Świąteczny czas

5.8K 262 56
                                        


Czas gnał nieubłaganie, zapowiadając rychłe rozpoczęcie przerwy świątecznej. Tea już jakiś czas temu poinformowała prefekta o zamiarze zostania w zamku na czas świąt. Co prawda dostała zaproszenie na bal Bożonarodzeniowy do dworu Malfoy'ów, ale wprawnie się z tego wykpiła, uznając, że za wcześnie jeszcze na tajne operacje w domach szkolnych znajomych. Choć Draco, Dafne i Blaise uparcie starali się wpłynąć na jej decyzję, za każdym razem zdecydowanie odmawiała tłumacząc, że wolałaby spędzić ten czas jak najbliżej dziadka. Poniekąd wcale ich nie okłamywała - okres świąt już dawno planowała przeznaczyć na wizytę w swojej rezydencji. Chciała zabrać Albusa i Severusa do miejsca, które napawało ją szczególną dumą - swojej pracowni. Na tydzień przed świętami uczniowie wracający do domów opuścili mury szkoły. Błękitnooka pożegnała Greengrass, Malfoy'a, Zabini'ego i Granger czyniąc tym samym zadość koleżeńskiemu obowiązkowi. Dumbledore już wcześniej poinformował ją, że Harry wraz z Ronem nie planowali odwiedzenia domów. Dodatkowy plus. Miała doskonałą okazję do umocnienia swojej relacji z panem Potterem, a i wizja przesiadywania z Weasley'em jakoś ją cieszyła. Godzinę przed odjazdem Expressu, Hogwart niemal całkowicie opustoszał. Wreszcie mogła na swój sposób odpocząć, wolna od niechcianych spojrzeń i uwagi innych uczniów. Oprócz niej z wychowanków Slytherinu została jedynie dwójka - starszych od jej obecnego wcielenia dzieciaków, których praktycznie nie znała. Spotykając się w Pokoju Wspólnym ograniczali się do kurtuazyjnego wymienienia uprzejmości i niewiele więcej - całkowicie jej to odpowiadało, nie miała zbytniej ochoty na sztuczne poszerzanie kręgu znajomych. Późnym popołudniem udała się do gabinetu dyrektora, gdzie zgodnie z ustaleniami czekali na nią Albus wraz z Severusem. Przywitała się z nimi krótko i nie tracąc czasu przeniosła ich do rezydencji, korzystając ze swoich unikatowych zdolności. Nim na dobre zdążyli stanąć na wypolerowanej posadzce, niezawodnie powitał ich Sten gnąc się elegancko w niskim, pełnym szacunku pokłonie. Choć starał się zachować profesjonalny wyraz twarzy, nie trudno było zauważyć, że wizyta pani sprawiła mu niemałą radość.

- Witaj w domu, Lady Crown. Paniczu Dumbledore. Profesorze Snape.

Stworzonko nie szczędziło tytułów ani przesadnych uprzejmości, chyląc czoła przed każdym z gości. Swą panią określał mianem Lady jedynie przy innych, wiedząc o tym, że nie szczególnie za tym przepadała. Dziewczyna porwała go bez uprzedzenia w ramiona i z nieukrywaną radością musnęła lekko jego policzek. Nie mógł się nie uśmiechnąć - jego ukochana Lady była zdumiewająco serdeczną istotą.

- Czemu tak pompatycznie, Sten? Miło cię widzieć! Gdzie zapodziałeś resztę? - rozejrzała się w poszukiwaniu pozostałych skrzatów.

- W kuchni, pani. Właśnie szykowaliśmy kolację - odchrząknął skrzat, gdy panna Crown postawiła go na podłodze.

- Zaprowadź proszę Albusa i Severusa do drzwi pracowni. Za chwilkę do was dołączę.

Płomiennowłosa raźnie ruszyła w stronę kuchni, podrygując uroczo przy każdym kroku. Sten odprowadził ją wzrokiem, powstrzymując oznaki wzruszenia. Spodziewał się, że jego pani nigdzie się nie ruszy bez należytego przywitania pozostałych skrzatów. Stworzonko uśmiechnęło się delikatnie - wielkim było ich szczęście, że służyli właśnie Lady Crown. Niepewnie przeniósł wzrok na mężczyzn, momentalnie poważniejąc. Nie przepadał za czarodziejami - skrzaty z ich rąk doświadczyły zbyt wielu niegodziwości. Nawet dłuższa znajomość z paniczem Dumbledorem nie zmieniła jego zadania o tych ludziach - wśród wszystkich barbarzyńców musiał znaleźć się, chociażby jeden, poczciwiec.

- Panowie pozwolą - niechętnie wyciągnął dłonie ku gościom.

Dumbledore chwycił dłoń skrzata bez wahania, ale z Severusem było zdecydowanie gorzej. Mistrz eliksirów nie miał najmniejszej ochoty na bratanie się ze skrzatami - odzywały się w nim resztki przekonań o których dawno temu powinien był zapomnieć. Snape ugiął się pod naciskiem zniesmaczonego spojrzenia dyrektora, z niezadowoleniem zaciskając palce na drobnej dłoni. Sten przeniósł ich wprost pod drzwi pracowni swej pani, kompletnie ignorując niechęć czarnowłosego czarodzieja wobec niego. Nie obchodziło go niczyje zdanie, poza tym wyrażanym przez panienkę Crown - to jej służył najlepiej, jak potrafił i to w jej oczach chciał być niezawodnym kompanem. Czekał wraz z mężczyznami na pojawienie się gospodyni, czujnie obserwując każdy ich ruch. Nie robili nic niepokojącego - rozglądali się wokół, mniej nachalnie niż się spodziewał. Za ich plecami ciągnął się pogrążony w półmroku, wąski kamienny korytarz, a przed sobą mieli litą skałę - pozbawioną jakichkolwiek odznaczających się elementów ruchomych. Przytłaczająco klaustrofobiczne otoczenie rozbudzało w nich niepokój, ale nie musieli zbyt długo czekać na płomiennowłosą. Lady z radosnym uśmiechem wyłoniła się z ciemności, łagodnie spoglądając na starego skrzata.

Córa rodu Phoenix.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz