Widzący

1.2K 74 26
                                        

Siedział niemalże nieruchomo, intensywnie wpatrując się w majaczący na horyzoncie, majestatyczny zamek. Niecierpliwie wyczekiwał, aż nastanie ustalona godzina spotkania, pośród gąszczu Zakazanego Lasu. Nie chciał siedzieć w tym zimnym, mokrym, ponurym lesie ani chwili dłużej, niż to konieczne. Warknął pod nosem. Cholerny Barty i jego durne pomysły! Wkręcił się w szpiegowanie tak mocno, że całkiem pomijał kwestie organizacyjnie i komunikację. Jeżeli to wszystko miało przynieść oczekiwany efekt, powinni na bieżąco koordynować działania, a ten idiota bawił się w odgrywanie paranoicznego, byłego Aurora, olewając wszystko wokół. Musieli ustalić szczegóły trzeciej fazy planu, jednak Barty nie raczył pojawić się na spotkaniu, więc to jemu przypadła w udziale niewdzięczna rola posłańca. Owinął się szczelniej płaszczem, chcąc ochronić się przed podmuchami lodowatego wiatru. Na szczycie Wieży Astronomicznej nie pojawiło się światło lampy, mające dać mu znać, że współpracownik był już gotów do wyruszenia poza mury szkoły. Zazgrzytał zębami. No oczywiście! Zasrany Barty nie zamierzał się spieszyć.

- Cześć.

Zerwał się na równe nogi, słysząc nieznajomy, męski głos. Rozglądał się nerwowo wokół, ale przez dłuższy czas nie potrafił zlokalizować intruza. Gdy w końcu go dostrzegł, było już za późno. Przybysz zsunął się zgrabnie z konaru drzewa, na którym dotychczas siedział i runął wprost na jego plecy, powalając go na ziemię.

- Włóczymy się nocą po terenach zielonych, panie...?

Był w stanie odwrócić głowę tylko na tyle, by kątem oka dostrzec upiorną maskę, skrywającą twarz napastnika. Ten fakt nie za bardzo go przerażał, ponieważ sami korzystali z takiego rozwiązania, lecz kontrast pomiędzy budzącym lęk projektem maski, a łagodnie radosnym głosem intruza wzbudzał ciarki.

- Kto pyta? - warknął wojowniczo.

- No ja - nieznajomy wydawał się szczerze zdumiony. - Widzisz tu kogokolwiek innego?

- Nie zgrywaj durnia - próbował się wyrwać, ale mężczyzna dociskał go zaskakująco mocno, jak na równie niepozorną posturę.

- Po co miałbym ci mówić, kim jestem? - poczuł lekkie pukanie pięścią w tył głowy- Pustawo. Ty to raczej z tych głupszych, co?

- Czego odemnie chcesz?! - szarpnął się - Odpierdol się!

- Chcę pogadać, tylko tyle - napastnik wzruszył ramionami. - Jesteś jakimś entuzjastą architektury, że się w zamki po nocach wpatrujesz?

- Jestem botanikiem, jeśli już musisz wiedzieć - rzucił z pełnym przekonaniem. - Jeśli chcesz gadać to zejdź ze mnie!

Szybko przyszło mu pożałować butnej, lekceważącej postawy. Poczuł okropny ból, rozlewający się po całym ciele. Nieznajomy błyskawicznym ruchem wyrwał mu bark ze stawu. Całkiem ignorował krzyki, wciąż niezwruszenie siedząc na plecach upatrzonej ofiary.

- Nie okłamuj mnie - przybysz cmoknął z troską. - Bardzo tego nie lubię.

- Nie kłamię! Jestem bota...

Nie dokończył, krzycząc z bólu, który towarzyszył wyrwaniu paznokcia. Nieznajomy zszedł z jego pleców, przyklęknął naprzeciw niego i rzucił mu zakrwawionym paznokciem prosto w twarz.

- Nie masz zamiaru rozegrać tego polubownie? - westchnął głośno, wyraźnie rozczarowany - Skoro tak, przenieśmy się do odpowiedniejszego miejsca.

Chwycił go za ramię i w mgnieniu oka przeniósł do skromnie urządzonego, niedużego pokoju. Nie było tu niczego, poza dwoma topornymi krzesłami i niewielkim, niskim stolikiem o odrapanym blacie. Szczególny niepokój wzbudzały rdzawe plamy, wtopione głęboko w grube deski na podłodze. Porwany mężczyzna stał nieruchomo, uważnie lustrując pomieszczenie, czym znudził swojego przymusowego gospodarza.

Córa rodu Phoenix.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz