Vallerin weszła do swojej sypialni, wykończona wielogodzinnym zamieszaniem wokół należytego przygotowania rezydencji. Podeszła do swojego łóżka i rzuciła się na nie bezwładnie, chcąc w pełni nacieszyć się chwilą błogiego spokoju. Wraz ze skrzatami zakończyła już proces urządzania tymczasowych pokoi oraz ustalania detali na najbliższe kilkanaście godzin. Przymknęła oczy, wtulając twarz w chłodną poduszkę. Czuła się trochę winna, że nie poświęciła dziś Syriuszowi za wiele czasu, ale skoro był z Draganem, nie powinien się nudzić. Kilka razy przemykali jej przed oczami, ganiając się jak oszalali po wnętrzu posiadłości, czym poprawiali jej humor. Cieszyła się, że tych dwóch dobrze się dogaduje. Wizja nieustannego wybierania pomiędzy najlepszym przyjacielem, a kochaniem, doprowadzałaby ją do szału. Kruczowłosy nigdy nie posiadał zbyt wielu oddanych przyjaciół, których obdarzałby zaufaniem - był na to za ostrożny - ale z panem Blackiem połączyła go szczera nić niewymuszonego porozumienia, które stawało się coraz mocniejsze i bardziej zauważalne. Nie mogłaby prosić o lepszy scenariusz. Uśmiechnęła się, gdy usłyszała delikatne skrzypnięcie otwieranych drzwi. W pomieszczeniu zagościł znajomy, subtelny zapach męskich perfum.
- Zmęczona?
Syriusz pochylił się nad łóżkiem i musnął ustami jej odsłoniętą, łabędzią szyję. Przewróciła się na plecy, wyciągając ku niemu szczupłe ramiona. Uśmiechnął się czule i położył się obok niej, przytulając ją do swojego torsu.
- Troszeczkę - przyznała cicho, opierając głowę na jego obojczyku. - Dragan puścił cię wolno?
- Zwiałem - zaśmiał się melodyjnie. - Zrobił się strasznie przytulaśny.
- Dużo wypił?
- Nawet nie chcę liczyć - nienachalnie wsunął dłoń pod jej bluzkę, żeby pogładzić delikatną skórę jej pleców. Zatrzymał dłoń, wyczuwając pod palcami coś niepokojącego. - Skaleczyłaś się?
Nieświadomie odsunęła się od niego, zaskoczona i zdeprymowana pytaniem. Od wielu, wielu lat skutecznie ukrywała rzecz, której nie chciała wystawiać na widok publiczny - nie bez przyczyny bardzo rzadko upinała wysoko swoje płomieniste włosy. Usiadła na łóżku, rozmyślając o tym, co powinna powiedzieć i czy rzeczywiście chciała podzielić się z czarodziejem tym widokiem. Zerknęła niepewnie w jego szare oczy i dosłownie stopniała, widząc w nich nieme zrozumienie oraz czystą, cierpliwą miłość. Zapewne domyślił się, że nie za bardzo chciała o tym rozmawiać.
- Poczekasz chwilę? - uścisnęła jego dużą, twardą dłoń.
- Pewnie - uśmiechnął się promiennie, całując śnieżne palce. - Mogę zapalić?
- Tylko otwórz okno.
Zaśmiała się i wstała z łóżka, z zamiarem zniknięcia na chwilę w łazience. Ukryta za solidną barierą drzwi, zdjęła ubranie i ustawiła się tak, by mniej więcej widzieć swoje plecy. Ręką przytrzymała włosy, odsłaniając pokaleczoną przed laty skórę. Na jej łopatkach widoczne były blizny, które powstały w wyniku bezlitosnego, desperackiego przeciągnięcia paznokciami obydwu dłoni. Od prawego barku, aż po lewą kość biodrową ciągnęła się różowawo-perłowa blizna, po solidnym, precyzyjnym cięciu mieczem, krzyżująca się z kolejną, umiejscowioną na linii kręgosłupa. Opuściła włosy i schowała twarz w dłoniach, usiłując odsunąć od siebie ponure cienie przeszłości. Nie chciała teraz wracać do tamtych wspomnień. Nałożyła jedwabną koszulę nocną i wróciła do sypialni. Podeszła do Syriusza, który siedział na parapecie i bez słowa wyciągnęła papierosa spomiędzy jego warg. Zaciągnęła się głęboko dymem, uspokajając skołatane nerwy.
- Wszystko w porządku? - Black podświadomie zmrużył oczy, znając odpowiedź, zanim ostatecznie zdąży paść.
- Nie - uśmiechnęła się słabo. - Obiecaj mi, że nie powiesz Draganowi o tym, co ci pokażę.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
Hayran KurguLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
