Luther przeniósł ich na początek brukowanej ścieżki prowadzącej ku rezydencji. Natura wokół odżyła, odzyskując swe bijące, ciepłe serce ukryte przed światem w kunsztownych murach dworku, królującego na wzgórzu. Niezliczone odcienie zieleni lasu tańczyły swobodnie na delikatnym, chłodnym wietrze. To miejsce nareszcie prezentowało się jak powinno - niczym spokojna oaza pośród szarej codzienności. Dragan wyciągnął szyję, by lepiej czuć na skórze kojące podmuchy. Kochał to miejsce. Poświęcił Blackowi więcej czasu, niż na dobrą sprawę posiadał, ale nie żałował podjętej decyzji. Zerknął na towarzysza kątem oka i uśmiechnął się delikatnie. Dziwny dzieciak. Gdy Ravi poinformował go o dość niespodziewanej i niepokojąco szybko postępującej zmianie w zachowaniu czarodzieja, od razu wiedział, gdzie upatrywać źródła problemu. Syriusz Black z całą pewnością był idealną zwierzyną dla Otchłani, a on nie miał najmniejszego zamiaru dać tej dziwce tego, czego tak bardzo pożądała. Bardziej przemawiała przez niego czysta przekora, niż jakiekolwiek przejawy choroby, nazywanej troską - to znacznie bardziej pasowało do Vallerin, niż do niego. Jakiekolwiek nie byłyby jego prawdziwe motywacje, nie zmieniało to faktu, że zaczynał coraz bardziej lubić tego szarookiego pchlarza. Nie żartował mówiąc, że powitałby Syriusza w gronie swoich braci z otwartymi ramionami, jednak miał poważne wątpliwości, czy Black poradziłby sobie z dźwiganiem takiego brzemienia. Po ustaniu pogromów, Ethan przejął obowiązki głowy zdziesiątkowanego rodu, skupiając się przede wszystkim na zorganizowaniu ocalałym bezpiecznego schronienia w świecie, który ich zdradził. Turkusowe oczy rozbłysły lodowato. On sam zdecydował się stanąć na czele zbrojnego ramienia wyniszczonego klanu, początkowo planując jedynie zniszczyć półświatek, stojący za zorganizowaniem masakry - z czasem wsiąkając w niego coraz to głębiej. Szybko rozeznał się w panujących tam zależnościach, ostatecznie decydując się na zemstę znacznie bardziej przewrotną i bolesną. Zamiast zmieść w proch półświatek, postanowił nim zawładnąć i zmusić go, do padnięcia na kolana przed wolą rodu Luther. Za takim rozwiązaniem przemawiał jeszcze jeden argument...Krew Lutherów przez bardzo długi czas krążyła w podziemnym handlu, częstokroć służąc do tworzenia wymyślnych artefaktów, o zaskakujących właściwościach. Poczuł, że musi je odzyskać i złożyć w krypcie Indrahill, tuż obok kości poległych. Tego wymagało jego własne, dość wypaczone poczucie sprawiedliwości. Właśnie...Indrahill. Powinien jak najszybciej odstawić Syriusza do rezydencji, wyjaśnić nieco Vallerin sytuację, ewentualnie zgarnąć opierdol za samowolkę i wrócić do ponurego zamku. Stęsknił się za swoimi braćmi, choć okazywał to na swój patologiczny, mocno wątpliwy sposób. Dni takie jak ten, gdy mogli spędzić czas wszyscy razem, zdarzały im się nie częściej niż raz na 30-40 lat. Liam, Jean, Akiva i Lio byli mu bratnimi duszami, a ich odrodzenie się w Otchłani z jednej strony potwornie go rozzłościło, z drugiej ucieszyło. Nie był już dłużej całkowicie osamotniony w swoim szaleństwie i cynicznym, wyrachowanym spojrzeniu na świat. Żałował tylko, że nie mogli spotykać się z Vallerin - podjął już co prawda pewne kroki w tej sprawie, lecz efektu nie mógł być pewien. Powtórnie spojrzał na Syriusza i prychnął rozbawiony. Czarodziej szedł obok niego bez słowa, coraz to bardziej ponury i niepewny. Zapewne wcale nie przemyślał decyzji o powrocie, przez co właśnie mierzył się z natłokiem uciążliwych myśli. Dziwny dzieciak...przetrwał niezły emocjonalny rollercoaster w Indrahill, więc powinien radośnie podskakiwać na samą myśl o powrocie, zamiast przejmować się głupotami. Luther, uśmiechając się półgębkiem, klepnął ramię kundla, chcąc dodać mu w ten sposób otuchy.
- Oddychaj, słoneczko! - roześmiał się perliście - Vallerin przecież cię nie udusi. Lepiej o mnie byś się pomartwił!
- Pomartwię się za nas obu...
Ton Blacka do reszty rozbawił Dragana. Czarodziej brzmiał jak jakiś skazaniec, niepewny tego, czy za drzwiami czekan na niego upragniona wolność, czy też okrutna śmierć. Zdecydowanie nawet przez chwilkę nie pomyślał, z czym wiązała się decyzja o powrocie. Tutkusowooki, w przypływie nagłej serdeczności, położył silną dłoń na głowie szarookiego i bezlitośnie potargał jego ciemne włosy. Taki gest zawsze kojarzył mu się z zachowaniem starszego brata, chcącego nienachalnie okazać cieplejsze uczucie młodszemu. Syriusz Black III, pomimo ponad trzydziestki na karku, w jego oczach wciąż był wystraszonym gówniarzem i tak zamierzał go traktować - jak zagubionego chłopca, nieprzygotowanego na realny bój z otaczającym go światem.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
Fiksi PenggemarLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
