Najgorszy z nich

2.2K 197 164
                                        


     Część oficjalna zebrania dowódców dobiegła końca, dając sygnał do rozpoczęcia swobodniejszego powitania nowego nabytku w szeregach Legionu. Dragan spojrzał kątem oka na Syriusza, uśmiechając się pod nosem. Black otoczony był liderami pozostałych oddziałów, którzy dość serdecznie przyjęli go w swoim gronie. Lio uwiesił się na ramieniu Sargasa, skutecznie rozluźniając całe towarzystwo. Szeroki uśmiech nie schodził z jego twarzy, a jadaczka mu się nie zamykała, co okazało się bardzo zaraźliwe. Jean i Liam trzymali się blisko zbiegowiska, całkiem często włączając się do rozmów – jak na ich standardy. Akiva krążył z butelkami różnorakich trunków, troszcząc się o to, by ich goście czasem nie wyszli z Indrahill trzeźwi. Kruczowłosy oparł się wygodnie o zimną ścianę, sącząc ciemny rum wprost z butelki. Szczerze mówiąc spodziewał się marudzenia, protestów, krzyków i całych tych upierdliwych problemów, towarzyszących wprowadzaniu zmian na wysokich stanowiskach. Był w pełni przygotowany na to, że będzie musiał w ostry sposób przypomnieć wszystkim, że to on tu rządził i ma gdzieś dziecinne przepychanki. Okazało się to zbędne, za co był wdzięczny – nie lubił bawić się w ogarnianie wesołego, wybuchowego cyrku. Skrzywił się mimowolnie, gdy jego wzrok powędrował w kierunku Arandy. Zielonooki trzymał się na dystans, pochłonięty swoją ulubioną czynnością – obserwował. Dragan był w pełni przekonany, że to właśnie temu facetowi zawdzięczał dzisiejszy spokój. Sius od bardzo, bardzo dawna był postrzegany, jako lider dowódców poszczególnych oddziałów. Trzymał w ryzach całe to tałatajstwo, szybko i skutecznie przypominając nadmiernie ambitnym, gdzie ich miejsce. Miał w sobie coś szczególnego. Pewien rodzaj brutalnego, stanowczego magnetyzmu, któremu ciężko było się oprzeć. Kolekcjoner westchnął pod nosem, nieoczekiwanie zirytowany kierunkiem, w którym odpływały jego myśli. Kiedy Legion zaczął przyjmować zorganizowaną formę, chciał by Aranda został jednym z Ogarów. Doskonale nadawał się do tej roli – nawet lepiej, od obecnych – ale to nie jedyny powód, czemu chciał trzymać go jak najbliżej siebie. Felipe był jedynym członkiem organizacji, którego szczerze się obawiał. Bezlitosnym skubańcem, chadzającym własnymi ścieżkami. Charyzmatycznym przywódcą, potrafiącym pociągnąć za sobą tłumy i kierować nimi wedle własnego uznania. Ludzie go uwielbiali, choć jednocześnie budził w nich strach. Darzyli go respektem, porównywalnym do tego, którym cieszył się sam król. Gdyby nie to, że Aranda był szalenie lojalny i bezgranicznie oddany rodzinie, musiałby poważnie zastanowić się nad koniecznością usunięcia go z drogi. Potrafił wzbudzać tak dziwny, niedający się zaszufladkować rodzaj niepokoju, że nawet Lio trzymał się od niego z daleka, co zdarzało mu się upiornie rzadko – współpracowali ze sobą i na tym kończyły się ich kontakty. Kolekcjoner miał olbrzymie doświadczenie w radzeniu sobie z bandą istnych szaleńców, jednak w żaden sposób nie potrafił wyczuć naturalnych, wewnętrznych granic Felipe. Nie dostrzegał jego słabych punktów, w które mógłby wbić bolesną szpilkę. Kiedyś sądził, że mógł być dość wrażliwy na krzywdę swojego wieloletniego asystenta, którego traktował, jak przyjaciela. Przeszło mu, gdy dotarła do niego wieść, iż Aranda strzelił kumplowi w twarz, kiedy okazało się, że po pijaku powiedział kilka słów za dużo, narażając ich misję. Nie miał bladego pojęcia, do czego tak naprawdę Sius był zdolny, ale coś mu podpowiadało, że w tym temacie mogli być do siebie aż za bardzo podobni. Z Felipe coś było mocno nie tak i wszyscy to czuli, chociażby podświadomie. Zapewne z tego powodu poczuł się bardzo nieswojo, patrząc na niego i Ravena w posiadłości. Zderzenie tego, jak postrzegał Felipe przez stulecia, a jego prywatnej, szokująco ludziej strony, wywołało potężny dysonans. Nie lubił być zaskakiwany na taką skalę. Odepchnął się od ściany i powolnym, majestatycznym krokiem podszedł do zielonookiego, który wciąż stał na uboczu, uważnie obserwując zebranych.

– Jak podoba ci się nowy dowódca? – zaczął swobodnie, od luźnego pytania.

– Skoncentrowany, bystry, otwarty na ludzi, wygadany – wzruszył ramionami. – Przestanie się stresować i może coś z tego będzie.

Córa rodu Phoenix.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz