Syriusz siedział w gabinecie, który wcześniej należał do Ravena. Czuł się w tym miejscu obco, jednak spędzał w nim tak wiele czasu, że miał już jako takie rozeznanie, gdzie czego powinien szukać. Solidny, toporny blat biurka w całości zawalony był raportami, które nieustannie spływały do Indrahill. Początkowo nie potrafił sobie jakoś ich uporządkować, lecz Ravi ułatwił mu robotę, przekazując bezcenne wskazówki organizacyjne - wypracowane podczas lat pełnienia funkcji dowódcy. Wyprostował się na krześle, słysząc subtelny trzask kości, wracających na swoje miejsce. Przesunął chłodną dłonią po zmęczonej twarzy, starając się nieco rozbudzić. Od bladego świtu ślęczał nad dokumentami, jednak zatwierdził ledwie kilka próśb o wysłanie łączników. Reszta wydała mu się zbyteczna, dlatego zdecydował, że nie było potrzeby nadwyrężania szeregów jego dywizji. Sięgnął po paczkę papierosów, wciśniętą w kieszeń spodni, po czym wygrzebał zapalniczkę. Odpalił papierosa, opierając kark na ramie krzesła. Wpatrywał się w sufit, na chwilę odbiegając myślami od pracy, która dopiero niedawno przestała go przytłaczać. Chciał dzisiaj wrócić do rezydencji i spędzić trochę czasu z Luniaczkiem. Uśmiechnął się kącikiem ust. Remus całkiem wsiąkł w zgłębianie zachwycającego, bogatego księgozbioru Lady Crown. Nie znał większości języków, w których spisano najbardziej interesujące dzieła, jednak Vallerin zostawiła mu notatki i podręczniki, dzięki którym mógł je rozczytać na tyle, by względnie poznać treść. Starsze, bardziej skomplikowane tomy były daleko poza jego zasięgiem, o czym płomiennowłosa wiedziała doskonale, dlatego pokazała mu cały regał z tłumaczeniami własnego autorstwa. Lupin dość szybko poczuł się w posiadłości, jak u siebie w domu, ale wizja zostania tam całkiem samemu podcięła mu skrzydła. Black wypuścił obłok dymu. Jego przyjaciel zdawał się mocno przywiązać do gospodyni, z którą spędzał dużo czasu - aż za dużo. Erin chętnie uczyła nowego domownika tajników magii, niejako przy okazji szkolenia swojego Strażnika. Przy wspólnych posiłkach nie mogli się nagadać, poruszając tematy, które jego samego albo nudziły, albo przerastały. To Lunio był tym mądrym i nic się tu nie zmieniło, od szkolnych czasów. Nigdy nie miał duszy naukowca, woląc działanie od mozolnego pogłębiania wiedzy. Rzadko kiedy mógł się włączyć do rozmowy na wzniosłe tematy, czując się przy Erin i Remusie jak głupkowaty mięśniak, z całkiem niczego sobie facjatą. Pod sam koniec wakacji zaczął podejrzewać, że Luniaczek zauroczył się w pannie Crown i to bynajmniej nie z powodu jej niesamowitego intelektu. Rozpoznawał ten subtelny uśmiech. Widział błysk w zielonych oczach, pojawiający się za każdym razem, gdy Vallerin była blisko. Sam nie wiedział, co o tym myśleć. Kochał Remusa jak brata i pewnie właśnie z tego powodu było mu tak ciężko na sercu. Jeszcze w szkole zdarzało im się rywalizować o uwagę pięknej damy, jednak nigdy nie brali tego za szczególnie poważnie, stawiając przyjaźń wysoko ponad dziewczynami. Tylko że... nie byli już beztroskimi smarkaczami. Vallerin nie była jakąś tam śliczną kobietą, tylko miłością jego życia. Pewnie mógłby tak się zadręczać jeszcze przez kilkanaście minut, ale gwałtowny huk otwieranych drzwi mu to uniemożliwił.
- Sargas!
Lio jak huragan wpadł do gabinetu, podbiegł do byłego skazańca i niemalże wpakował mu się na kolana, najwidoczniej mocno czymś poruszony. Syriusz zgasił papierosa, po czym wstał z krzesła, dając tym samym Ogarowi przyzwolenie, aby uwiesił się na jego ramieniu.
- Co się dzieje? - spojrzał na blondyna szczerze zaniepokojony.
- Staruch na mnie krzyczy!
Jarri ostentacyjnie wskazał na drzwi, zza których dobiegało charakterystyczne stukanie. Czarodziej uśmiechnął się pod nosem, automatycznie sięgając po maskę, którą miał pod ręką. Devitte już od dłuższego czasu przebywał w Indrahill, non stop mierząc się z czujnym wzrokiem Lionela. Blondyn był za niego osobiście odpowiedzialny i mocno wziął sobie to do serca, jednak między tymi dwoma od samego początku był pewien rodzaj napięcia, które - póki co - nie przybrało konkretniejszych kształtów. Starszy człowiek w końcu dokuśtykał do gabinetu, z ulgą na twarzy opierając się o futrynę. Z daleka słyszał podniesiony głos Jarri'ego i szczerze mówiąc był wkurzony jego zachowaniem. Negocjacje z Draganem wcale nie przypominały negocjacji, co jakoś za szczególnie go nie zdziwiło. Prawdę mówiąc Kolekcjoner postawił go przed faktem dokonanym, nie akceptując żadnego słowa sprzeciwu. Z tym większego problemu nie miał, ale co Lutherowi strzeliło do głowy, by wepchnąć go wprost w łapy jednego ze swoich Ogarów?! Jarri. Słyszał ten pseudonim tak wiele razy... Informatorzy Legionu wypowiadali się o nim, jakby był jakimś starożytnym bogiem, widzącym każdy ich ruch. Jedni wspominali go jako beztroskiego chłopca, inni dosłownie drżeli na dźwięk tego imienia, upatrując w nim kapryśnej bestii. Ta opinia powtarzała się najczęściej, dlatego wolał zakładać, że miał do czynienia z potworem i jak na razie nic nie wskazywało na to, by się pomylił.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanficLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
