Brat I Siostra

2.2K 153 107
                                        


Panna Dumbledore siedziała na szerokim, kamiennym parapecie, otoczona grupką znajomych z różnych domów. Wśród towarzystwa dominowała oczywiście zieleń, jednak można było dostrzec pośród niej wyraźne wstęgi błękitu, żółci oraz czerwieni. Jej kompanami były przede wszystkim dziewczęta, wciąż żywo wspominające niedawny bal. Minęło co prawda już dobrych kilka dni, lecz ten temat nieustannie królował na szkolnych korytarzach. Black zrobił piorunujące wrażenie, głęboko zapadając w pamięć młodziutkich, rozemocjonowanych czarownic. Dziewczyny - z wypiekami ciekawości na twarzach - słuchały w kółko opowieści o przystojnym, czarującym bracie Dragana, który szturmem wdarł się w życie księżniczki Hogwartu, kradnąc jej chłodne, zdystansowane serduszko, niedostępne dla szkolnych kolegów. Pojęcia nie miała, skąd Lutherowi wzięła się opowiastka o jej rzekomym, pierwszym spotkaniu z Ianem, która brzmiała jak zaczerpnięta rodem z książek o nastoletnich romansach. Osobiście uważała, że prawdziwa historia jej relacji z Syriuszem była znacznie bardziej fascynująca, jednak gryzła się w język, podążając za narracją narzuconą przez króla podziemia. Bezwiednie uśmiechnęła się kącikiem ust. Ten wieczór... spędzony z Syriuszem... był dla niej magicznym przeżyciem. Stał się jednym z najcenniejszych wspomnień, w jej długim, pokręconym życiu. Kiedy pan Black był obok, wszystko inne traciło na znaczeniu. Po prostu nie była w stanie oderwać wzroku od jego oczu. Te srebrzyste tęczówki... głębokie i hipnotyzujące... nieodgadnione, niczym poświata księżyca w pełni. Dostrzegała w nich cienie intrygujących tajemnic, które pragnęła niespiesznie zgłębiać. Pod ujmującą, niemalże dziecinną radością życia skrywały się makabryczne, przygnębiające blizny, które przyprawiały ją o ciarki. Drażniły ją. Nie przez samą swą obecność, a fakt, że były tymi, których nie mogła uleczyć. Nie mogła wyzwolić Blacka od ciężaru przeżytych traum. Nie mogła i nie chciała wyrywać kawałka duszy, który pozwolił mu stać się tym, kim był obecnie - choć tliła się w niej iskra żalu. Mogła tylko być przy nim i robić wszystko, by ten przeraźliwy ból zelżał. Robić dokładnie to, co on dla niej. Poprawiła włosy, celowo opuszczając płomienistą kotarę na twarz, by ukryć przed znajomymi rumieńce. Syriusz posiadał doskonałe wyczucie, czym nieustannie ją zaskakiwał. Jego słowa, spojrzenia, żarty, gesty, zaczepki, uśmiechy, milczenie... zawsze pojawiały się w tym jednym, idealnym momencie, perfekcyjnie wpasowując się w jej nastrój. Subtelnym dotykiem potrafił odegnać całe napięcie po ciężkim dniu, pozwalając jej się zrelaksować. Wspomnienie jego męskiego, czarującego śmiechu dźwięczało w jej uszach. Zapach jego perfum w ułamku sekundy ją uspokajał. Syriusz Black był jej własną oazą bezpieczeństwa. Pogrążona w myślach - uciekających w kierunku uszczypliwej tęsknoty - ignorowała otaczający ją gwar, co jakiś czas zdobywając się na mało wnikliwe, neutralne komentarze. Rozmowy zeszły na typowo szkolne sprawy, krążące wokół nieszkodliwego obgadywania nauczycieli oraz co po niektórych, bardziej problematycznych uczniów. Z czasem przyłączyła się do śmiechów i nawet zaczęła mocniej się udzielać, rozbawiona szczerym oburzeniem niektórych kompanów, spowodowanym zachowaniem Severusa, który ostatnimi czasy stał się jeszcze bardziej zasadniczy i wymagający. Ochota na uśmiechy przeszła jej gwałtownie. Kątem oka zauważyła czarnego, dość dużego motyla, który wdarł się do wnętrza budynku przez uchylone okno. Błyszczące, smoliste skrzydełka, w promieniach gasnącego słońca, połyskiwały głębokim fioletem, przyciągając nie tylko jej wzrok. Wyciągnęła białą dłoń w kierunku nietypowego owada. Mały przybysz skorzystał z uprzejmego gestu, sadowiąc się wygodnie na jej palcu.

- Jaki śliczny! - zaintrygowana Hermiona uśmiechnęła się szeroko - Ciekawe, co to za gatunek. Pierwszy raz takiego widzę.

Podeszła bliżej Ślizgonki, żeby móc lepiej się przyjrzeć. Zauroczona motylem, przysunęła palec, licząc na to, że przejdzie na jej dłoń, lecz tak się nie stało. Owad zatrzepotał skrzydłami, nie ruszając się z ręki płomiennowłosej. Przez blisko minutę wykonywał bliżej nieokreślone ruchy, przypominające baśniowy taniec, budząc tym zachwyt wśród dzieciaków. Panna Dumbledore taka oczarowana nie była. Ten piękny owad był posłańcem, a skoro zjawił się za dnia... Poczuła gęsią skórkę na ramionach i zacisnęła mocno zęby, aby zdławić niepokój. Musiała się spieszyć. Motyl, wykonawszy swoje zadanie, zgrabnie wzbił się w powietrze, bezbłędnie odnajdując drogę powrotną na wolność. Błękitnooka zsunęła się z parapetu, miękko wylądowała na zimnej podłodze i pospiesznie sięgnęła po swoją torbę, leżącą na ziemi. Pomimo poddenerwowania utrzymała radosny, beztroski wyraz twarzy, zarzuceniem torby na bark jednoznacznie deklarując zamiar opuszczenia towarzystwa.

Córa rodu Phoenix.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz