącej się cierpliwości.
Alice - w każdym razie takie imię było napisane na plakietce przyczepionej do kitla kobiety - zabrała do ręki tablet i rozpoczęła wpisywanie frazy w wyszukiwarce, po czym podała mi urządzenie. Słowa "Alya Cesaire Biedroblog" nie dały żadnych wyników, na co wytrzeszczyłam oczy, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego.
- Władca Ciem musiał w jakiś sposób zdobyć nasze miracula, po czym wysłał ostatnią akumę. Złoczyńca zaczarował całe miasto tak, aby nikt o nas nie pamiętał. Wmówił rodzicom, że jesteśmy chorzy psychicznie oraz usunął wszystko z internetu - mówiłam do siebie z niegasnącą wiarą. - Tak musiało być!
Alice pokręciła ze zrezygnowaniem głową, patrząc na mnie z pewną odrazą.
- Jeden z twoich dawnych znajomych pragnął cię odwiedzić - poinformowała kobieta, odwracając wzrok, zanim zdążyłam jej się dokładniej przyjrzeć. - Chodź za mną.
___________________
Już 50 rozdziałów za nami!
Jak myślicie: co jest prawdą, a co fikcją?
Udanego tygodnia! ♥ ;)
CZYTASZ
Wrona [Miraculum]
FanfictionCo, jeśli istnieją inne miracula? Nastoletnia Harriet Crowded tylko wygląda niepozornie. Inteligencja w połączeniu z zagadkowym charakterem tworzą niezwykłą całość. Jej pojawienie się nieźle namiesza w dwóch światach - zwyczajnych paryskich nastol...
![Wrona [Miraculum]](https://img.wattpad.com/cover/79806126-64-k705375.jpg)