Ethan przesunął grzbietem dłoni po spoconym, opalonym czole. Duszne, rozgrzane powietrze dżungli ostro dawało w kość uczestnikom wykopalisk. Westchnął ponuro, tymczasowo odkładając narzędzia na solidną, metalową półkę. Powoli ściągnął sfatygowane, gumowe rękawiczki i zdjął maseczkę, po czym automatycznie wyrzucił ją do odpowiednio oznakowanego kosza. Wprawnym ruchem odgarnął wilgotne włosy do tyłu i wyszedł z namiotu, mając zamiar zrobić sobie zasłużoną przerwę. Usiadł na drewnianych, zakurzonych schodach. Otworzył tandetną, plastikową lodówkę turystyczną, która zaskakująco dobrze radziła sobie z chłodzeniem napoi w spartańskich warunkach. Sięgnął po szklaną butelkę wody. Zimne igiełki płynu przyjemnie podrażniły jego usta oraz wyschnięty przełyk. Przyzwyczaił się do pracy w przeróżnych - często dość skrajnych - środowiskach, ale upału nie znosił z całego serca. Wszechobecny pył osadzał się na wszystkim wokół, a dokuczliwe owady atakowały bez względu na porę dnia, czy nocy. Spojrzał na bezchmurne niebo, przedzierające się przez gęstą koronę wysokich drzew. Pojęcia nie miał, co tu jeszcze robił. Próbował dowiedzieć się czegoś o Białej Wiedźmie, jednak nie usłyszał niczego ponad to, co opowiedziała mu Ramona. Pod przykrywką badań dorwał się do obszernych archiwów najbliższego miasta, lecz poszukiwania spełzły na niczym. Owszem, wspominano o czarownicy, mieszkającej w tych okolicach, jednak jej dalsze losy nie były znane. Wiedział tylko tyle, że istniała, a lokalni staruszkowie upierali się, że widywali ją po dziś dzień. Na ile mógł im wierzyć, nie miał pojęcia. Im więcej czasu spędzał w małym, lekko obskurnym barze, tym bardziej przekonywał się, iż przesiadywali tam bajarze, snujący opowieści dziwnej treści, gdy tylko wyraziło się chęć posłuchania. Zaczynał myśleć, że ugania się za zwyczajnym duchem. Lokalną legendą grozy, żyjącą wyłącznie w pamięci garstki starszych panów. Skrzywił się, słysząc nerwowe pokrzykiwania Ality. Czas był ich największym wrogiem. Kiedy wrócił tu po przeprowadzeniu rytuału, prace od kilku dni stały w miejscu. Ulewne deszcze nawiedziły te tereny i nijak nie można było ich zignorować. Ekipa zabezpieczyła wykopaliska - na tyle, na ile się dało - i wycofała się do misteczka, żeby nie utknąć w nieprzychylnym gąszczu. Dżungla nie była łatwym terenem, a podczas ulew stawała się istnym piekłem. Siedzieli na tyłkach przez ponad dwa tygodnie. Kiedy deszcze trochę odpuściły, wrócili na miejsce pracy, zastając istne pobojowisko. Gleba nie była w stanie pochłonąć w krótkim czasie takich pokładów wody, więc ta stała w każdym możliwym zagłębieniu, starając się doskonałym lęgowiskiem dla owadów. Rozmokła ziemia naruszyła w miarę stabilną konstrukcję namiotów, dlatego musieli je poprawić, zanim wrócą do swoich zajęć. Na szczęście Alita była na tyle przewidującą kobietą, że zarządziła zabranie najbardziej wrażliwych sprzętów. To czego ruszyć nie mogli, lub nie zdążyli, zostało szczelnie zamknięte w dwóch metalowych kontenerach, ustawionych w najwyższym punkcie terenu. Musieli chwilę zaczekać, zanim wojskowe samochody będą w stanie przedrzeć się przez grząskie bagno, by dowieźć im agregaty, konieczne do podłączenia pomp. Od trzech dni pompy pracowały nieustannie, powoli osuszając teren prac. Dla niego i Friedricha ulewa była istnym dramatem. Błotnisty muł zalał odsłonięty grób, topiąc szczątki w cuchnącej wodzie. Pomimo tego, że pracowali ze szkieletami - dawno temu odartymi z resztek tkanki miękkiej - w powietrzu unosił się subtelny odór śmierci i zgnilizny. Wypległ z głębokich warst ziemi, na dobre rozgaszczając się w ciężkim powietrzu. Zakręcił butelkę i wrzucił ją do lodówki. Obiecał, że pomoże Friedrichowi. Tylko ta obietnica trzymała go jeszcze w tym miejscu. Chociaż niejako pojednał się z Draganem, brat dał mu wyraźnie odczuć, że nie był dłużej potrzebny w rezydencji. Powołanie nowego Strażnika było sprawą Lady Crown oraz Legionu, a młodszy Luther nie tolerował konkurencji w swojej organizacji. Uśmiechnął się pod nosem. Wizja śmierci Dragana go poruszyła, jednak nie zmieniało to faktu, że z jego braciszka był wyjątkowo wkurwiający dupek. Podniósł się ociężale, mechanicznie otrzepując materiałowe, przewiewne spodnie. Zerknął na zegarek, wskazujący kilka minut po godzinie 13. Niedługo Friedrich powinien wrócić z przerwy obiadowej i znów ramię w ramię pogrąża się w pracy.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanfictionLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
