Dragan szedł przed siebie, pogrążony w ponurych, ciężkich myślach. Przymknął oczy, chcąc przenieść się do czasów świetności niedostępnego, ponurego zamku. Niemalże słyszał śmiechy oraz gwar rozmów, toczonych na jasnych, wysmakowanych korytarzach. Indrahill niegdyś nie było tak ciche i przytłaczające – stanowiło bezpieczną przystań, w której biło serce ich rodu. Puste obecnie korytarze za dawnych lat tętniły życiem, goszcząc Lutherów, ściągających do nich ze wszystkich czterech stron świata. Nie było tu ani jednego wieczoru, nie wypełnionego muzyką, śpiewami oraz ucztami, rozciągającymi się na wszystkie trzy obszerne sale balowe. Spragnieni wiedzy krewniacy mogli swobodnie zaszyć się w ciszy ogromnej biblioteki, wypełnionej po brzegi dziełami literatury. W Indrahill nigdy nie brakowało miejsca dla nikogo. Setki przepięknych, różnorodnie urządzonych sypialni czekało z utęsknieniem na gości, oferując im spokojny odpoczynek. Cztery kuchnie pracowały niemalże non stop, troszcząc się o godne przyjęcie przybyszy i zaspokojenie potrzeb ich wysublimowanych kubków smakowych. Zamek jaśniał niewyobrażalnym, ciepłym blaskiem, spotęgowanym przez kontrast ciemnej skały, w którą go wkomponowano. Otworzył gwałtownie powieki, wracając do bezdusznej rzeczywistości. Tamte czasy odeszły dawno temu i nigdy już nie powrócą. Obszerne sady otaczające budowlę zdziczały, tworząc nieprzebrany gąszcz. Z dużego dziedzińca zniknęły srebrzyste ławy, na których jego krewni spędzali całe dnie, rozprawiając o wszystkim w blasku słońca. Brukowany jasnym kamieniem plac zmienił się w zimne, przerażające cmentarzysko tysięcy rzeźbionych czaszek. Majestatyczny posąg dobrotliwej bogini w bieli został zastąpiony przez przejmującą rzeźbę damy z krukiem na ramieniu. Odgłosy radosnego, beztroskiego życia raz na zawsze rozmyły się w ostrzegawczym szumie wzburzonych fal. Wszelkie ozdoby oraz antyczne meble zniknęły, pozostawiając wnętrza minimalistycznymi i surowymi. Ciemność spłynęła na wszystkie pomieszczenia, więżąc je w mroku, który znacznie bardziej pasował do obecnego przeznaczenia Indrahill. Turkusowooki podniósł wzrok, uśmiechając się kącikiem ust. To on dziesięciolecia temu zdecydował, że jasność powinna odejść w cień, więc zmienił Indrahill w czarny zamek, stojący samotnie pośród mglistej nicości. O dziwo ani Ethan, ani Urien nie protestowali przeciw tym zmianom, zostawiając dawną stolicę rodu w jego rękach. Ojciec nie odwiedził Indrahill ani razu od wielu lat, a Ethan wpadał tu tylko i wyłącznie z przymusu. To miejsce...stało się dla nich zbyt bolesne. Zerknął przez ramię na Blacka, który bez słowa szedł za nim. Czarodziej mechanicznie rozmasowywał szczękę, która wciąż niemiłosiernie go bolała – Jean nieomal zgniótł ją, jakby była ledwie pudełkiem zapałek. Syriusz nie zwracał większej uwagi na dziwne małomównego przewodnika, myślący tylko o jednym – jak u licha miał się wyplątać z tego bagna, jednocześnie zachowując życie? Teraz przynajmniej mógł być pewnym, że to właśnie temat Lady Crown był jakimś punktem zapalnym, zdolnym przeistoczyć względnie przyjaznego świra w agresywnego, brutalnego kata. Wcześniej nie miał wątpliwości, że Dragan chciał utrzymać go przy życiu, ale teraz...teraz niczego nie mógł już zakładać z pełnym przekonaniem. To gdzie tak właściwie szli przestało go obchodzić, podobnie jak cały ten ponury zamek – było w nim coś...przerażająco smutnego. Nieraz czuł się, jakby uderzały w niego delikatne fale dogłębnego żalu, który wtopił się w strzeliste, ciemne mury. Było to doświadczenie ulotne, lecz na tyle dziwne, że nie mógł pozostać na nie obojętnym. Gdyby był zabobonny byłby skłonny pomyśleć, że otaczała go aura umarłych, z bólem wspominających dni swej chwały. Starał się trzymać myśli jak najdalej od tego zagadnienia, co jako tako mu się udawało, dopóki nie otoczyły go niepokojące ciemności. Rozejrzał się ukradkowo i wstrzymał oddech przerażony tym, na co przyszło mu patrzeć. Kolekcjoner zatrzymał się tuż przy wejściu do wąskiego tunelu, prowadzącego ku podziemiom. Za cholerę nie chciał tam wchodzić! Nie dziś...Nie mając za towarzysza to turkusowookie, szalone bydle!
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
FanfictionLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
