Arien opuścił swoje laboratorium, trzymając w dłoniach wyniki najnowszych badań. Obrzucił karcącym spojrzeniem jednego z kamerdynerów, który nieopatrznie stanął mu na drodze. Speszony mężczyzna wycofał się pospiesznie, śląc swemu panu wylewne słowa uniżonych przeprosin. Lord Arien bywał niezwykle srogi dla swoich pracowników – zwłaszcza, gdy coś zaprzątało jego myśli – do czego zdążyli się już przyzwyczaić. Od kilku dni snuł się po korytarzach swego wytwornego, misternie wykonanego zamczyska, rozstawiając ich po kątach. Mistyczny niekoniecznie miał ochotę ukrywać gniew, który wzbudziła w nim nieoczekiwana wizyta jednego z braci. Damon zjawił się w progach jego domu bez słowa uprzedzenia, a stan w jakim się znajdował, zmroził mu krew w żyłach. Paskudne, jątrzące się rany pokrywały większość jego ciała, przyczyniając się do powstania wysokiej gorączki, z którą Mistyczni niezwykle rzadko musieli się borykać. Cieniutkie, głębokie cięcia poważnie uszkodziły Hierofanta i nie chciały poddać się bezwzględnym prawom regeneracji, więc zmuszony był zmienić utartą praktykę i postawić na rozwiązania, sprawdzające się w przypadku śmiertelnych. Ich ludzkie formy nie były może doskonałe w każdym calu, jednak stulecia doświadczeń nauczyły wszystkich członków rodziny, jak wydobywać ich pełen potencjał – co zazwyczaj wystarczało od odrodzenia, do odrodzenia. Pomimo nieśmiertelności, oni również odczuwali ból, dlatego zdecydował o wprowadzeniu brata w głęboki, leczniczy sen, z którego wybudził go dopiero dzisiejszego ranka. Westchnął cicho, odwracając wzrok od schludnych, przejrzystych zapisków. Musiał o tym wszystkim spokojnie pomyśleć, zanim dojdzie do rozmowy, na którą nie miał specjalnej ochoty. Znał się na swoim fachu jak mało kto i doskonale wiedział, że tylko inny Phoenix byłby w stanie tak poważnie uszkodzić któregokolwiek z pozostałych. Był jeszcze Samael, ale on nie zniżał się do subtelności – prędzej pozbawiłby Damona kończyn, albo oszpecił mu twarz. Powtórnie zerknął na notatki, zagłębiając się w ich treść. Uważnie analizując obrażenia oraz skomplikowaną historię ich rodziny, doszedł do przerażającego i jedynego logicznego wniosku. Żaden z jego braci nie posługiwał się podobną techniką, więc zapewne chodziło o Vallerin, co pasowało do zebranych informacji. Nietypowe rany musiały powstać wskutek działania skoncentrowanej, do granic absurdu, antymagii, wrzynającej się z diabelną precyzją w powierzchnię ciała, grubości ludzkiego włosa. Przypominało to makabryczną plątaninę destrukcyjnych, wyniszczających nici, wbijających się coraz to głębiej i głębiej w skórę. Widział ślady ich działania nawet na kościach, co przyprawiło go o gęsią skórkę. Taki rodzaj ataku...gdyby Lady tego chciała...mogłaby dosłownie poszatkować Damona. Początkowo nie mógł w to uwierzyć, ale nie dało się zignorować czystych faktów. Wolał nie wyobrażać sobie, co zaszło między tą dwójką, skoro Vallerin użyła siły. Od wielu, wielu lat szarpali jej nerwy – niekiedy celowo – a ona nigdy nie straciła nad sobą panowania, nie mówiąc już o zaatakowaniu w tak... bestialski sposób. Zirytowany niewiedzą, pchnął solidne drzwi gościnnej sypialni, w której ulokował Hierofanta. Musieli sobie porozmawiać! Co ten kretyn znowu wywinął? Czego się dopuścił, skoro siostra zdecydowała się przypomnieć im wszystkim o swojej potędze? Kątem oka zerknął na brata, który siedział na łóżku, zaplatając palce wokół glinianego kubka, z zimną już herbatą. Wpatrywał się uparcie w drobne szramy na dłoniach.
– Vallerin? – Arien podszedł do niego i przysiadł na krawędzi posłania. Na dobrą sprawę nie musiał pytać, jednak chciał bezpośredniego potwierdzenia domysłów.
– Niestety – Damon wymamrotał bezbarwnie, wciąż oglądając swoje ręce.
– Co się stało, do cholery?! – gospodarz podniósł głos, mając dość tego zawieszenia – Czym ją sprowokowałeś?!
– Skąd pomysł, że to ja zacząłem? – uśmiechnął się cwaniacko.
– Obydwaj wiemy, że nigdy nie podniesie na nas ręki, jeśli nie damy jej cholernie dobrego powodu. Jeżeli chciałaby cię zabić, to już byłbyś raczkującym berbeciem. Darujesz sobie zabawy i przejdziesz do konkretów? Jeśli mam ci pomóc, muszę wiedzieć, co się dzieje.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanfictionLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
