Minerwa szybkim krokiem przemierzała boczne uliczki, wijące się ciemnymi wstęgami poza głównym gwarem Pokątnej. Dumbledore otrzymał niepokojącą wiadomość od starego przyjaciela i to ją wyznaczył do sprawdzenia tej rewelacji - sam zajęty był innymi, pilnymi sprawami. Ponoć Syriusz Black był widywany późnymi wieczorami, przy podejrzanym sklepiku zielarskim. Westchnęła ciężko, głębiej nasuwając kapelusz. Uczyła tego chłopaka i jakoś wierzyć jej się nie chciało, by dobrowolnie wziął się za szlifowanie umiejętności. Zwłaszcza, gdy chodziło o eliksiry, które w szczególności nie przypadły mu do gustu. Również to, że miałby beztrosko spacerować po zatłoczonej dzielnicy, budziło w niej mocne wątpliwości. Black był inteligenty. Tylko czyste szaleństwo mogłoby skłonić go do wychylania się, jeśli nie był do tego bezwzględnie zmuszony. Z drugiej strony... potrafił być wyjątkowo lekkomyślny, a lata uwięzienia musiały odcisnąć na nim swoje piętno. Tak, czy inaczej powinna jak najszybciej sprawdzić, co się tu działo i wracać do zamku. To miejsce... budziło niepokój - zwłaszcza nocą. Zacisnęła mocno wargi, starając się ignorować podejrzanych ludzi, stojących w bramach lub wąziutkich, brukowanych uliczkach. Pełno tu było mrocznych zakamarków, do których nie miała najmniejszego zamiaru się zbliżać. Czuła na sobie ukradkowe spojrzenia, jednak nieznajomi szybko tracili nią jakiekolwiek zainteresowanie - na całe szczęście. Od sklepu zielarskiego dzieliło ją ledwie 300, góra 400 metrów. Planowała zmienić się w kota, gdy będzie miała go w zasięgu wzroku i w tej postaci spokojnie obserwować wejście. Ponieważ nie działo się nic szczególnie alarmującego, a do celu nie miała tak znowu daleko, pozwoliła sobie na chwilę nieuwagi. Straciła koncentrację, mimowalnie odpływając myślami ku szkolnym obowiązkom. Nie zauważyła nawet, że mroczne cienie stałych bywalców rozpłynęły się w wieczornej szarudze. Została na ulicy całkiem sama i to był fatalny błąd. Pierwszy cios spadł na nią dosłownie znikąd. Napastnik najwyraźniej celował w tył głowy, jednak ręka mu się omsknęła w efekcie czego oberwała w bark. Zdezorientowana pospiesznie zacisnęła palce na różdżce, jednak zanim na dobre zdążyła się odwrócić, ogłuszyło ją mocne uderzenie w twarz. Czarownica zatoczyła się niebezpiecznie i uderzyła plecami w obskórną, brudną ścianę budynku. Dostrzegła dwie sylwetki. Sądząc po posturze, prawdopodobnie byli to mężczyźni, jednak nie była w stanie jednoznacznie tego stwierdzić, przez wzgląd na kaptury, przysłaniające ich twarze. Jeden z nich celował w nią różdżką, drugi gwałtownie doskoczył bliżej, zaciskając palce na pasku torby, którą miała zarzuconą na ramię. Wszystko wskazywało na to, że chcieli ją okraść i nie należeli do osobników, bawiących się w uprzejmości. Nie miała przy sobie niczego szczególnie cennego, więc łudziła się, że jeśli odda im torbę, to zostawią ją w spokoju. Ta nadzieja szybko okazała się złudna. Napastnik nagle stracił zainteresowanie łatwym łupem i zamachnął się po raz kolejny, tym razem celując w okolice klatki piersiowej kobiety. Szybko oceniła swoje szanse. Nie wyglądało to dobrze... Działając instynktownie starała się wyszarpnąć, jednak tylko pogorszyła sprawę. Nieznajomy kopnął ją w kolano, zmuszając do porzucenia planów ucieczki. Nie było tu nikogo, poza ich trójką. Żadnej żywej duszy, oprócz kobiety, atakowanej przez dwóch agresorów. Jedyne, co mogła zrobić, to osłonić się niezdarnie ramionami, by złagodzić skutki kolejnego uderzenia.
- Nikt wam nie mówił, że facet bijący bezbronną kobietę, to zwyczajna cipa?
Otworzyła szeroko oczy, w lot rozpoznając ten głos oraz charakterystyczny, kpiący ton. Spojrzała w lewo i na kilka sekund zapomniała, jak się oddycha. Pośród gęstniejącego mroku jaśniały demoniczne, turkusowe tęczówki. Blada poświata księżyca padała wprost na przybysza, nadając mu jakiegoś dziwnego, nadnaturalnego uroku. Co on tu robił?
- Spierdalaj, albo będziesz następny! - krzyknął mężczyzna, trzymający różdżkę.
Od masywnych ścian budynku odbił się maniakalny, upiorny chichot. Ten przerażający dźwięk niósł się pustymi uliczkami, paraliżując całą trójkę. Minerva poczuła się, jakby przeniesiono ją do zupełnie innego świata. Rzeczywistość stała się osobliwym placem zabaw, służącym zapewnieniu rozrywki nieobliczalnemu królowi. Niemalże poczuła pieczenie w miejscu, w którym ugryzł ją nie tak dawno temu. Napastnicy najwidoczniej również poddali się niewytłumaczalnej presji. Ten który ją atakował, odskoczył jak poparzony, wpatrując się w nieproszonego gościa. Nim zdążyli wykonać taktyczny odwrót, było już za późno. Luther w ułamku sekundy znalazł się przy jednym z nich, na wstępie łamiąc mu rękę, jakby była ledwie zapałką. Ranny chciał krzyczeć, jednak Kolekcjoner przyłożył mu smukły palec do ust, ku jego całkowitej konsternacji.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanfictionLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
