Feniks cicho śpiewał wprost do jej ucha, przez co raz po raz wybuchała przytłumionym śmiechem. Ród Phoenix i feniksy łączyła szczególna, głęboko zakorzeniona, więź a ich spotkania zawsze należały do nadspodziewanie wylewnych widowisk. Płomiennowłosa nie wiedziała dlaczego Fawkes zdecydował się zostać z Albusem - żaden z nich nigdy nie odpowiedział na to pytanie, dlatego przestała pytać. Najważniejsze, że feniks i czarodziej rozumieli się bez słów oraz wzajemnie cieszyli swoim towarzystwem. Radosne powitanie przerwało pojawienie się dyrektora. Staruszek uśmiechnął się do przyjaciółki, był to jednak uśmiech strapiony, naznaczony piętnem poważnych trosk. Nie znosiła, gdy uśmiechał się w ten sposób.
- Widzę, że nie odmówiłeś sobie powitania, stary przyjacielu. - spojrzał na Fawkesa.
Ptak zważając by nie zahaczyć skrzydłami dziewczyny, wzbił się w powietrze - tylko po to, żeby przysiąść na swoim stałym miejscu, po wykonaniu widowiskowego przelotu. Odwrócił delikatnie łebek, manifestując tym samym niezadowolenie z tego, że przerwano mu miłą pogawędkę z błękitnooką. Dumbledore skwitował zachowanie stworzenia szerszym, pobłażliwym uśmiechem. Feniks doprawdy bywał niezwykle uparty i skory do humorków.
- Siadaj, moja droga. - wskazał przyjaciółce fotel, a sam powoli okrążył swoje biurko, siadając naprzeciwko.
Uwadze dziewczyny nie uszedł fakt, że czarodziej nie poruszał się już tak energicznie i zdecydowanie jak kiedyś. Piętno czasu coraz dotkliwiej odciskało się na profesorze, wydzierając mu z wolna hardość, którą odznaczał się za młodu. Czarodziej zdjął okulary, wsparł łokcie na zadbanym blacie i oparł brodę o splecione dłonie. Przez chwilę przeszywał towarzyszkę wzrokiem zmęczonego życiem starca.
- Mamy poważny problem. - szepnął zrezygnowany.
- Wiem już o Justynie, jeśli o to chodzi. - założyła nogę na nogę.
- Nie wątpię, że wiesz! Cała szkoła o tym huczy, jednak chciałem osobiście przekazać ci wszystko co mnie jest wiadome w tym temacie.
Dyrektor, nie tracąc czasu, streścił wszystko co wydarzyło się od momentu znalezienia Harry'ego nad spetryfikowanym Justynem, aż do chwili obecnej. Płomiennowłosa zasłuchana w opowieść, rozparła się wygodniej w fotelu i splotła ręce na piersi - coś tu mocno nie pasowało. Brakowało elementu, który połączyłby poszlaki w sensowną całość. Obraz stawał się coraz rozleglejszy i mniej wyraźny, uniemożliwiając przyjęcie czegokolwiek za pewnik. Zbyt wiele fragmentów pojawiało się znikąd.
- To coś spetryfikowało ducha? - zapytała dla pewności.
- Na to wygląda. Sir Nicholasa znaleziono przy Justynie.
- Albusie także odnosisz wrażenie, że pan Potter nie jest z nami w pełni szczery?
Dumbledore uśmiechnął się półgębkiem. Założył swoje nieodłączne okulary i wejrzał głęboko w lazurowe tęczówki.
- Jestem tego pewny, moja droga. Nie mogę zmusić go, by mi zaufał. Potrzeba do tego czasu, którego niestety nam brakuje. Jak zawsze z resztą.
- Więc to moje zadanie? - zaśmiała się dziewczyna.
- Nie do końca. Po prostu bądź obok, gdy będzie cię potrzebował.
- Taki mam zamiar, nie martw się. Albusie, czy mogłabym pożyczyć twoją sowę? Ethan powinien poznać szczegóły tego, co się wydarzyło Może to go naprowadzi na właściwy trop.
- Oczywiście, nie krępuj się. Czy pan Luther odnotował już jakieś postępy?
- Niestety nie. W chwili obecnej, poza wertowaniem ksiąg, zajmuje się obserwacją podziemnego rynku artefaktów czarnomagicznych i wydaje mi się, że to zajęcie pochłania mu większość czasu.
CZYTASZ
Córa rodu Phoenix.
Fiksi PenggemarLady Vallerin Crown, córa rodu Phoenix - kobieta, której miłość do czarodzieja już raz złamała życie, po raz kolejny daje się wciągnąć w świat magii. Na prośbę swego przyjaciela, Albusa Dumbledore'a, wraca do Hogwartu, żeby mieć tam na oku młodego...
