Zdenerwowany Charlie krążył przy pomniku, na środku dziedzińca. Co jakiś czas przystawał, by mechanicznie rozgrzać zziębnięte ramiona, wychłodzone zimnym, oceanicznym wiatrem. W budynku nie było czuć tej mroźnej aury, jednak wystarczyło spędzić chwilę na zewnątrz, by zatęsknić za ciepłem kominka. Wznowił bezcelową wędrówkę, rytmicznie stukając laseczką w kamienne czaszki, bardziej z przyzwyczajenia, niż realnej potrzeby. Dragan zaaranżował obiecane spotkanie z osobą, która miała uwolnić go od klątwy. Wielu rzeczy się spodziewał, ale zdecydowanie nie należała do nich jaśniejąca, piękna dama, która w ledwie kilka chwil zapieczętowała ciążącą na nim klątwę i odwróciła większość ze zniszczeń, jakie czar przez lata wyrządził w jego organizmie. Nie zrobiła z niego oczywiście krewkiego młodzieniaszka, sprzed trzydziestu lat! Cały czas lekko utykał, jednak nie potrzebował żadnego wsparcia do poruszania się, a każdy krok nie był dłużej okupiony paskudnym bólem. Po powrocie z tego pamiętnego spotkania, nieustannie zachodził w głowę, kim właściwie była ta tajemnicza, porażająco olśniewająca kobieta, bowiem Kolekcjoner nie pofatygował się, by przestawić damę, a i ona sama nie wykazywała chęci do wdawania się w kurtuazyjne pogaduszki. Wykonała swoje zadanie, pożegnała go uprzejmie i wyszła, zostawiając go w towarzystwie nieciepliwego króla. Spędził całe dnie w bibliotece Indrahill, przeszukując bogaty księgozbiór, mając nadzieję wpaść na jakikolwiek trop. Nie oczekiwał oczywiście podania odpowiedzi na srebrnej tacy, jednak nie potrafił połączyć sensownie żadnej z wyłuskanych wskazówek, co przyprawiało go o ból głowy. Męczył by się pewnie po dziś dzień, gdyby nie Victoria. Bibliotekarka, po części zaintrygowana tym, czego tak uparcie szukał, po części zdenerwowana bałaganem, jaki przy tym robił, w końcu podeszła i zapytała wprost o co mu chodzi. Dragan zabronił mu wspominać komukolwiek spoza Indrahill o tym, co wydarzyło się w chacie. Zakaz nie obejmował Viki, więc po chwili namysłu opowiedział jej o pięknej kobiecie, która wyzwoliła go od śmiertelnej klątwy. Victoria jedynie uśmiechnęła się mówiąc: o, pozwolili ci poznać Vallerin. Kim dokładnie była owa Vallerin nie chciała mu powiedzieć, upierając się, że prawo do takich zwierzeń mają wyłącznie liderzy Legionu z Kolekcjonerem na czele. Zaznaczyła tylko, że piękna pani nie jest członkiem organizacji, a spotkanie nią to zaszczyt, zarezerwowany dla względnie wąskiego grona współpracowników. Dowie się wszystkiego w swoim czasie i tylko wtedy, kiedy Luther uzna to za konieczne. Nie zaspokoiło to jego ciekawości, jedynie podsycając palący płomień, ale uszanował słowa kobiety, nie drążąc tematu. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy z istnienia tak... potężnych łamaczy klątw, jednakże nie powinien być zdziwonu tym, że Legion posiadał dojścia do najwyższej klasy specjalistów. Zamiast zgłębiać temat, prowokujący jedynie coraz więcej pytań, skupił się na swoim zadaniu. Sargasa obecnie nie było na miejscu. Z tego co wiedział, miał jakieś prywatne sprawy poza murami Indrahill i nie zabrał ze sobą obstawy, co sugerowało, że musiał przebywać blisko króla lub Ravena. Lumiya nie była szczególnie zadowolona z takiego obrotu spraw, dość głośno dając upust frustracji. Nie miała jednak za wiele do powiedzenia i zdawała sobie z tego sprawę. Próbowała jakoś pomóc Charliemu, widząc w nim zarządcę Indrahill pod nieobecność Sargasa oraz Jarri'ego, lecz nie posiadała zbyt wielkich umiejętności administracyjnych. Nie dziwota, skoro jej zadania skupiały się na działaniach terenowych, nie zaś organizacyjnych. Deacon poświęcił się całkowicie treningowi, chcąc wrócić do formy, nadszarpniętej przymusowym odpoczynkiem. Devitte pracował sobie spokojnie, aż do powrotu Jarri'ego. Ten zniknął nie wiadomo gdzie - jak miał w zwyczaju- i wrócił bez ostrzeżenia, natychmiasy zatrzaskując się w swojej sypialni. Początkowo nie czuł potrzeby sprawdzania co z Ogarem. Zmienił zdanie, gdy twierdzą wstrząsnął przeciągły krzyk oraz odgłos roztrzaskiwanych mebli. Wraz z Lumi podszedł pod drzwi pokoju Jarri'ego, skąd dobiegały niepokojące dźwięki. Ogar wrzeszczał w języku, którego żadne z nich nie rozumiało, ale kiedy próbowali wejść, dość jasno kazał im się wynosić. Stan furii utrzymywał się od kilku godzin i stawał się coraz bardziej niepokojący. W pomieszczeniu nie pozostał już zapewne żaden cały przedmiot. Krzyki w niezrozumiałych językach przybierały na sile, prowokując dreszcze. Nie wiedzieli co począć. Deacon w końcu nie wytrzymał i wyważył drzwi, jednak po chwili wyleciał wraz z nimi na korytarz. Drewniana bariera wróciła na swoje miejsce, zostawiając poturbowanego mężczyznę na podłodze. Przerażony D. zakomunikował żonie, że muszą skontaktować się z Sereną, bo sami nie dadzą rady. Wysłali więc wiadomość do przełożonej i otrzymali odpowiedź, że wsparcie jest w drodze. Charlie kręcił się po dziedzińcu, właśnie w oczekiwaniu na obiecaną odsiecz. Pojęcia nie miał, co aż tak wyprowadziło z równowagi Ogara, a dociekać nawet by się nie odważył. Człapał więc nerwowo, żałując nieobecności Sargasa. Gdy tak krążył bez większego celu, nagły, trwający ledwie mgnienie oka rozbłysk przyciągnął jego uwagę. Na dziedzińcu pojawił się wysoki mężczyzna, otulony płaszczem z kołnierzem wykonanym z kruczych piór. Jego twarz przysłaniała charakterystyczna maska, musiał więc być którymś z Ogarów. Pytanie tylko którym. Tak czy inaczej Charles pochylił dwornie głowę, witając przybysza. Ten jednak całkowicie zignorował gest i wyminął go, kierując się wprost do drzwi wejściowych.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanfictionLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
