Aira wyszedł przed dom i skierował się ku malutkiej, drewnianej altanie, w której trzymał swój sprzęt do surfingu. Posiadał w kolekcji kilka desek, jednak najczęściej korzystał z jednej - czerwonej, przyozdobionej kilkoma złotymi, niespotykanymi symbolami. Chwycił ją pewnie, chcąc spędzić popołudnie na swoim ulubionym zajęciu, skoro nie miał już niczego lepszego do roboty. Spojrzał w czyste, bezchmurne niebo, uśmiechając się szeroko. Pogoda z całą pewnością dopisywała, więc i fale powinny być satysfakcjonujące. Od bardzo dawna był zakochany po uszy w oceanie. Pojęcia nie miał, czy to przez jego nieodkryte tajemnice, przytłaczający bezkres, czy też przerażająco kapryśną naturę. To nie miało większego znaczenia. Zwyczajnie kochał niepokorne odmęty oceanicznych wód. Napawał się ich niepowtarzalnym urokiem zawsze, gdy trudy człowieczego żywota dawały mu w kość - tak jak dziś. Powoli zszedł na prywatną, osłoniętą skałami plażę i westchnął, zrozumiawszy, że nici z jego planów. Elias leżał na rozgrzanym piasku, jakieś półtora metra od linii wody. Zgiętą ręką zasłaniał oczy, wsłuchując się w kojący śpiew słonych fal. Rozpięta, ciemna koszula łopotała na wietrze, nijak nie burząc uspokajającej symfonii. Aira odłożył deskę i lekkim krokiem podszedł do Phoenixa. Dla postronnego Lord mógł wyglądać, jakby spał, ale on wiedział, jak dalekim od prawdy było takie założenie. Usiadł obok bruneta, przez dłuższą chwilę milcząco dotrzymując mu towarzystwa. Elias musiał być zmęczony i poddenerwowany, więc głupotą byłoby za szybko wymagać od niego rozmowy. Blondyn cierpliwie patrzył przed siebie, rozmyślając o tym, co mogło skrywać się daleko poza linią horyzontu.
- Ciężki dzień? - w końcu przerwał, zalegającą między nimi, ciszę.
- Nie najlepszy - Lord przemówił łagodnym tonem.
Strażnik uśmiechnął się pod nosem, dostrzegając, mało oczywiste, zaproszenie. Położył się w taki sposób, by jego głowa znajdowała się obok głowy kompana. Nie potrafiłby zliczyć, ile razy leżeli na tej plaży, dyskutując o rzeczach, które nie powinny wyjść poza ściśle określone grono. Elias często spędzał tu długie godziny, bez reszty pogrążając się w rozmyślaniu o decyzjach, które zmieniły jego życie w istny tor przeszkód. Bywało, że wracał do domu ze swoich wypraw, ale nawet nie odwiedzał budynku - siedział na plaży, aż musiał wrócić do obowiązków. Uwielbiał to miejsce i cieszył się, mogąc dzielić je z Airą.
- Opowiesz? - blondyn przymknął oczy, nieprzyjemnie drażnione promieniami słońca.
- Nie ma czego opowiadać - Phoenix wzruszył ramionami. - To samo, co zazwyczaj.
- Chcesz się poddać? - w przyjemnym głosie mężczyzny wybrzmiała ostra, niepasująca nuta.
- Taka opcja nie wchodzi w grę - uśmiechnął się ulotnie. - A jak tobie mija dzień?
- Leniwie - zaśmiał się miękko. - Rano wpadł Flavio, ale nie został za długo.
- Chciał czegoś konkretnego?
- Pytał, czy wyskoczę z nim i Bertem na weekend do Vegas. Stara śpiewka - podsumował radosnym tonem.
- Chlanie, hazard i panienki? - Elias roześmiał się swobodnie.
Aira przez moment zwlekał z odpowiedzią, zasłuchany w ten cudowny dźwięk. Uwielbiał śmiech Eliasa. Był bardzo męski, przyjemnie twardy i tak niecodzienny, że nie miał śmiałości ani go przerywać, ani zagłuszać. Dopiero gdy Lord umilkł, postanowił się odezwać.
- Dokładnie, chociaż to ostatnie nie jest w moim guście. Tym razem daruję sobie eskapadę.
- Dlaczego? Myślałem, że lubisz ich towarzystwo.
- Bo lubię! - odwrócił głowę, patrząc na profil kompana - Nie dawałeś znaku życia przez dwa tygodnie. Wolę spędzić weekend z tobą, skoro wróciłeś.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanficLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
