Gallatea siedziała w obszernym, całkiem ładnie urządzonym namiocie, należącym do rodziny Weasley'ów. Gwar, towarzyszący świętowaniu zakończenia Mistrzostw Świata w Quidditchu, mocno ją zmęczył, dlatego cieszyła się, że mogła spędzić trochę czasu w bardziej kameralnym gronie. Setki roześmianych, podekscytowanych kibiców tłoczyło się na wolnych przestrzeniach pola campingowego, zachęcając do wspólnej zabawy. Ten wszechobecny rumor... trochę ją peszył. Od wielu, wielu lat nie przebywała w równie ruchliwym miejscu. Podniesione głosy wydawały jej się nieznośną, w jakiś sposób przerażającą kakofonią, wzmocnioną dodatkowo ostrym dźwiękiem trąbek. Kiedy tu szła, mijający ją ludzie bardzo często ocierali się o jej ramiona, posyłając w ramach przeprosin krótkie uśmiechy. Robiło się jej duszno. Czuła się, jakby utknęła w pułapce, z której nijak nie mogła uciec. W Hogwarcie nie miewała takiego problemu, choć obiektywnie zamek był dość gwarny. Może to kwestia tego, że znała tę budowlę na wylot? Może zwyczajnie przebywanie wśród młodych czarodziei nie wzbudzało w niej obaw? Tutaj było znacznie więcej ludzi i prawdopodobnie przekraczało to granicę jej komfortu. Nie czuła się zbyt bezpiecznie, jednak to wrażenie uleciało, gdy zaszyła się w przytulnym namiocie. Co prawda przyjechała tu wraz z rodziną Malfoy'ów, Blaisem oraz Pansy i nie sądziła, by pozwolono jej się oddalić, jednak los jej sprzyjał. Tuż po zakończeniu meczu, Lucjusz wdał się w istny wir towarzyskich pogaduszek z dość istotnymi - zapewne - osobistościami. Mieli już wracać do luksusowego hotelu, w którym Malfoy'owie wynajęli olbrzymi apartament, jednak przypadkowo natknęli się na panią Molly oraz bliźniaków. Narcyza nie miała najmniejszego zmiaru poświecać czasu chociażby na uprzejme powitanie pani Weasley, lecz została do tego zmuszona. George i Fred nie przepuściliby okazji do pogrania na nosie Ślizgonom, więc w jednej chwili zastąpili im drogę, wprawnie odciągając pannę Dumbledore na bok. Ucieszona Molly przywitała ją serdecznie, z miejsca zapraszając do nich. Pani Malfoy miała ochotę mało elegancko wyśmiać tę sugestię, jednak prośba Tei pokrzyżowała jej plany. Narcyza Malfoy darzyła olbrzymią słabością wnuczkę dyrektora, a jako że w pobliżu nie było jej męża, finalnie zgodziła się puścić dziewczynę, jednak pod warunkiem, że ktoś z nią pójdzie. Prawdopodobnie liczyła na syna, lecz Blaise go ubiegł - ku cichej uldze Draco. Bliźniacy nie wydawali się zachyceni wizją goszczenia Zabini'ego, ale matka skutecznie uciszyła ich wymownym spojrzeniem. W piątkę opuścili stadion, przedarli się przez gęstniejący tłum i weszli do namiotu, gdzie zebrali się pozostali członkowie rodziny, Harry oraz Hermiona. Ślizgon niczego nie dał po sobie poznać, jednak w głębi ducha ucieszył go widok Granger, której znacznie gorzej poszło ukrywanie miłego zaskoczenia. Jako pierwsza podeszła się z nim przywitać, ciągnąc za sobą młodego Pottera. Zielonooki w gruncie rzeczy nic nie miał do Zabini'ego. Blaise nigdy nie obraził go jakoś szczególnie boleśnie, ani nie zachowywał się w absurdalnie wyniosły sposób, mający podkreślić jego nieskazitelne pochodzenie - w przeciwieństwie do Malfoy'a. Przełykając nutę obopólnej niechęci, zamienili kilka luźnych, niezobowiązujących zdań i to w zupełności im obu wystarczyło. Pani Weasley - jak na ciepłą, gościnną kobietę przystało - zatroszczyła się, by ciemnoskóry czarodziej czuł się u nich jak w domu. Z szerokim uśmiechem wcisnęła mu w dłonie kubek parującego kakao i delikatnie wskazała duże, wygodne poduchy, pełniące rolę siedzisk. Tea zamierzała usiąść razem z nim, jednak George i Fred najwidoczniej mieli inny pomysł. Śmiejąc się w głos, zaciągnęli ją nieco bardziej w głąb namiotu, gdzie przedstawili jej dwóch najstarszych braci. Nie najlepiej czuła się z tym, że zostawiła Blaisa samego, jednak dość szybko jej przeszło. Hermiona dotrzymywała mu towarzystwa, z czego obydwoje wydawali się całkiem zadowoleni. Ginny, co jakiś czas, kręciła się obok nich, lecz peszyła się, gdy Ślizgon usiłował wciągnąć ją w rozmowę. Lazurowooka zerknęła za sobie, uśmiechając się pod nosem. W chwili obecnej Blaise i Hermiona siedzieli ramię w ramię, wsłuchując się barwną opowieść Charliego o trudnej, niebezpiecznej sztuce badania smoków. Jak tak o tym pomyśleć... całkiem ładna z nich była para. Wiedziała, że nie musi mieć nieustannie oka na przyjaciela. Zabini potrafił się zachować, a gdyby coś było nie tak, miał swoje sposoby, by dać jej dyskretnie znać.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
Fiksi PenggemarLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
